Właśnie wróciłem z warsztatu, a w głowie wciąż mam słowa sprzedawcy: „To nie jest powód do zwrotu”. Kupiliśmy nową przyczepę kempingową, miała być czteroosobowa, a okazała się dwuosobowa, bo łóżka…

Właśnie wróciłem z warsztatu, a w głowie wciąż mam słowa sprzedawcy: „To nie jest powód do zwrotu”. Kupiliśmy nową przyczepę kempingową, miała być czteroosobowa, a okazała się dwuosobowa, bo łóżka...

Dziś rano, zamiast spokojnie popijać kawę, włączyłem transmisję na żywo, bo chciałem pogadać z ludźmi, którzy oglądają moje warsztatowe historie. Od razu posypały się pytania o uchwyt do telefonu, bo jak zwykle go nie mam. Wszyscy się ze mnie śmieją, a ja tylko powtarzam, że nie mam kiedy go kupić, bo w warsztacie jest masa roboty. Ale tak naprawdę to nie uchwyt był dziś największym problemem.

Thumbnail

Przeprowadzka do nowego warsztatu w Oławie wycisnęła ze mnie ostatnie siły. Jestem totalnie wypompowany, a przede mną jeszcze uruchamianie kolejnych stanowisk. Jutro mam ostatni dzień pracy przed wyjazdem na urlop, a tu nagle okazuje się, że nowa przyczepa kempingowa, którą kupiliśmy, ma tyle wad, że zaczynam żałować całego interesu. Kupiliśmy czteroosobową przyczepę, bo jeździmy w cztery osoby.

Tymczasem okazało się, że jest dwuosobowa, bo przy konstrukcji rozkładanego łóżka ktoś zapomniał dorobić poduszki. Do tego przyczepa była zalana, a sprzedawca najwyraźniej to zatuszował. Kiedy zgłosiłem reklamację, usłyszałem, że to nie jest powód do zwrotu. No i co mam zrobić?

Mam wyjeżdżać w cztery osoby, a dwie będą spać na podłodze? W trakcie transmisji ludzie doradzali mi, żebym oddał przyczepę i powołał się na rękojmię. Mówili, że sprzedawca odpowiada za wady, a nie producent. Ale ja już zgłaszałem problem kilka razy i za każdym razem spotykałem się z lekceważeniem.

W końcu powiedziałem, że jeśli do jutra nie uda się rozłożyć łóżka, to po prostu zawiozę przyczepę sprzedawcy i powiem, że zwracam towar. A jakby tego było mało, przypomniała mi się historia z kierownicą, którą sprzedałem na Allegro. Klient złożył odstąpienie od umowy, dostał zwrot tysiąca złotych, ale towaru nie odesłał. Sprzedał kierownicę dalej.

Allegro zażądało ode mnie zwrotu pieniędzy, bo uznało reklamację, mimo że minął termin. Zostałem bez kierownicy i bez kasy. Teraz sprawa trafiła do prokuratury, bo to przywłaszczenie mienia. Kończąc transmisję, obiecałem sobie, że w końcu kupię ten uchwyt do telefonu.

Ale zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, musiałem lecieć do chłopaków, którzy już czekali w warsztacie. Znów byłem spóźniony.