Historia zaczyna się od pewnej grupy na Facebooku, do której należę. Jest nas około dwudziestu pięciu osób, a moje najbliższe przyjaźnie są właśnie tam, bo z pięciorga z nich spotykam się regularnie. Grupa planuje wszystko: imprezy, turnieje piłkarskie, wyjścia do klubu i tak dalej. Jest jednak jeden gość, nazwijmy go Steve, który uważa się za alfę grupy.

Steve bierze środki dopingujące, żeby na siłowni być “bestią”. Kiedyś zaatakował swoją siostrę na Facebooku, bo wyraziła zaniepokojenie jego używaniem sterydów. Zrobił to w sposób skrajnie wulgarny i agresywny. W zeszłym tygodniu ukradł też iPhone’a.
Taki właśnie jest Steve. Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek w grupie naprawdę go lubi, ale bywa na naszych spotkaniach. Gardzę takimi typami, ale jedno zgniłe jabłko w koszu z dwudziestoma pięcioma nie zepsuje mi radości z całej reszty. Więc po prostu znosiłem go.
Kiedyś na siłowni śmiał się ze mnie histerycznie, bo miałem pierwszy tydzień treningów i ledwo dźwigałem ciężary. To zdemotywowało mnie wtedy, ale zacząłem odkładać zemstę na później. To było jakieś półtora roku temu. W zeszłym tygodniu Steve wrzuca do grupy link do swojego statusu na Facebooku.
To był nieważny wpis, ale zawierał słowo “rak”. Napisał coś w stylu: “Miałem dzisiaj rakowy, ciężki trening”. Jakaś nieznajoma dziewczyna zapytała go w komentarzu, po co używa słowa “rak”. I wtedy Steve oczywiście zaczyna ją atakować.
Używa tego słowa jeszcze częściej, bo przecież jest alfą. Dziewczyna ujawnia, że po raz drugi choruje na raka. Nawet ja, znając tego dupka, myślałem, że po tym przestanie. Ale on poszedł dalej.
Napisał, że dziewczyna równie dobrze mogłaby już nie żyć i że rak powinien rozprzestrzenić się na całą jej rodzinę. I ten wpis, z tym komentarzem, udostępnił całej naszej grupie. Reakcje były mieszane, ale większość uznała, że przekroczył wszelkie granice. Temat szybko ucichł, ludzie zaczęli pisać o czymś innym, ale ja nie mogłem tego tak zostawić.
Chciałem zemsty dla siebie, ale przede wszystkim dla tej dziewczyny. Zrobiłem zrzuty ekranu z jego komentarzy i zapisałem je. W piątek pojawiła się idealna okazja. Steve wrzucił do grupy wiadomość, że został zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną do lokalnej firmy.
Nie jestem pewien, czy nie przekroczyłem pewnej granicy, ale nie żałuję tego, co zrobiłem. Wydrukowałem zrzuty ekranu, włożyłem je do koperty i wysłałem do tej małej firmy, anonimowo, z dopiskiem do kierownika. Dziś rano Steve zamieścił kolejny status. Kiedy przyszedł na rozmowę, rekruter pokazał mu wydruki i powiedział, że takie zachowanie nie będzie tolerowane w ich firmie.
Steve oczywiście wpadł w szał i oświadczył, że to na pewno ktoś z grupy. Wiele osób się z niego śmiało, a on postanowił opuścić grupę i usunąć wszystkich ze znajomych. Uśmiechałem się przez cały dzień, bo ten dupek miał to, na co zasłużył. Wystarczy sobie wyobrazić rekrutera mówiącego: “Nie możemy cię zatrudnić, spójrz na te zrzuty ekranu”.
To dlatego zawsze należy traktować ludzi z szacunkiem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś ma dość. Kilka lat temu w moim stanie doszło do jakiegoś kryzysu paliwowego. Nie pamiętam szczegółów, wiem tylko, że ceny gazu były absurdalnie wysokie i rosły z dnia na dzień. Pamiętam tę historię, bo to był jeden z pierwszych razy, kiedy jako dorosła osoba doświadczyłam takiej bezczelności.
Jeździłam wtedy SUV-em, który spalał około piętnastu litrów na sto kilometrów, a bak miał ponad osiemdziesiąt litrów. Znalazłam stację benzynową niedaleko lotniska, na którym miałam odebrać chłopaka. To było jedyne miejsce w promieniu wielu kilometrów z rozsądną ceną, więc ludzie czekali około godziny, żeby zatankować. Stresowałam się spóźnieniem, a do tego miałam potworne objawy przedmiesiączkowe, ale uznałam, że zaoszczędzę sporo pieniędzy, więc ustawiłam się w kolejce.
Wszyscy czekali spokojnie i grzecznie, a ja byłam następna. Kierowca przede mną odjeżdża, macha ręką, żebym podjechała, a ja ruszam do dystrybutora. Wyglądałam wtedy niewinnie, w koszulce z bajkowym motywem i w szortach. I nagle jakiś idiota wjeżdża z bocznej drogi i zajmuje moje miejsce.
Facet wyglądał na około czterdzieści pięć lat, miał absurdalnie ostre buty kowbojskie i prowadził jakieś rozpadające się auto. Zatrzymałam samochód, wyskoczyłam i powiedziałam: “Przepraszam, ale ja byłam pierwsza. Kolejka jest tam, z tyłu”. On na to: “Nie zajmę dużo czasu.
Poczekaj na swoją kolej”. Zaczęłam się wkurzać. “Mówię poważnie. Poczekałam na swoją kolej.
Ty masz stanąć w kolejce jak wszyscy”. A on: “Nie, nie zrobię tego. Zajmie mi to pięć sekund”. Wtedy naprawdę się wściekłam.
“Nie, nie zrobisz tego. Masz się przesunąć na koniec kolejki, bo teraz moja kolej”. Facet dalej się spierał, wyskoczył z auta i wtedy zobaczyłam, że ma może metr pięćdziesiąt wzrostu, a ja mam metr siedemdziesiąt pięć. Widziałam po jego minie, że myśli, że mnie zastraszy, bo jestem kobietą.
Nie wiedział, że moja skóra kryje prawdziwego demona, kiedy ktoś próbuje mnie poniżać. Zauważyłam, że w samochodzie siedzą jego żona i dzieci. Pomyślałam, że przekleństwa go zawstydzą, bo rodzina patrzy. Krzyknęłam: “Ty dupku!
Masz przesunąć ten swój zasrany samochód! Nie zatankujesz przede mną! To nie przejdzie! Ruszaj tę swoją pierdoloną furę!
“. Facet, jakby powtarzanie tego samego miało pomóc, mówi: “Nie, nie ruszam. Tankuję”. Miałam już dość.
Było gorąco, spóźniałam się, miałam skurcze, a do tego odkryłam później, że zaczęła mi się wtedy menstruacja. Byłam gotowa go zmasakrować albo podpalić nas oboje, byleby nie zatankował przede mną. Spojrzałam na jego rodzinę, która ze wstydu schowała się w aucie, i zaczęłam mówić głośniej: “Jaki z ciebie ojciec, skoro uczysz dzieci, że można oszukiwać i przechodzić w kolejce? “.
Szturchnęłam go palcem w klatkę piersiową: “Ruszaj ten samochód”. Stanęłam między nim a dystrybutorem. “Po moim trupie dzisiaj zatankujesz. Możemy tak stać cały dzień, ale nie dostaniesz gazu przede mną.
Jak chcesz, spróbuj mnie przesunąć, ale bym nie próbowała. Jedyna opcja to ruszyć twoją furę”. Szturchałam go przy każdym słowie. Wtedy jakiś kierowca limuzyny krzyknął: “Hej, przestań być dupkiem”.
Inni czekający w kolejce też zaczęli się wtrącać. Krzyczeli: “Ruszaj samochód! Nie bądź śmieciem! Co ty wyprawiasz?
Jesteś żałosny! “. Nagle podszedł do mnie wielki, umięśniony facet i zapytał: “Potrzebujesz pomocy? “.
I tu był mój moment drobnej złośliwości. Spojrzałam na tego typa i powiedziałam: “W razie czego, żeby skopać mu tyłek? Nie. Widzisz, jaki mały.
Poradzę sobie sama”. Mięśniak powiedział mu tylko: “Hej, koniec kolejki”. I to był efekt domina. Wszyscy go obrzucali wyzwiskami.
Trwało to co najmniej dziesięć minut. Facet nie miał wyboru, wsiadł do auta czerwony ze wstydu, objechał dookoła i stanął w kolejce, czekając godzinę, otoczony ludźmi, którzy wiedzieli, jaki jest żałosny. Zatankowałam i podczas nalewania paliwa podziękowałam wszystkim, którzy się odezwali. Potem pomachałam do następnej osoby w kolejce, uśmiechając się jak Miss Universe.
Odjeżdżając, pomachałam jeszcze temu facetowi, ale oczywiście nie odpowiedział. Nic dziwnego. Moja żona i ja staraliśmy się o dziecko od dwóch lat, bez skutku. To było wyniszczające.
Monitorowaliśmy jej cykl z zegarmistrzowską precyzją: termometr, aplikacja, testy owulacyjne. Żona była coraz bardziej sfrustrowana, a to frustrowało mnie. Zaczynaliśmy myśleć, że nigdy nie będziemy mieć rodziny. Pewnego dnia dostałem od niej SMS-a: “Wracaj do domu”.
Wszyscy, którzy starali się o dziecko, wiedzą, co to znaczy. Zaraz potem kolejny: “Po drodze kup testy ciążowe”. Byłem zmęczony, sfrustrowany tym, że mam współżyć na zawołanie jak maszyna, a teraz jeszcze mam iść do sklepu po testy. Wszedłem do sklepu, wziąłem test i stanąłem w kolejce.
Sklep był pełny, a ja trafiłem do starszej kasjerki, która komentowała zakupy każdego klienta. Kiedy podeszła moja kolej, zeskanowała pudełko i roześmiała się: “No cóż, to chyba nie dla pana”. Odpowiedziałem sucho: “Najwyraźniej”. Nie zrozumiała aluzji i dodała: “Ale to ekscytujące.
Musi pan być bardzo szczęśliwy”. Miałem dość. Spojrzałem jej prosto w oczy i powiedziałem: “Właściwie to dla mojej szesnastoletniej córki, żeby sprawdzić, czy jej głupi, dziewiętnastoletni facet bez pracy jej nie zapłodnił. Jeśli pani uważa, że to ekscytujące, to my jesteśmy naprawdę wniebowzięci”.
Zza moich pleców dobiegło westchnienie: “O mój Boże”. Twarz kasjerki zrobiła się purpurowa, oczy wyszły jej z orbit. Nie powiedziałem nic więcej, złapałem torbę i wyszedłem. Śmiać zacząłem się dopiero przy drzwiach.
W domu zrobiliśmy to, co trzeba, a potem opowiedziałem żonie tę historię. Oboje mieliśmy ubaw. Około roku 2000 służyłem jako sanitariusz w jednostce piechoty morskiej. Co pół roku jeden z batalionów na naszej bazie wyjeżdżał na Okinawę, a żołnierze zostawiali w kraju tak zwane “wdowy po Okinawie”.
Kiedy przybyliśmy na wyspę, nasz sierżant wygłosił przemowę: “To, co się dzieje na tej wyspie, zostaje na tej wyspie”. Było mi niedobrze, ale miałem dwadzieścia jeden lat i byłem singlem, więc nie zastanawiałem się nad tym. Po sześciu miesiącach wróciliśmy do bazy w Kalifornii. Mój kumpel odkrył, że jego żona go zdradzała.
To wszystko się wtedy posypało. Żona mojego kumpla sypiała z sierżantem, starszym stopniem. Kumpel był wściekły. Zrobił wszystko, co należało: zgłosił sprawę do swoich przełożonych, do przełożonych żony i do przełożonych sierżanta.
Nic się nie stało. Jego skargi pozostały bez echa, chociaż gdyby on sypiał z żoną sierżanta, zostałby surowo ukarany. Pewnego wieczoru siedzieliśmy w klubie przy piwie, próbując go pocieszyć. Ze łzami w oczach spojrzał w sufit i powiedział: “Zabiję tego sukinsyna”.
Mój kumpel nie był wojownikiem. Miał nadwagę, wolał gry wideo od przemocy. Byliśmy sanitariuszami, wielu z nas w ogóle nie walczyło. Odpowiedziałem: “Spokojnie, stary.
Nie zabijesz nikogo”. A on na to: “Pewnie masz rację”. Miesiąc później, podczas porannego apelu, mojego kumpla nie było. Zjawił się dopiero przed obiadem, zdegradowany do niższego stopnia.
Wyglądał na zdenerwowanego. Zapytałem: “Stary, co się stało? “. Odpowiedział: “Mówiłem ci, że go zabiję”.
Zaprotestowałem: “Nie, to nie mogło się stać. Gdybyś to zrobił, nie siedziałbyś tutaj. Co naprawdę się stało? “.
On tylko powiedział: “Właśnie ci powiedziałem”. Mój kumpel odpowiadał za komputerowy system dokumentacji medycznej, połączony ze szpitalem bazy. Dzień po tej rozmowie w klubie wszedł do systemu i zmienił status sierżanta na “zmarły”. Przyczyna zgonu: choroba weneryczna.
Trzy tygodnie później sierżant przyszedł na rutynowe badania i personel szpitala był totalnie skonfundowany. Kiedy sierżant dowiedział się, że oficjalnie nie żyje i w jaki sposób, wszczęto śledztwo. Mój kumpel został oskarżony i skazany za niewłaściwe zachowanie. Zdegradowano go o jeden stopień, odebrano mu połowę żołdu na sześć miesięcy i przydzielono dodatkowe obowiązki na pół roku.
Uśmiechnął się tylko i powiedział: “Było warto”. Kilka lat temu kupiłam wiadro ciasta na ciasteczka podczas szkolnej zbiórki funduszy. Moja przyjaciółka Sarah miała starszą siostrę, Julie, z nastoletnimi dziećmi. Pieniądze ze zbiórki miały pokryć wycieczkę chóru, w którym śpiewała córka Julie.
Mimo że uznałam cenę za zawyżoną, kupiłam wiadro, bo kiedyś też byłam w szkolnym zespole. Kilka tygodni później byłam u Sarah, gdy Julie akurat tam była. Sprzedawałam wtedy stare auto, a u Julie właśnie padł samochód. Zapytała, ile chcę.
Podałam cenę. Uśmiechnęła się: “A jaka jest cena dla siostry przyjaciółki? “. Roześmiałam się, myśląc, że żartuje.
“Taka sama”. Julie zaproponowała połowę ceny w gotówce. Odmówiłam. Dodała sto dolarów.
Znów odmówiłam. Przestała się uśmiechać i nazwała mnie chciwą suką, mówiąc, że każdy się targuje i że powinnam była zacząć od wyższej ceny. Ale ja się nie targuję. Sprzedaję rzeczy za cenę, której potrzebuję.
Julie wściekła się, że nie ustąpię, znów nazwała mnie chciwą, powiedziała Sarah, że ma okropnych przyjaciół, i wyszła. Przez kilka miesięcy jej nie widziałam. Sarah tylko przewróciła oczami i kazała mi ją ignorować. Kiedy zamówienia na ciasto dotarły, odebrałam swoje wiadro od Sarah.
Nie miałam wtedy ochoty piec, więc wstawiłam je do zamrażarki i zapomniałam o nim. Z biegiem czasu opadło na samo dno, przykrywane kolejnymi rzeczami. Przez półtora roku widywałam Julie kilka razy u Sarah. Na początku była dla mnie zimna, ale z czasem się odprężyła.
Byłyśmy wobec siebie uprzejme, ale nie mogłam powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółkami. Pamiętam, że kilka miesięcy temu Sarah powiedziała mi, jak jest dumna, że potrafię być lepszą osobą. Nie wiedziałam, o czym mówi, więc podziękowałam. Dzisiaj wróciłam do domu i wygrzebałam wiadro z zamrażarki.
To był plastikowy pojemnik po lodach, pełny ciasta. Otworzyłam go, a na wierzchu, przyklejona do ciasta, leżała karteczka. Na karteczce było napisane: “Mam nadzieję, że się tym udławisz, suko”. Roześmiałam się głośno.
Ta kobieta myślała, że robi mi na złość, i czekała półtora roku na moją reakcję. A ta karteczka cały czas leżała sobie na dnie mojej zamrażarki. Tymczasem moja przyjaciółka uważała mnie za szlachetną osobę. Julie chyba w końcu komuś o tym powiedziała, ale nikt nigdy nie poruszył tego przy mnie.
I nie zamierzam tego robić. Jeśli ktoś kiedyś o to zapyta, spojrzę mu prosto w oczy i powiem: “Te ciasteczka były najlepsze, jakie w życiu jadłam”. I będę się uśmiechać. Najlepsze jest jednak to, że dzień po próbie negocjacji w sprawie mojego auta ktoś przyszedł i zapłacił pełną cenę, mówiąc, że same opony były warte tyle, ile prosiłam.
Czasem zemsta smakuje najlepiej mrożona i zapomniana na dnie zamrażarki. Wczoraj kupiłem bojownika syjamskiego, rybkę betta, i nazwałem go Eclipse. Nie miałem odpowiedniego akwarium, więc zrobiłem tymczasowe z dużego plastikowego pojemnika, kubka po kawie, filtra gąbkowego, pompki i odrobiny piasku. Nie było idealne, ale wystarczyłoby na jakiś czas.
Rano moja ciotka zaczęła narzekać: “Po co ci taki wielki, głupi pojemnik dla takiej małej rybki? Ona nie potrzebuje tych wszystkich rzeczy”. Nie wszyscy wiedzą, że betta potrzebuje co najmniej dwudziestu litrów, więc próbowałem jej tłumaczyć, że to nie złota rybka z jarmarku i że potrzebuje odpowiednich warunków. Nie zadziałało.
Wyszedłem do szkoły, a potem zadzwoniła moja dziewczyna i powiedziała, że mogę wziąć jej stare trzydziestolitrowe akwarium z filtrem i grzałką. Wyszedłem ze szkoły dwie godziny wcześniej i przeniosłem Eclipse do nowego domu. Po powrocie zastałem swój prowizoryczny zbiornik rozłożony na części, a Eclipse martwego w plastikowym pojemniku z lodowatą wodą na środku mojego pokoju. Kiedy skonfrontowałem się z ciotką, powiedziała tylko: “Mówiłam ci, że on nie potrzebuje tych wszystkich rzeczy.
Ryby tylko pływają i zdychają”. I tu zaczyna się moja zemsta. Kiedy wyszła załatwiać sprawy, poszedłem do salonu, wziąłem jej zdjęcie zmarłego dziadka, jedyną rzecz, jaka jej po nim została, i rozłożyłem ramkę na części. Kiedy wróci, znajdzie to zdjęcie, podarte na strzępy, na dnie tego samego pojemnika z lodowatą wodą, na środku jej pokoju.
Wiem, że to tylko ryba, ale to była moja ryba, moje pieniądze, moja radość. Dziś wieczorem nauczy się, że małe rzeczy potrafią mieć wielkie znaczenie. Dwie godziny po tym, jak to opisałem, wróciła do domu i zobaczyła efekty. Nigdy w życiu nie słyszałem tak przeraźliwego wrzasku.
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, bo to nie pierwszy raz, kiedy lekceważy moje rzeczy, ale na pewno ostatni. Wcześniej wyśmiewała moją dziewczynę publicznie, trzy lata temu zatrzymała sto dolarów, które dostałem na urodziny, a do tego wyrzuciła album z listami od mojej mamy z domu opieki. Mama zmarła w 2019 roku. Żadna z tych rzeczy nie doczekała się mojej reakcji.
Ale to było ostatnie takie wydarzenie, które mogłem zignorować. Płakała tak długo, że mogłaby tymi łzami napełnić własne akwarium. Kiedy wreszcie się uspokoiła, wpadła do mojego pokoju i zaczęła mnie wypytywać. Powiedziałem po prostu: “Nieprzyjemnie, prawda, kiedy ktoś lekceważy twoje rzeczy?
“. Dodałem jeszcze: “Zresztą, czy twój dziadek cię nie nienawidził za to, że nie zajęłaś się jego wnukiem? Nie chciał cię widzieć nawet po śmierci”. To tylko pogorszyło sprawę.
Krzyczała, że zgłosi mnie na policję za zniszczenie mienia. Odparłem, że ja mogę zgłosić znęcanie się nad zwierzęciem. Po godzinie kłótni powiedziała tylko: “Kiedyś nauczysz się nie ruszać cudzych rzeczy”. I wyszła.
Odpowiedziałem: “A ty właśnie odebrałaś tę lekcję dzisiaj”. Było to złośliwe, owszem. Nazywajcie mnie potworem, jeśli chcecie. Nie wiecie, przez co z nią przeszedłem.
Ci, którzy mówią, że ryba i tak by nie przeżyła, nie mają racji. Pojemnik był czysty, woda miała temperaturę pokojową, była uzdatniona, ryba miała gdzie się schować, filtr i grzałkę. Gdyby ona nie ruszyła tego zbiornika, Eclipse żyłby do dziś.
Płyń w pokoju, Eclipse.


