W końcu nadeszły te ciepłe dni, a z nimi sezon, w którym każdy z nas powinien choć raz w roku wyjść z domu i odpocząć na swój sposób. Większość z nas nie ma na to czasu, ale upały potrafią zdziałać cuda. Włączyłem klimatyzację, sprawdziłem, czy jest zasięg, i ruszyłem w trasę, żeby odetchnąć od tego wszystkiego. Miałem w planie spokojny wyjazd, ale jak to zwykle bywa, plany potrafią zweryfikować rzeczywistość.

Siedzieliśmy w restauracji, a ja zamówiłem dwa piwa przed obiadem. Na początku mówiłem, że to bezalkoholowe, ale kiedy już strzeliłem tego jednego shota, nagle poczułem, że jakoś tak wyprostowałem się w krześle. Wiecie, jak to jest, gdy człowiek myśli, że ogarnia wszystko, a potem okazuje się, że ledwo stoi o własnych siłach. To miał być relaks, a skończyło się na tym, że nie spałem przez pół nocy, bo klimatyzacja w tym trailerze potrafiła wybudzić z letargu każdego.
I właśnie wtedy wpadłem na pewną myśl. Wstałem o trzeciej nad ranem, wyłączyłem to ustrojstwo, schłodziłem je, wyłączyłem na dwadzieścia minut, a potem o piątej znowu to samo. Powtarzałem ten cykl jak w zegarku, bo miałem już serdecznie dość. Nie mogłem normalnie funkcjonować, a co gorsza, wiedziałem, że to dopiero początek drogi, bo sprawa miała się ciągnąć tygodniami.
No bo jak to wyglądało z tym całym trailerem? Kupiłem go z myślą, że będzie służył przez lata. Zapłaciłem 250 tysięcy za w pełni wyposażoną przyczepę i nie zamierzałem wkładać w nią ani chwili więcej mojej roboty. Tymczasem zamiast cieszyć się nowym sprzętem, musiałem słuchać wymówek.
Najpierw twierdzili, że to drobiazg, potem, że to kwestia regulacji, a na końcu, że to niby normalne. Ale ja doskonale wiedziałem, że to nie jest normalne, bo w innym przyczepie, gdzie sam montowałem klimę, nie było żadnego problemu. Kiedy w końcu udało mi się przedostać do ich serwisu, trafiłem na faceta, który miał mi pomóc. Byłem spokojny, uprzejmy, bo przecież nie o awanturę mi chodziło.
Tłumaczyłem mu, że to nie jest kwestia jednej usterki, ale całej serii zaniedbań. A on na to, że rozumie. Gadał coś o tym, że w Europie ludzie zwracają się do siebie po imieniu, że to taka fajna tradycja, a u nas w Polsce to już jakiś wymysł. Ja mu na to, że może i tak, ale to nie zmienia faktu, że trailer jest wadliwy i ktoś musi ponieść odpowiedzialność.
Potem zaczął tłumaczyć, że to wina tego, że nie mam odpowiedniego węża albo że coś źle podłączyłem. Mówił, że między wtryskiwaczami a łącznikiem powinna być jakaś podkładka, a ja mu odpowiadałem, że tam nigdy żadnej podkładki nie było. On dalej swoje, że to przez uszczelkę na przewodach powrotnych. W końcu mu powiedziałem wprost: jestem tu po to, żebyśmy sobie pomogli, a nie żebyśmy się wzajemnie obwiniali.
I wtedy on wreszcie powiedział coś sensownego. Zapytał, czy wiem, gdzie są paski, rozrząd, czasy. Zaczął mi tłumaczyć, że górna śruba ma dwadzieścia siedem, a te dolne dwadzieścia, i że wszystko musi być idealnie spasowane. A ja na to, że słuchaj, według mnie masz rację, ale to nie załatwia sprawy, bo u mnie na dłuższym wtrysku mam plus dwadzieścia pięć procent i żadnych oznak nieszczelności.
No chyba że to układ paliwowy, albo coś z samym systemem, co zagłusza wszystko inne. On wtedy westchnął i powiedział coś, co mnie ostatecznie wykończyło. Stwierdził, że to nie jest wina przyczepy, tylko tego, że ja za dużo wymagam. A ja mu na to, że skoro on uważa, że takie drobiazgi można olewać, to niech olewa swoją robotę, bo ja dopilnuję, żeby wszyscy się dowiedzieli, jak wygląda obsługa klienta w tym miejscu.
I wtedy zrobiło się naprawdę gorąco. Bo posłuchajcie, ta historia ma ciąg dalszy. Po dwóch tygodniach od zgłoszenia usterki, kiedy w końcu oddali mi przyczepę po reklamacji, kazali mi poczekać w sklepie. Wracają, mówią, że wszystko jest w porządku, a ta kanapa niby działa.
Tylko że ja dobrze wiedziałem, że to ściema, bo ta kanapa nie rozkładała się tak, jak powinna. Mieli trzy dodatkowe poduszki, które powinny być pod spodem, żeby to w ogóle miało sens. A oni zostawili to tak, że nie dało się z nich korzystać. Gdybym nie był cierpliwy, to trzasnąłbym drzwiami i zażądał zwrotu pieniędzy.
Ale nie chciałem działać pod wpływem emocji. Wiedziałem, że jeśli tutaj pójdę na wojnę, to muszę mieć twarde dowody. Dlatego nagrywałem każdy telefon, dokumentowałem każdą wymianę zdań. Nie zamierzałem tego nigdzie wrzucać, bo to była moja prywatna sprawa, ale mówiłem sobie, że jeśli trzeba będzie w sądzie, mam wszystko czarno na białym.
I wiecie, co mnie najbardziej wkurzało? To, że oni traktowali mnie jak dziecko, które nie ma pojęcia, o czym mówi. Tłumaczyli, że to przez to, że nie mam torby, że źle coś podłączyłem, że to wina tego, że nie mam doświadczenia. A ja im na to, że facet, który montuje to sam, bardziej się zna na rzeczy niż sprzedawca, który widzi przyczepę tylko w katalogu.
Oni myśleli, że im się upiekło, ale ja już miałem plan. Dzwoniłem do nich tyle razy, że w końcu sami mieli dość. Wtedy jeszcze myślałem, że to koniec, że może faktycznie coś poprawią. Ale jak się okazało, to był dopiero początek.
Bo kiedy w końcu się do nich dodzwoniłem, w tle słychać było, jak ktoś je obiad i nawet nie próbuje skupić się na rozmowie. Facet w końcu powiedział, że to nie ich problem, że jak mi się nie podoba, to sobie radzę sam. I wtedy przestałem być grzeczny. Powiedziałem mu, że nie jestem ich chłopcem na posyłki, że to oni są u mnie dłużni, a nie odwrotnie.
Przypomniałem mu, że to ja zostawiłem u nich dwieście pięćdziesiąt tysięcy, a nie oni u mnie. I że jeśli nie zaczną reagować, to dopilnuję, żeby ich firma straciła licencję dealera. Bo jak się traktuje klienta w taki sposób, to trzeba ponosić konsekwencje. Na koniec powiedziałem im, że będzie o tym głośno, że nagrałem każdą rozmowę i że nie odpuszczę.
Oni myśleli, że to tylko pusta groźba, ale ja już wiedziałem, że to dopiero początek mojej walki. Nie chodziło mi o pieniądze, tylko o zasadę. Bo skoro zapłaciłeś za coś taką kasę, to masz prawo wymagać, żeby to działało. A jak nie działa, to ktoś musi za to odpowiedzieć.
I ja zamierzałem dopilnować, żeby ta odpowiedzialność spadła na właściwe głowy.


