Grzegorz był naszym wiceprezesem operacyjnym od dokładnie sześciu tygodni, kiedy zadzwoniłam do Eweliny Różańskiej. To był pierwszy ruch w grze, którą planowałam od czterech lat. Siedziałam wtedy w swoim biurze, patrząc na kubek, który ktoś spakował do kartonowego pudełka, i czułam, że to nie jest koniec. To był dopiero początek.

„Mariuszu, odprowadź ją do holu” – powiedział Grzegorz, gdy zadawałam pytania o stabilność rok do roku. „To do ciebie nie pasuje” – odpowiedziałam, sięgając do torebki. Nie czułam triumfu, idąc do windy. Czułam, że muszę działać dalej.
W następnym tygodniu weszłam do gabinetu Michała, ale to Grzegorz był celem. Wiedziałam, że nie wygram, jeśli zostanę sama. Zadzwoniłam do trzech podmiotów, których Syntegra bała się najbardziej. Po pierwsze do Azuero Cloud.
Po drugie do Norda Capita. Po trzecie do Roberta, który zapytał: „Jeśli przyjdziesz do Vectortech, czego chcesz? ”. Odpowiedziałam, że chcę zniszczyć to, co zbudowali, i zbudować coś własnego.
Pojechałam do domu, wiedząc, że już wygrałam, ale to była tylko pierwsza runda. Wciągnęłam pudełko do salonu i przecięłam taśmę nożem kuchennym. W środku był dysk oznaczony „Backup R13”. Podłączyłam go do laptopa i wyeksportowałam plik, który wysłałam do Eweliny z prostym tematem.
„To oszczędza nam około 40 000 zł podatku w tym roku” – napisałam. Rano sąd okręgowy w Warszawie pachniał pastą do podłóg i niepokojem. Grzegorz był tam, zmęczony, starzejący się, szeptał do prawnika z siwymi włosami i zegarkiem za 20 000 zł. Miał głos stworzony do radia, ale tego dnia go zawiódł.
„Czy muszę znowu pisać do działu prawnego? ” – zapytał, ale nikt nie odpowiedział. Po rozprawie nie miałam biura, do którego mogłabym pójść, ani identyfikatora do przypięcia do paska. Miałam jednak coś lepszego: po raz pierwszy od czternastu lat byłam właścicielką samej siebie.
Wróciłam do domu, ale świat nie ucichł. Telefon dzwonił bez przerwy. „Wysyłają wezwania do wyjaśnień. Grzegorz każe nam pracować po dwadzieścia godzin na dobę.
Chcą, żebyśmy wyrwali twój stos i zastąpili go alternatywami open source” – mówili byli koledzy. Chodziło o gumkę do ścierania. Zniszczyłam ich system dla gumki. Miałam pracę do wykonania w poniedziałek.
Miałam nowy zespół do poznania w Vectortech i nową architekturę do zbudowania. Syntegra miała decyzję do podjęcia. Grzegorz nie zadzwonił, ale Ewelina tak. „Nie musisz wchodzić do jaskini lwa” – powiedziała.
Podeszłam do szafy i wyjęłam stary notatnik. Spałam na podłodze w serwerowni, bo zepsuł się system chłodzenia. Wiedziałam, że wszystko, czego próbują się trzymać, nigdy do nich nie należało. Publiczne przyznanie się do porażki było jedyną opcją.
„Przechodzimy do opcji B” – szepnęła Zofia Jankowska do Michała, ale było już za późno. Kiwnęłam głową do Eweliny i powiedziałam do cichego pokoju: „Zniszczyłam ich system dla gumki do ścierania. A teraz idę zbudować coś własnego”.
Wstałam i wyszłam, zostawiając za sobą wszystkich, którzy myśleli, że mogą mnie zatrzymać.


