Agnieszka wyrzuciła szmatę do niebieskiego wiadra. Oznajmiła teatralnie i przycisnęła dłoń do piersi. W południe oglądał filmiki o sukcesie, a wieczorem tłumaczył Agnieszce, że człowiek wybitny nie może wracać do pracy byle gdzie. Od 28 dni Michał nie przyniósł do domu ani złotówki.

Agnieszka podeszła do okna. Wróciła do pokoju. Agnieszka poszła do kuchni, wyjęła z szuflady stary zeszyt w kratkę i zaczęła liczyć. Do tego prąd, gaz, jedzenie, bilety miesięczne, środki czystości.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Agnieszka bez słowa poszła do pokoju. Zofia zajrzała do salonu. W mieszkaniu pachniało mokrą szmatą, kakao i tanim płynem do podłóg.
Agnieszka nie miała ochoty wracać od razu do domu. Przy wejściu do apteki pod daszkiem stała Barbara. To chyba na starość coś mu się należy, a rata jest do przeżycia. Agnieszka odwróciła się powoli i odeszła, zanim Barbara zdążyła ją zauważyć, nie poszła do domu.
Dzwonię w sprawie tego transferu do nowego oddziału. Mówił pan, że potrzebna jest tam osoba do uruchomienia laboratorium od początku. Dokumentacja do ustawienia kontroli. Do tego mieszkanie służbowe.
W poniedziałek przyjdź do kadr. Wstała z ławki i poszła do cukierni przy przystanku. Do domu wróciła spokojna. Wstawała rano, szła do mleczarni, zakładała biały fartuch, sprawdzała próbki, wpisywała wyniki do tabeli i rozmawiała z dziewczynami.
Po pracy wracała do domu z siatką zakupów, bez łososia, bez sera z pleśnią, bez wymyślnych herbat. O tym, że on nie może wrócić do byle jakiego zajęcia, bo to by złamało jego rozwój. Jęczała do słuchawki. Agnieszka odkładała telefon na blat i wracała do krojenia chleba albo zmywania talerzy.
Potem weszła do kuchni, zaparzyła sobie zwykłą czarną kawę i napisała wiadomość do Zofii. Zanim zdążyła odpowiedzieć, dzwonek do drzwi zawył długo i nieprzyjemnie. To pewnie do ciebie, powiedział Michał nerwowo. Weszła do pokoju, potrząsając teczką.
Barbara obróciła się do Agnieszki. Wreszcie coś do ciebie dotarło. Agnieszka zrobiła krok do przodu. Agnieszka mówiła spokojnie, ale każde słowo było ostre jak nóż do chleba.
Było domowe solarium kolagenowe za 42 000 zł na kredyt z ratą 2400 miesięcznie. Skoro tajemnica pękła, natychmiast przeszła do ataku. Ciebie karmiłam, ubierałam, do szkoły prowadzałam. Solarium za 42 000.
Do pracy byś poszedł, a nie filozofował pod kocem. Drzwi otworzyły się szeroko i do przedpokoju weszła Zofia. Agnieszka podeszła do szafki w przedpokoju, zdjęła z haczyka komplet kluczy i położyła je na blacie. Do mamy.
Do mnie z nim? Przeniosłam się do innego miasta. Dziękuję, że byliście z nami do końca.


