„Od ciebie 50 000 zł i jakiś porządny prezent” – rzuciła Alina, jakby ustalała listę zakupów na święta. Siedzieliśmy przy jej stole w niedzielę, a ja poczułam, jak całe powietrze ucieka z moich płuc. Kamil siedział obok i nawet nie drgnął. Dla niego to była normalna rozmowa o budżecie.

Dla mnie – wyrok. Pojechaliśmy do mamy, bo „prosiła, żebyśmy wpadli”. Mieszka 20 minut od naszego bloku. Ja włożyłam talerze do zmywarki, przetarłam blat, a potem pobiegłam do sypialni po sweter, bo w jej salonie zawsze było chłodno.
Kamil zauważył, że kręciłam się nerwowo, ale nic nie powiedział. Dopiero przy windzie zapytał: „No co? ”. Nic.
Po prostu nic. Weszliśmy do mieszkania, które nie należy do Kamila. Nie należy nawet do jego rodziny. To mieszkanie po mojej babci, ale Alina zachowuje się, jakby było jej.
Jej wzrok przeszedł od moich butów do swetra, zatrzymał się na włosach i wrócił do twarzy. „Julciu, chodź do kuchni” – powiedziała, a ja wiedziałam, że to nie jest zaproszenie na herbatę. Przeniosła wszystko do salonu. „No dobrze, siadamy.
”
Antoni uśmiechnął się do talerza. Teściowa zaczęła: „Ustaliliśmy z Michałem datę ślubu. 20 czerwca. ” Ślub to nie temat do żartów.
„No proszę, Julciu, dlaczego nic nie mówisz? ” – Alina zwróciła się wprost do mnie. Obiad w niewielkiej restauracji, 20 osób przy jednym długim stole. Wstałam i ruszyłam do kuchni, żeby nie wybuchnąć.
Makijażystka kosztowała 3000, ale przyjeżdżała do domu i zostawała do sesji zdjęciowej. Suknia za 30 000, cała w koronce. „Pójdę do łazienki” – rzuciłam, bo nie mogłam już słuchać. Jedna suknia należała do Dari.
Kamilowi zapakowała kawałek do pracy. Zapytał, kiedy wsiedliśmy do samochodu: „Wszystko w porządku? ”. Wróciliśmy do mieszkania przed 10:00.
„No wiem, ale ty i tak tam będziesz przechodzić” – powiedział, gdy zapytałam, po co mamy wracać do mamy w sobotę. „Nie mamy czasu do stracenia. ”
W sobotę znów pojechaliśmy do Aliny. Na stole leżała kartka z wyliczeniami: restauracja 80 000, suknia Dari 30, garnitur dla Michała 8, samochody 12, fotograf i kamerzysta 20, prowadzący i zespół 35, tort, zaproszenia i dekoracje 30, podróż poślubna 40.
Razem 255 000 zł. Kamil zagwizdał. „No, no. ” Alina zwróciła się do synów: „Odłożyłam 70 000.
” Potem spojrzała na mnie. „Skąd ja mam wziąć ponad 50 000? ” – zapytałam. „30 000” – odpowiedziała Daria, jakby mówiła o cenie zasłon.
„40 000 za nas dwoje. ” „Wiesz, że nie mam 50 000? ” – głos mi drżał. „Do mamy” – powiedziała Alina.
Poszłam do kuchni, wypłukałam cukiernicę i wyrzuciłam mokrą łyżeczkę do zlewu. Pracowałam do 8:00, odkładałam każdą złotówkę. Włożyłam kartkę do koperty, zakleiłam ją i zaadresowałam do Aliny Wilczyńskiej. „Przesyłka do odbioru” – powiedziałam w okienku pocztowym.
5000 miesięcznie przez 3 lata to 180 000 zł. Teraz wróciłam myślą do pokoju w mieszkaniu matki, do biurka, przy którym Kamil przygotowywał się do matury, i szafy, w której nadal wisiała jego stara kurtka z liceum. „Co jest, do cholery? ” – usłyszałam w myślach jego głos.
„Klucze do mieszkania zostawię na portierni” – napisałam w wiadomości. Odwróciłam aparat ekranem do dołu i otworzyłam notes. Właścicielka czekała przed wejściem do budynku. „Kaucja to równowartość dwóch czynszów, czyli 11 000.
” Usiadłam na brzegu kanapy, wyjęłam notes i zapisałam pod trzema adresami po kilka słów. Julia zadzwoniła do pani Teresy. 11 000 to nie była mała suma. Właśnie dlatego nie zamierzałam oddać 50 000 na cudze wesele.
Właścicielka przekazała mi dwa komplety kluczy, pilot do bramy i kartkę z numerem do administracji. Potem wróciłam do starego mieszkania. Włożyłam oba kieliszki do kartonu na rzeczy do wyrzucenia. Do wieczora połowa mieszkania zniknęła w pudłach.
Po przelaniu 11 000 zostało 45 700. „Wróćmy do siebie” – powiedział Kamil, gdy wróciłam. „Że marzyłam o wpłacaniu 11 000 kaucji? ” – pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos.
Wstał z kanapy i podszedł do drzwi. Poszłam do kuchni, nalałam wody do szklanki i wypiłam ją małymi łykami. Dopiero później wróciłam do kartonu. Około 20:00 zadzwonił telefon, kolejny nieznany numer.
„Razem z mężem obiecaliśmy przeznaczyć na wesele 80 000 zł” – usłyszałam głos Aliny. Zaczęła do mnie wydzwaniać. Miała około 70 000 oszczędności, my mieliśmy dać 80. W rzeczywistości liczyła przede wszystkim na moje 50 000, bez pytania mnie o zgodę.
„Dlaczego naprawdę pani do mnie zadzwoniła? ” – zapytałam prosto. Napisałam wiadomość do właścicielki. Potem wsiadłam do samochodu obok kierowcy.
Telefon położyłam ekranem do dołu.


