Ewa siedziała w salonie, a przez okno wpadało blade popołudniowe światło. W ręce trzymała lnianą zasłonę, którą wybrała wiele lat temu. Delikatnie przesuwała palcami po materiale, czując pod palcami każde wspomnienie. Wiedziała, że to, co kiedyś było jej domem, już do niej nie należy.

Włożyła zasłonę do wewnętrznej kieszeni marynarki i westchnęła. To był ostatni raz, kiedy tu była. Aleksander wszedł do pokoju z butelką wina w dłoni. Napełnił dwa kieliszki, nie patrząc na nią.
– Myślę o powrocie do pracy – powiedziała cicho. – Zrób, co uważasz za słuszne – odpowiedział bez emocji. Poprosił, żeby przeszła do gabinetu. Tam stał przy oknie, próbując odzyskać kontrolę nad sytuacją, ale jego ręce drżały.
Odwrócił się do niej z zaciętym spojrzeniem. – To wszystko należy do mojej babci – powiedział. – Ta rezydencja nigdy nie była twoja. Ewa poczuła, jak coś ściska ją w gardle.
Dystans między nimi stał się niemożliwy do ukrycia. Alicja, która pojawiła się w drzwiach, zmierzyła Ewę wzrokiem od stóp do głów. Jej obecność była jak zimny powiew. Ewa odwróciła się i wyszła z gabinetu, wracając do salonu.
Anna Pawłowska, matka Aleksandra, siedziała na kanapie i obserwowała ją wzrokiem pełnym dezaprobaty. – Nie ma w tym nic skomplikowanego – powiedziała Anna lodowatym tonem. – Wszystko sprowadza się do warunków. Ewa nie odpowiedziała.
Usiadła naprzeciwko i czekała. Kilka minut później Aleksander wszedł do jadalni, gdzie nakryto do stołu. Zauważył, że miejsce Ewy zostało przesunięte na sam koniec, a obok niego siedziała Alicja. Rozmowy przy stole urwały się na sekundę, gdy wszyscy spojrzeli na Ewę.
Podczas przerwy między daniami Alicja nachyliła się do Aleksandra i szepnęła mu coś do ucha. Ewa zobaczyła, jak jego twarz tężeje. Nie była to zazdrość, a przynajmniej nie tylko. Anna Pawlowska powoli odwróciła się do Ewy.
– Musisz zrozumieć, że teraz inne kobiety mają dostęp do tych części jego życia – powiedziała. – Nie musiałabyś przychodzić i przypominać mi o tym za każdym razem, gdy zostajemy same – odparła Ewa, a w jej głosie zabrzmiała gorycz. Ewa należy do tej rodziny – wtrącił Aleksander, ale jego słowa zabrzmiały pusto. Ewa niespodziewanie poczuła coś na kształt litości.
Widziała, jak bardzo jest zagubiony. Po kolacji wstała i podeszła do Anny Pawlowskiej. – Chciałabym porozmawiać o przeprowadzce do innego mieszkania – powiedziała cicho. Krewni, którzy wciąż siedzieli wokół, zaczęli dyskretnie się rozchodzić, zostawiając je same.
Anna Pawlowska skinęła głową, nie mówiąc nic. Aleksander podszedł do stołu, ale Ewa już odwróciła się w stronę wyjścia. Tej nocy nie odbierał telefonu. Kilka miesięcy później Ewa odeszła z zaprzyjaźnionej firmy i wyjechała do pracy do Krakowa.
Przed wyjazdem wysłała mu krótki list. Przeczytała go dwa razy, zanim włożyła do koperty. Nie było w nim żalu, tylko jasne słowa o końcu. Aleksander nie pobiegł za nią z błaganiami o powrót.
Zamiast tego, na kilka tygodni przed ostatecznym rozwodem, napisał do niej długi list. Ewa płakała, czytając go, ale nie dlatego, że chciała cofnąć czas. To były te same słowa, za które oddałaby wszystko kilka miesięcy temu. Teraz były już tylko słowami.
Cicho płakała w samochodzie w drodze do pracy, trzymając w kieszeni lnianą zasłonę, która przypominała jej, że dom to nie miejsce, ale ludzie, którzy zostają. – Napisał do mnie – powiedziała do siebie. – Ale ja już nie wrócę.


