Dlatego daję mojemu synowi 4 200 000 zł, żeby założył własną firmę. Odwrócił się do brata i objął go ramieniem. Powiedział do niego: Łucja, nie bierz tego do siebie. Zanim odpowiedziałam, wrócił do sali.

Potem wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki niewielki notes i zapisał w nim jedno zdanie. Kiedy wróciłam do swojego pokoju, wsunęłam dyplom do dolnej szuflady biurka. Od razu wrócił do stołu, ale nie usiadł. Irena miała głowę do liczb.
Powiedz jej, żeby wróciła do domu. Mamy do omówienia sprawę jej studiów. Złożyłam dokumenty do Warszawy. Matka utkwiła wzrok w desce do krojenia.
Do ciebie, do życia, a do Ireny? Do Henryka? Nie wracaj do tego tematu. Do pokoju powiedział ojciec.
Chwyciłam telefon, żeby zadzwonić do dziadka. Niczego mu nie wkładam do głowy. Tata pewnie zabrał dziadka do lekarza wieczorem. Weszłam do gabinetu ojca.
Sprawdzić zdolność do świadomego podejmowania decyzji. Podeszła do biurka i zamknęła drzwi. Jest tylko ustawiona do zdjęcia. Wsunęłam dokument do kieszeni swetra.
Trzymał kluczyki do swojego samochodu. Weszłaś do moich dokumentów. Wróciłam do gabinetu i uklękłam przy biurku. Potem podobno odwiózł go do domu.
Może 20 minut. Natychmiast wracaj do domu. Wróć do domu Łucjo. To znaczy, że może próbować do niego dotrzeć.
Wróć do domu. Dokładnie te same słowa. Gdzie pani Zofia wstała i podeszła do starej maszyny do szycia stojącej pod oknem. Podeszłam cicho do wizjera.
Ojciec zrobił krok do przodu. Przestań mówić do mnie jak do dziecka. 300 000 zł. Ojciec odwrócił się do niego gwałtownie.
Nadal wracasz do Ireny. Aleksander, jedź do samochodu. Dziadek Henryk odwrócił się do mnie. Pani Zofia podeszła do drzwi.
Brat wszedł do środka. Pani Zofia zaprowadziła dziadka do stołu. Czyli firma należy do Łucji? Brat pobladł, 4 milion 200 000 znacznie wyższa.
Brat ruszył do drzwi. Musimy zabrać Henryka do mecenasa Kuleszy. Podszedł do drzwi i oparł dłoń na zamku. Zadzwoń do mecenasa.
Przywieź dziadka do kancelarii. Wyjdź do mnie! Aleksander przycisnął dokument do piersi. Ojciec dał ci 4 milion 200 000 zł.
Podeszłam do wejścia i spojrzałam przez wizjer. Pojechaliśmy do kancelarii razem. Do kancelarii przyszła matka. Rok od chwili, gdy ojciec uniósł kieliszek przed całą rodziną, ogłosił, że przekazuje Aleksandrowi 4 200 000 zł.
Do końca zachował jasność umysłu. To prywatny list. List wyjaśnia wolę pana Henryka. Nie dzwoniliśmy do siebie bez powodu.
Wróciłam do listu. Usiadłam ponownie i doczytałam list dziadka do końca. Przycisnęłam kartkę do piersi.
Wyciągnęłam do niej dłoń, tylko dłoń.


