Do wypłaty zostało jeszcze dwanaście dni, a Ania patrzyła na puste konto jak na wyrok. Nerwy zmuszały ją do ruchu, podeszła do okna i wbiła wzrok w szare warszawskie podwórko. Kiedyś z Bartkiem było inaczej. Chodzili do kina, do teatru, do kawiarni, rozmawiali godzinami.

Teraz potrafił nie napisać ani razu do samego wieczora. A potem nagle, bez żadnego wyjaśnienia, rzucił: “Muszę wpaść do rodziców. Przyjedź do nas. Tylko kameralnie, w gronie najbliższych.
”
Samochód wjechał do centrum Warszawy i zatrzymał się przed elegancką restauracją. Ania zmarszczyła czoło. “Do jakiej restauracji? Mówiłeś, że jedziemy do was do domu.
”
Robert zgasił silnik i odwrócił się do niej. “Rodzice chcieli zrobić nam niespodziankę. ” Uśmiechnął się, ale Ania poczuła w tym uśmiechu coś obcego. Zanim zdążyła zapytać, podeszła do nich kobieta w nienagannym czarnym garniturze.
Pani Grażyna, matka Bartka, puściła syna i odwróciła się do Ani. Ania zmusiła się, by zrobić krok do przodu i wyciągnęła rękę do uścisku. Pani Grażyna całym ciałem odwróciła się do niej, ale zamiast uścisnąć dłoń, zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów. “Dziewczyno, aspirujesz do roli żony mojego syna, prawda?
”
Ania zamarła. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pani Grażyna wyciągnęła teczkę, położyła ją na stole i otworzyła. “Zaczynajmy od tego, co najważniejsze. Ile zarabiasz?
”
Zaprosili dwadzieścia osób, nie piętnaście. Nakryty stół uginał się od dań, a kelnerzy krążyli jak na weselu. Ania czuła na sobie wzrok całej rodziny Bartka. “Dwadzieścia tysięcy za partię, ale wyobraźcie sobie, jaka będzie piękna” – usłyszała, gdy pani Grażyna niedbale machnęła ręką do kelnera, zamawiając kolejne butelki wina.
Widelec zatrzymał się w pół drogi do ust Ani. Jeden toast po drugim, a ona tylko udawała, że pije. Wszystko, co miała, to była praca w call center i mała kawalerka. Pani Grażyna odwróciła się do Ani i zaczęła wypytywać o zarobki, o kredyt, o to, na co Ania wydaje pieniądze.
“A w rzeczywistości okazało się, że to bankiet na 15 osób, gdzie przesłuchiwano mnie na temat zarobków, upokarzano z powodu kredytu, a teraz wystawiacie mi rachunek na 14 000” – pomyślała Ania, słysząc, jak pani Grażyna dodaje: “I jeszcze ta kawa, te desery… Liczy się każdy szczegół. ”
Ania chciała już wyjść. Chciała do domu, do swojej małej kawalerki, gdzie mogłaby zdjąć tę przeklętą sukienkę, zmyć makijaż i po prostu położyć się do łóżka.
Ale potem pani Grażyna zamknęła teczkę i odwróciła się do niej. “Zaprosiliśmy do drogiej restauracji, ugościliśmy najlepszymi daniami, a ona nie ma pojęcia o zasadach. My tu mamy rachunek do zapłacenia. 14 000 złotych.
Aniu, rozumiesz, prawda? ”
Ania odpowiedziała, że rozumie. Bo co mogła powiedzieć? Bartek stał obok, milczący jak ściana, nie odezwał się ani słowem.
Ania sięgnęła po telefon, z trudem przełała całą swoją wypłatę i poprosiła o resztę na koncie. “Poproszę o potwierdzenie przelewu” – powiedziała cicho. Pani Grażyna uprzejmie skinęła głową, jakby to było coś oczywistego. Ania wstała.
“Przyprowadziłeś mnie na bankiet do 15 krewnych. Robert skłamał co do formy spotkania” – pomyślała, patrząc na Bartka. Odwróciła się do rodziny Roberta. “Do widzenia.
” Odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Bartek krzyknął za nią: “Ania! ”
“Zawsze do usług” – odpowiedziała przez ramię, ale nie odwróciła się. Po drodze zadzwoniła do mamy.
Mama usłyszała w jej głosie coś, co sprawiło, że od razu zapytała: “Co się stało? ” Ania nie chciała mówić, ale łzy same popłynęły. “A teraz wrócisz do swojej biedy” – usłyszała w głowie głos pani Grażyny. Ale godzinę później zadzwonił do niej telefon z nieznanego numeru.
Odebrała. To była Marzena, kuzynka Bartka, która siedziała tamtego wieczoru przy stole. “Ania, ja wszystko widziałam. To, co ci zrobili, to skandal.
Grozili ci, że podadzą cię do sądu? ” – zapytała. Ania milczała. “Przepraszam cię za nich.
Chcę, żebyś wiedziała, że nie wszyscy są tacy. ”
Marzena powiedziała, że napisze jej, że może się kiedyś spotkają. Ania podziękowała i odłożyła telefon. Potem napisała do Bartka, że to koniec.
Odpowiedział dopiero po kilku godzinach: “To nie w porządku. Moja matka ma rację. ” Ania nie odpowiedziała. Zrozumiała, że to naprawdę koniec.
Tydzień później Ania dostała wiadomość od Roberta: “Przepraszam, ale muszę zostać z rodziną. Może kiedyś zrozumiesz. ” I to było wszystko. Żadnych wyjaśnień, żadnego żalu.
Ania poczuła, że to nie było to, co czuła do Roberta. Ona kochała w nim coś, czego nigdy nie było. Latem Ania pojechała do Gruzji. Miała to w planach jeszcze z Bartkiem, ale pojechała sama.
I tam, w górach, poznała Marka. Nie był jak Bartek. Marek był cichy, uważny, nie udawał nikogo. Spacerowali po Tbilisi, jedli chaćapuri, śmiali się z czegoś bez powodu.
Po powrocie do Warszawy pisali do siebie cały wieczór. “Pójdziemy do kina albo na wystawę” – napisał. Spotkali się. Na koniec spotkania Marek odprowadził ją do metra.
“Niech podają do sądu. Niech podają nawet do Trybunału w Hadze” – powiedziała Ania do mamy przez telefon, gdy mama martwiła się o to, jak Bartek i jego rodzina zareagują na jej nowe życie. Ale Bartek nie zareagował wcale. Milczał.
Ania wróciła do swojego normalnego życia. Pensja wzrosła do 90 zł na rękę, ale to nie miało znaczenia. Latem Ania i Marek rzeczywiście pojechali do Gruzji. Wróciła tam z nim, do tych samych gór, ale poczuła, że wszystko jest inaczej.
Kiedy spacerowali po starym mieście, Marek nagle zatrzymał się i odwrócił do Ani. “Przytuliła się do niego Ania” – pomyślała, czując jego ciepło. Zaprosili tylko 20 najbliższych osób. Ślub odbył się w małym kościele pod Warszawą.
Mama Ani w pewnym momencie podeszła do córki, objęła ją. “Przytuliła się do niej Ania. ” I wtedy Ania zrozumiała, że to właśnie jest jej rodzina. Nie ta, która liczyła rachunki.
Nie ta, która ją upokarzała. Tylko ta, która ją obejmuje, gdy tego potrzebuje.


