Poklepał Damiana po plecach i powiedział, że ten system zrewolucjonizuje naszą firmę. Tylko że to ja spędzałam noce nad kodem, a on zgarniał pochwały. Kiedy złożyłam wypowiedzenie, nikt nie…

Poklepał Damiana po plecach i powiedział, że ten system zrewolucjonizuje naszą firmę. Tylko że to ja spędzałam noce nad kodem, a on zgarniał pochwały. Kiedy złożyłam wypowiedzenie, nikt nie...

Kiedy prezes poklepał Damiana po plecach na spotkaniu zarządu, zrozumiałam, że jeśli zniknę, cały system zawali się dokładnie tak, jak na to zasłużyli. Ja łatałam pęknięcia w ścianie, bo wiedziałam, że system zawodzi. Zapisałam metadane z logów serwera, pokazujące, kiedy logowałam się, by załatać system. System Camtrans miał być rewolucją dla Strykowa i Gdyni.

Thumbnail

Damian, mój kolega z zespołu, twierdził, że to on go zbudował. Ale to ja spędzałam noce nad kodem. To ja naprawiałam każdą awarię, zanim ktokolwiek zauważył. A on zbierał pochwały.

Pewnego dnia przewinęłam do strony 42 w dokumentacji. Przeszłam do następnej umowy. Dostarczali API do trasowania. System pokazał, że złożyłam formularz 14 miesięcy temu.

To nie był tylko list rezygnacyjny. Włożyłam kopertę do torby. Podeszłam do swojego biurka. Poszłam prosto do gabinetu prezesa.

Powiedziałam, że jestem gotowa do wspierania zespołu. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam telefon. Powiedziałam mu, że list jest na jego biurku. Poszłam do samochodu.

Nie spojrzałam w górę na 20 piętro. Kiedy Damian wcisnął enter przy tej aktualizacji, system Camtrans zobaczył intruza. Zadzwonili do działu IT. A w tej chwili system traktował własnego menedżera projektu Sokół Grid jako obcego szpiega.

Potem przyszedł SMS. Stwierdzał, że zgodnie z naszą umową o poziomie usług, każdy przestój przekraczający 4 godziny będzie skutkował karą w wysokości 50 000 zł za godzinę. Dalej stwierdzał, że jeśli system nie będzie w pełni sprawny do 17:00 po południu, aktywują swoją umowę awaryjną z naszym największym konkurentem. W SMSie było napisane, że system zamówił potrójną zwykłą ilość towarów łatwo psujących się.

System wciąż lśnił jasno na pulpitach zarządu, prawdopodobnie pokazując rekordowe liczby zamówień, ale wnętrzności operacji były martwe. Zapytałam, czy 50 000 zł za godzinę to mniej niż 1600. Jeśli powiedzą tak, zarobię 80 000 zł do poniedziałku. Wyeksportowałam prezentację do PDF i wysłałam ją do zarządu z kopią dla Grzegorza, Marka i Eleonory.

Powiedział, że wydaje się to bardzo wygodne, że dokładnie wiedziałam, dlaczego system się zepsuł. Zapytał, czy sabotowałam system, zanim zrezygnowałam. Powiedziałam mu, że system nie zepsuł się z powodu sabotażu. Byłam podłączona przez system Polikom w centrum pokoju.

System pokazał, że Damian wprowadził zmiany, które doprowadziły do awarii. Prezentacja zawierała zrzut ekranu interfejsu backendu, by pokazać, jak złożony jest system. Powiedziałam, że własna prezentacja Damiana dowodzi, że system działał na moich danych uwierzytelniających w moim środowisku, podczas gdy on twierdził, że go zbudował. Weszłam do biura prezesa.

Powiedziałam, że mogą albo podpisać ostateczną umowę kupna własności intelektualnej ode mnie i mojej nowej firmy konsultingowej, skutecznie płacąc mi za system, który zbudowałam, albo stanąć w obliczu utraty do mexu i korona handel do poniedziałku. Pochylił się do przodu. System się blokuje. Powiedziałam, że system jest mój.

Że to ja go stworzyłam. Że Damian tylko podszywał się pod moją pracę. A teraz, gdy odeszłam, nikt nie wie, jak go naprawić. Prezes patrzył na mnie, a ja czułam, że w końcu mam kontrolę.

Nie chodziło o zemstę. Chodziło o sprawiedliwość. Podpisałam umowę. Wstałam i wyszłam z biura.

Za mną zostało 20 piętro pełne ludzi, którzy nie mieli pojęcia, co właśnie się stało. Ale ja wiedziałam. I to wystarczyło.