O trzeciej w nocy obudził mnie telefon. Nieznany numer, odrzuciłam. Zadzwonił znowu. Odebrałam i usłyszałam głos kuzynki: „No nareszcie. Ty chyba specjalnie nie odbierasz. Jesteśmy już na miejscu….

O trzeciej w nocy obudził mnie telefon. Nieznany numer, odrzuciłam. Zadzwonił znowu. Odebrałam i usłyszałam głos kuzynki: „No nareszcie. Ty chyba specjalnie nie odbierasz. Jesteśmy już na miejscu....

Paulina długo nie mogła zasnąć. Położyła się wcześniej niż zwykle, żeby się wyspać przed jutrzejszym spotkaniem o pracę, ale im bardziej się nakręcała, tym gorzej spała. Przewracała się z boku na bok, poprawiała poduszkę, kołdrę, znowu poduszkę. Spojrzała na zegarek.

Thumbnail

Minęły dobre dwie godziny, a ona wciąż patrzyła w sufit. W końcu wstała, narzuciła sweter i poszła do kuchni. Zaparzyła sobie melisę, tak jak kiedyś radziła babcia. Upiła łyk, wróciła do łóżka, ale sen nie przychodził.

Nagle przypomniała sobie babcię Zofię, jak czytała jej bajki wieczorami, głosem ciepłym i spokojnym. To wspomnienie przyniosło ukojenie. Serce zwolniło, oddech się wyrównał i Paulina w końcu odpłynęła. Sen nie trwał jednak długo.

Najpierw telefon zadzwonił gdzieś daleko, jakby zza ściany. Paulina odrzuciła połączenie, nie otwierając oczu. Ale telefon zadzwonił ponownie, tym razem głośniej. Usiadła gwałtownie, serce waliło jej jak młotem.

Spojrzała na ekran. Numer nieznany. Trzecia w nocy. Odrzuciła połączenie i dodała numer do czarnej listy.

Ale zanim zdążyła się uspokoić, telefon zadzwonił znowu. Inny numer. Tym razem odebrała. „No halo.

No nareszcie. Ty chyba specjalnie nie odbierasz” – usłyszała znajomy, pewny siebie głos. „Słucham? ” – powiedziała chłodno.

„No co ty, Paulinka, do prezydenta łatwiej się dodzwonić niż do ciebie” – zaśmiał się głos. To była Renata, jej kuzynka. „Jest trzecia w nocy. Co się dzieje?

” – zapytała Paulina. „Przestań spać i odbieraj gości. Jesteśmy już na miejscu. W Warszawie.

Ja, Tomek i Kacper. Przyjechaliśmy na kilka dni pozwiedzać stolicę. No i do ciebie oczywiście. ”

Paulina nie mogła uwierzyć.

„Żartujesz sobie? Nie zapraszałam was. ”

„No i co z tego? Rodzina jesteśmy, nie?

Czy już zapomniałaś? ” – odparła Renata. Paulina próbowała tłumaczyć, że ma ważne spotkanie, że jest noc, że ludzie śpią. Renata nie chciała słuchać.

„Weź taksówkę” – zaproponowała Paulina. „Taksówkę? A ty po co masz samochód? Twoja matka się chwaliła, że sobie kupiłaś.

„To nie znaczy, że jestem kierowcą na zawołanie. ”

„No nie wierzę. Myślałam, że normalnie nas odbierzesz, zawieziesz, pokażesz trochę miasta. ”

Paulina zacisnęła zęby.

„Posłuchaj. W internecie jest pełno ofert noclegów. Znajdziecie coś bez problemu. ”

„Ty jesteś normalna?

My przyjechaliśmy do ciebie bez zapowiedzi. To chyba nie problem dla rodziny. ”

„Dla mnie to problem” – powiedziała Paulina cicho, ale wyraźnie. Renata wpadła w złość.

„Dobra, skończ już te swoje gadki. Wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj. Stoimy przy głównym wyjściu. Nie będziemy tu marznąć, bo tobie się nie chce ruszyć.

„Nie przyjadę” – odpowiedziała Paulina. „Słucham? ”

„Nie przyjadę w środku nocy na dworzec. Znajdźcie sobie nocleg.

To najlepsze rozwiązanie. ”

„Ty chyba zwariowałaś. Serio ci Warszawa do głowy uderzyła? Kiedyś byłaś inna.

” – syknęła Renata i rozłączyła się. Paulina siedziała nieruchomo, wpatrując się w wygaszony ekran. Miała nieprzyjemne przeczucie, że to dopiero początek. I nie pomyliła się.

Telefon zadzwonił ponownie. Tym razem odebrała od razu. „No halo, Paulina, ty wyprawiasz” – usłyszała ostry głos ciotki Bożeny. „Dzień dobry, ciociu” – powiedziała spokojnie, choć w środku wszystko się w niej gotowało.

„Jakie dzień dobry! Ja się pytam, co to za cyrki? Czemu ty się tak do Renaty odzywasz? ”

„Jest środek nocy.

I nikt mnie nie uprzedził, że ktoś przyjedzie. ”

„Bo nie trzeba uprzedzać rodziny. To nie są obcy ludzie. ”

„Ciociu, ja jutro mam ważne spotkanie.

Naprawdę nie mogę teraz. ”

„Nie możesz? A ja mogę patrzeć, jak moja córka z dzieckiem marznie na dworcu? ” – przerwała jej Bożena.

„Nikt im nie kazał przyjeżdżać w nocy” – powiedziała cicho Paulina. „O, proszę. Już się wielka pani zrobiła. Warszawa, własne mieszkanie i człowiek zapomina skąd pochodzi.

Paulina poczuła, jak coś się w niej zaciska. „Ja niczego nie zapomniałam. ”

„Naprawdę? To może przypomnę, to mieszkanie to nie jest tylko twoje.

To po mojej matce. A Renata też była jej wnuczką. Czy może o tym zapomniałaś? To, że mama przepisała to mieszkanie na ciebie, nie znaczy, że reszta rodziny nic nie znaczy.

Myśmy mogli to zakwestionować, rozumiesz? Mogliśmy zrobić sprawę spadkową. ”

Paulina uśmiechnęła się gorzko. „Ale nie zrobiliście.

„Nie zrobiliśmy, bo jesteśmy porządnymi ludźmi. A ty teraz tak się odwdzięczasz? ”

Paulina milczała. W głowie przewijały się wspomnienia.

Babcia Zofia, kiedyś energiczna, potem chora i słaba. Gdy potrzebowała pomocy, nikt z rodziny się nie kwapił. Paulina była wtedy w liceum. Zdecydowała, że pojedzie do babci, dokończy szkołę w Warszawie, a potem zajmie się nią na co dzień.

Było ciężko, ale były też spokojne wieczory, rozmowy, herbata, ciepło. „Paulina, słyszysz mnie w ogóle? ” – wyrwał ją z zamyślenia głos Bożeny. „Słyszę.

„To dobrze, bo ja nie żartuję. Jeśli dalej będziesz robić takie numery, to ja pójdę do sądu. Zobaczymy, co wtedy powiesz. Mieszkanie się podzieli i skończy się twoje rządzenie.

„Ciociu, babcia podjęła decyzję świadomie. ”

„Bo ją zmanipulowałaś! ” – wpadła jej w słowo Bożena. „Nie.

Bo ktoś przy niej był. Tyle. ” – powiedziała Paulina stanowczo. Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Nieważne! Teraz ważne jest to, że Renata zaraz do ciebie przyjdzie i masz ją przyjąć normalnie jak rodzinę, bez żadnych fochów. ”

„Ona ma mój adres? ”

„Oczywiście.

Myślisz, że trudno go zdobyć? ” – odpowiedziała z satysfakcją Bożena i rozłączyła się. Paulina odłożyła telefon. Złość, zmęczenie, niedowierzanie – wszystko w niej opadło.

Spojrzała po mieszkaniu. Małe, skromne, ale jej. „Nie tylko twoje” – powtórzyła cicho, kręcąc głową. Gdy babcia potrzebowała pomocy, nikt nie mówił „nasze”.

Wtedy była sama, a teraz nagle wszyscy sobie przypomnieli. Westchnęła i wstała. I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Krótki, ostry, a zaraz po nim głośne pukanie.

Paulina otworzyła drzwi i aż wstrzymała oddech. Renata stała w progu, ciężko oparta na jednej nodze, z torbą przewieszoną przez ramię. Zmieniła się bardzo. Twarz miała zmęczoną, pod oczami cienie.

Przytyła, ubrania opinały się na niej nieładnie. Włosy związane byle jak, z pierwszymi siwymi nitkami. „No co tak patrzysz? Nie poznajesz mnie?

” – rzuciła bez powitania. „Po prostu dawno się nie widziałyśmy. ”

„No dawno, dawno! ” – prychnęła Renata i bez zaproszenia przecisnęła się do środka.

Za nią wszedł Tomek, milczący, przygarbiony. A zaraz potem wbiegł mały chłopiec, może pięcioletni. „Mamo, tu jest kanapa! ” – krzyknął i wskoczył na nią, zaczynając skakać.

„Kacper, tylko nie rozwal czegoś” – rzuciła Renata od niechcenia, nawet na niego nie patrząc. W tym momencie rozległo się stuknięcie w kaloryfer. Raz, drugi, a potem przytłumione burczenie zza ściany. „Jest noc!

Ludzie śpią” – powiedziała Paulina spokojnie, choć w głosie pojawił się chłód. „Aha, noc. A ty, widzę, już kawkę sobie robisz” – odpowiedziała Renata, rozglądając się po mieszkaniu. Paulina dopiero teraz przypomniała sobie o rozbitej filiżance na podłodze.

Ale Renata już była przy lodówce. Otworzyła ją bez ceregieli. „No zobaczmy, co tu masz! Marchewka, ogórek.

Ty co, króliki hodujesz? A gdzie normalne jedzenie? Jakaś zupa, mięso, cokolwiek. ”

„Jem normalnie” – odpowiedziała krótko Paulina, zbierając szkło z podłogi.

„To ja nie wiem, co to za normalność. Same warzywa. Człowiek powinien coś porządnego zjeść. Schabowy, ziemniaczki, jakaś zupa.

” – Renata zamknęła lodówkę i otworzyła szafkę. „Owsianka, kasza. A konserwy gdzie? Ty na samych ziarnach żyjesz.

„Dbam o siebie. ”

„Ojej, o siebie. A co tu dbać. Żyje się raz.

Trzeba jeść to, co człowiek lubi, a nie jakieś dietki. ”

Paulina wyprostowała się powoli. „Jutro możecie iść do sklepu. Kupicie co chcecie i ugotujecie sobie.

Renata spojrzała na nią uważnie. „Czyli co? Ty nas nie zamierzasz nakarmić? ”

„Nie zapraszałam was.

Zapadła cisza. Nawet Kacper na chwilę przestał skakać. „No nie! Serio?

” – wycedziła Renata. Paulina nie odwróciła wzroku. „Serio. ”

„To chociaż łóżko przygotuj.

Bo my padamy na twarz. ”

Paulina wzięła głęboki oddech. „Powiem jeszcze raz. Nie spodziewałam się was i nie mam tutaj dodatkowych miejsc do spania.

„Jak to nie masz? Kanapa jest. ”

„Jest jedna. Możecie spać na niej we trójkę.

Pościel znajdziesz w szafie. ”

Renata aż otworzyła usta. „Ty jesteś bezczelna, wiesz? Mieszkasz w mieszkaniu po babci i tak traktujesz rodzinę.

Paulina tylko patrzyła. „Kup sobie materac, choćby dmuchany. My z Tomkiem śpimy na kanapie. Kacper się gdzieś zwinie, a ty możesz na kuchni przeczekać.

” – ciągnęła Renata, rozkręcając się. Tomek poruszył się niespokojnie, ale nic nie powiedział. Chłopiec tymczasem wdrapał się na fotel i już prawie zasypiał. „Przyjechaliśmy na kilka dni, nie na jedną noc” – dodała Renata ciszej, ale z naciskiem.

„To tym bardziej powinniście coś sobie znaleźć” – odpowiedziała spokojnie Paulina. Renata zmrużyła oczy. „Naprawdę myślisz, że tak to zostawimy? ”

Paulina wzruszyła ramionami.

„Naprawdę myślę, że powinniście zacząć zachowywać się normalnie. ”

Powietrze między nimi zgęstniało. To nie była już niezręczna sytuacja, to był otwarty konflikt. Renata prychnęła i założyła ręce na biodra.

„Dobra, koniec tych twoich mądrości. Ustalamy. My śpimy na kanapie. Tomek przy ścianie, ja od zewnątrz.

Kacper się między nami zmieści. A ty? Możesz sobie na kuchni posiedzieć. Przecież i tak nie śpisz.

Paulina patrzyła na nią przez chwilę w milczeniu. Coś w niej się uspokoiło, jakby wszystko nagle stało się jasne. „Nie. ”

Renata zmarszczyła brwi.

„Co nie? ”

„Nie będę spać w kuchni. I nie będziesz mi mówić, co mam robić we własnym mieszkaniu. ”

Zapadła cisza.

Tomek odchrząknął cicho, ale nadal milczał. „Oho. To już twoje mieszkanie? ” – rzuciła Renata z przekąsem.

„Tak. ” – Paulina nawet nie drgnęła. „No pięknie. Człowiek przyjeżdża do rodziny, a tu takie przyjęcie.

Naprawdę nie poznaję cię. ”

Paulina westchnęła lekko i oparła się o blat. „Renata, posłuchaj mnie uważnie. Ja nie mam teraz pracy.

Jestem na urlopie bezpłatnym, bo próbuję zmienić coś w życiu. Niedawno kupiłam samochód, spłacam go. Każdy wydatek ma dla mnie znaczenie. ”

Renata prychnęła jeszcze głośniej.

„No tak. Wielkie życie w Warszawie. Auto, kariera. ”

„Słuchaj do końca.

Jeśli tu zostajecie, to kupujecie jedzenie za swoje i dokładacie się do rachunków. Prąd, woda, to wszystko kosztuje. ”

„Ty chyba żartujesz. ”

„Nie.

„My mamy ci jeszcze płacić za to, że nas łaskawie wpuściłaś? ” – głos Renaty podniósł się o kilka tonów. „Nikt was nie zapraszał. ”

Znów cisza, tym razem cięższa.

Paulina czuła, jak wszystko w niej układa się na swoje miejsce. Przypomniała sobie słowa z jakiegoś szkolenia: „Jak nie postawisz granic, to wejdą ci na głowę”. Wtedy wydawało jej się to przesadzone, teraz już nie. Spojrzała na Renatę, na jej zaciśnięte usta, na te pretensje, jakby wszystko jej się należało.

I nagle przyszła kolejna myśl. Michał. Za trzy tygodnie mieli iść do urzędu stanu cywilnego. Bez wielkiego wesela, tylko podpisy, potem obiad gdzieś na mieście.

Potem miała się do niego przeprowadzić, a to mieszkanie wynająć. I nagle ją zmroziło. Co by było, gdyby Renata wpadła tutaj miesiąc później? Stałaby w progu przed obcymi ludźmi.

Robiłaby awanturę komuś, kto nie miał z nią nic wspólnego. „Słuchaj” – odezwała się Renata, wyrywając ją z zamyślenia. „My nie mamy za dużo pieniędzy, wiesz? Na prowincji nie zarabia się kokosów.

Liczyliśmy na ciebie. To chyba normalne. ”

„Nie. To nie jest normalne.

Renata spojrzała na nią z niedowierzaniem. „Naprawdę Warszawa cię zepsuła. Kiedyś byłaś inna. Zawsze się dzieliłaś, pomagałaś.

Paulina nie odpowiedziała. Odwróciła się i zaczęła nalewać wody do czajnika. Ruchy miała powolne, dokładne, jakby wykonywała jakiś rytuał. „No jasne, teraz wielka pani.

Mieszkanie, samochód i człowiek już nie pamięta o rodzinie. ”

Czajnik kliknął cicho. Paulina włączyła go i oparła dłonie o blat. Nie było sensu się tłumaczyć.

I tak nie usłyszy. „Śpijcie. Jutro możecie poszukać czegoś dla siebie. ”

Renata prychnęła, ale tym razem nie odpowiedziała od razu.

Była zmęczona, widać to było w każdym jej ruchu. „Dobra. Zobaczymy rano. ” – rzuciła w końcu i poszła do pokoju.

Tomek ruszył za nią bez słowa. Kacper już spał, skulony na fotelu. Paulina została sama w kuchni. Spojrzała na zegarek.

Było już grubo po trzeciej. „Świetnie” – szepnęła. Usiadła przy stole i oparła głowę na dłoniach. Sen?

Nie było na to szans. W głowie krążyły myśli o jutrzejszym spotkaniu, o Michale, o tym wszystkim, co się właśnie wydarzyło. Z pokoju zaczęły dobiegać pierwsze odgłosy chrapania. Paulina uniosła lekko kącik ust.

„No tak” – mruknęła. Wzięła głęboki oddech i wyprostowała się. Noc jeszcze się nie skończyła, ale coś się zmieniło. Rano będzie należało do niej.

O szóstej rano Paulina nadal nie spała. Siedziała przy stole w kuchni nieruchomo, z kubkiem zimnej już herbaty w dłoniach. Z pokoju dobiegało głośne chrapanie. Raz wyższe, raz niższe, jakby ktoś prowadził dziwny konkurs.

„No pięknie” – mruknęła pod nosem. Była zmęczona, oczy piekły, ciało ciężkie, ale gdzieś pod tą warstwą zmęczenia było coś jeszcze, coś twardszego. Decyzja. „Dość” – pomyślała nagle i wstała gwałtownie.

Krzesło zaskrzypiało o podłogę. Przez chwilę stała, patrząc w stronę drzwi do pokoju, za którymi wciąż rozlegały się te przeciągłe dźwięki snu. Potem odwróciła się i poszła do łazienki. Przekręciła klucz w zamku, zapaliła światło i bez chwili wahania odkręciła wodę na pełen strumień.

Szum natychmiast wypełnił małą przestrzeń. Chwilę później włączyła radio. Głośniej niż zwykle. Dużo głośniej.

Z głośnika popłynęła jakaś energiczna, poranna piosenka. Rytmiczna, aż trudno było jej nie zauważyć. Paulina stanęła pod prysznicem. Ciepła woda spłynęła po jej ramionach.

Zamknęła oczy. Najpierw tylko słuchała. Potem zaczęła cicho podśpiewywać. Po chwili już głośniej, a potem zupełnie normalnie, bez skrępowania.

Nigdy tak nie robiła. Zawsze uważała, żeby nie przeszkadzać sąsiadom, żeby było cicho, spokojnie. Ale teraz coś się zmieniło. To było jej mieszkanie, jej poranek, jej życie.

Pukanie do drzwi łazienki rozległo się nagle, ostro. „Paulina. Człowiekiem bądź. Daj się wyspać.

” – głos Renaty był rozdrażniony. Paulina zakręciła wodę, ale radia nie ściszyła. „Za dużo spania szkodzi” – odpowiedziała spokojnie. Za drzwiami zapadła cisza, krótka, napięta.

Paulina owinęła się ręcznikiem, wysuszyła włosy pobieżnie i wyszła z łazienki, jakby nic się nie stało. Przeszła do pokoju i zatrzymała się na środku. „Wszyscy wstają! I proszę do kuchni.

Muszę się przygotować. ” – powiedziała głośno i wyraźnie. Renata podniosła się na łokciu, mrużąc oczy. „Ty sobie żartujesz?

” – wymamrotała. „Nie. ”

„A nie możesz się ubrać w łazience albo w kuchni? ” – prychnęła.

„Nie. Mam tu lustro i wszystko, czego potrzebuję. Proszę wyjść. ”

Tomek już wstał, ziewając szeroko.

Kacper zaspany potarł oczy i zsunął się z kanapy. Renata jeszcze przez chwilę patrzyła na Paulinę, jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu tylko cmoknęła pod nosem i wstała. „Chodźcie” – rzuciła do swoich. Po chwili drzwi się zamknęły.

Paulina podeszła do szafy, otworzyła ją i na moment zamarła. Wszystko było przygotowane od wczoraj. Biała bluzka, ciemny prosty komplet. Nic przesadnego, ale elegancko, schludnie.

„Dasz radę? ” – szepnęła do swojego odbicia. Zaczęła się szykować powoli, dokładnie. Makijaż delikatny, ale dopracowany.

Włosy ułożyła starannie, wygładzając każdy niesforny kosmyk. Z kuchni dobiegały przytłumione głosy, czasem jakiś komentarz Renaty pełen niezadowolenia. Paulina nie reagowała. Minęło dobre pół godziny.

„Długo jeszcze? ” – zawołała w końcu Renata, uchylając drzwi. „Tak! Poczekajcie.

” – odpowiedziała spokojnie Paulina, nawet na nią nie patrząc. Zamknęła drzwi z powrotem. Usiadła przy stole z laptopem. Przejrzała notatki, pytania, odpowiedzi.

W głowie układała wszystko raz jeszcze. W końcu drzwi otworzyły się z hukiem. Renata wpadła do środka, czerwona na twarzy, rozczochrana. „Dobra, koniec tego!

Pakujemy się i wychodzimy. ” – krzyknęła. Tomek spojrzał na nią zaskoczony, ale nie protestował. Zaczął zbierać rzeczy.

„Z taką rodziną to naprawdę wrogów nie trzeba. My tu przyjechaliśmy z dobrym sercem, a ty? Szkoda gadać. ” – ciągnęła Renata, wrzucając ubrania do torby.

Kacper patrzył zdezorientowany, ale też zaczął zbierać swoje rzeczy. „Nigdy więcej tu nie przyjedziemy. I dobrze ludzie mówią o tej Warszawie. ” – dodała.

Po chwili drzwi wejściowe trzasnęły głośno. Cisza. Prawdziwa, głęboka cisza. Paulina stała przez moment bez ruchu, potem powoli wypuściła powietrze, nawet nie zdając sobie sprawy, jak długo je wstrzymywała.

Rozejrzała się. Rozrzucone rzeczy, pognieciony koc, ślady czyjejś obecności. „Posprzątam wieczorem” – powiedziała do siebie. Teraz nie było na to czasu.

Spotkanie poszło lepiej niż dobrze. Paulina mówiła pewnie, spokojnie. Odpowiadała bez zawahania. Patrzyła prosto w oczy.

Nawet kiedy padły trudniejsze pytania, nie straciła rytmu. Pod koniec rozmowy dyrektor, o którym tyle słyszała, lekko się uśmiechnął. To wystarczyło. Wyszła na ulicę i złapała się na tym, że się uśmiecha.

„No proszę” – mruknęła. Wszystko zaczynało się układać. Wieczorem mieszkanie znowu było jej. Czyste, uporządkowane, spokojne.

Otworzyła okno, wpuściła świeże powietrze. Na stole zapaliła świece o zapachu wanilii. Ciepłe światło rozlało się po pokoju. Michał miał zaraz przyjechać.

Paulina nakrywała do stołu, kiedy zadzwonił telefon. „Mamo, odebrała. Paulinko, co się stało? Dzwoniła Bożena.

Strasznie się skarżyła. Ja nic nie rozumiem. ” – głos Elżbiety był wyraźnie zaniepokojony. Paulina zamknęła na chwilę oczy, potem uśmiechnęła się lekko.

„Spokojnie, mamo. Nic się nie stało. Na pewno. Po prostu Renacie nie spodobało się w Warszawie.

Krótka pauza. „No bywa” – westchnęła matka. Paulina spojrzała na płomień świecy.

„Bywa” – powtórzyła cicho i tym razem naprawdę poczuła spokój.