Dzień dobry, dzień dobry. Piękny wtorek, słonko świeci, dwadzieścia siedem stopni na zewnątrz, a ja znów lekko spóźniony do pracy. No nic, lecimy. Witam wszystkich serdecznie.

Widzę, że przyszła Violetka, ładna fryzurka, jeszcze przedwakacyjna. A ja? Ja osiwiałem. Totalnie.
I to chyba w ciągu ostatniej doby. Bo właśnie dostałem cios, po którym chyba nie wstanę. Mówiłem wam, że jest szansa, że wydzierżawię działkę i postawię tam nowy warsztat. Niestety, moi drodzy, ta szansa właśnie się skończyła.
Facet, od którego mieliśmy dzierżawić ziemię, zapewniał mnie, że ma zgodę na postawienie hali. Miałem płacić za grunt, mieliśmy postawić na własny koszt halę, niecałe sto metrów kwadratowych, dwa podnośniki, spokojna robota. Wczoraj okazało się, że żadnej zgody nie ma. Załatwienie wszystkiego od zera to co najmniej sześć miesięcy.
Pół roku. A my mamy miesiąc. Jesteśmy w czarnej dupie. Nie mam już żadnych pomysłów.
Poddałem się. Po prostu jadę do pracy, wypracowuję to, co mamy, żeby nikogo nie zostawić na lodzie, i zamykamy interes. Koniec. Warsztatowe historie pewnie przejdą na karawaning, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Tu w okolicy nie ma nic do wynajęcia. Byłem oglądać halę w Wielczu Laskowicach, sto dwadzieścia metrów kwadratowych, a do tego pan daje biuro sześćdziesiąt metrów. Tylko że biuro nikomu nie jest potrzebne. Nam potrzebna jest hala do pracy, a nie jakieś pokoiki z kuchnią i łazienką.
Zresztą to biuro wyglądało jak dziwne mieszkanie, wchodziło się przez przedpokój, z lewej łazienka, potem kuchnia i dwa pokoje. Klienci przechodziliby pracownikowi przez talerz, jak ten jadł śniadanie. A pan chce za to minimum siedem tysięcy netto. Za halę, na której nie da się nawet normalnie ustawić dwóch podnośników przez złe usytuowanie wjazdu.
Za takie pieniądze to nie wyrobi nawet jedno stanowisko. Nie oszukujmy się. Mnie wygódki nie interesują. Nawet sracza nie potrzebuję, postawimy tojtoja z boku i po sprawie.
Ale płacić siedem tysięcy za coś, na czym nie zarobię, to nie ma sensu. Byłem też w urzędzie gminy. Wszedłem tam słodki jak kot ze Shreka, z oczami jak u tego kociaka, prosiłem wszystkie panie, nawet panią dyrektor, czy dałoby się cokolwiek zrobić, żebym mógł mieć warsztat pod domem. Niestety, nie ma tam działek usługowych.
Gdybym przyszedł miesiąc wcześniej, wiedział, że będę miał wypowiedzenie, to może dałoby się przekształcić działkę w planie zagospodarowania przestrzennego. Ale następne posiedzenie może być za pięć, dziesięć lat. A nawet gdyby, to nie może być mechanika pojazdowa. Może być tylko budynek usługowy przyklejony w czterdziestu procentach do budynku mieszkalnego.
Zawiłe okropnie. Mogę sprzedawać części, owszem. Pani kupuje żarówkę, dostaje wymianę gratis, tylko żarówka kosztuje dwadzieścia złotych, nie dziesięć. Tylko to nie jest usługa.
Zgodnie z prawem to jest uprzejmość. A ja życzliwych mam tak dużo, że zaraz by mnie podkablował, więc idę wyłącznie według przepisów. Nie ma sensu się w to pchać. Szukałem też ziemi na sprzedaż.
Niestety, ziemia usługowa w tej okolicy jest cholernie droga. Potrzebuję maksymalnie dziesięć arów, postawiłbym halę sto metrów, nie chcę więcej niż dwóch podnośników, ale taka działka kosztuje od trzystu do czterystu tysięcy. Nie mam takich pieniędzy. I nawet gdybym kupił, to i tak czekają miesiące na pozwolenia.
No i jeszcze ta hala, o której mówiłem, że kupiliśmy z chłopakami. No właśnie. Doprecyzuję: kupiliśmy ją. Zanim wyszło na jaw, że nie możemy tam iść.
Więc teraz mam halę, którą mogę sobie postawić na głowie. Jestem totalnie spłukany. A jak zacznę wynajmować, a hala będzie leżeć z boku, to dopiero będzie wkurzać. Szkoda gadać.
Chłopaki są załamani. Wczoraj chodzili jak strute, tamten walił głową w telefon, ten się motał. Bo my naprawdę daliśmy radę. Wczoraj rozebraliśmy cztery auta na raz.
Marcin mówi, skraplacz czaśnięty, więc rozebrane auto stoi, czeka na część. Kamil mówi, układ hamulcowy strzelił, zamówione. I tak jedno za drugim. Dzisiaj składamy, bo manele już przyszły.
I właśnie dlatego tak potrzebujemy tych dwóch stanowisk, a nawet więcej. Nie chodzi o to, że cztery stanowiska i czterech ludzi. Dwa stanowiska ogarnia spokojnie dwóch mechaników. Tylko trzeba gdzie to postawić.
Zresztą dzwonił właśnie właściciel T3. I tu mamy kolejny problem. Dostarczył nam nową skrzynię biegów. Ładnie, pięknie, wszystko kupił, wodziki załatwił, a skrzynia nie pasuje.
Inne mocowanie do łapy, jest trochę dłuższa. Nie da się przykręcić. Klient zaraz przyjedzie i będą się tłumaczyć, że niby wszystko zrobione, a tu klapa. Dobra, trzeba iść na kawkę.
Słuchajcie, gdybyście chcieli mi pomóc, to naprawdę byłbym wdzięczny. Szczególnie z olejem. Mam mnóstwo 5W40, chyba z trzy tony. Marcinek wczoraj przyjechał, zabrał trochę, i za to dziękuję.
Zmywaczy już nie ma, płynu hamulcowego też nie. Zostały oleje, trochę płynu letniego. Płyn G12 po dwadzieścia dwa złote za pięć litrów, to naprawdę dobra cena. A przed odchodnym zrobimy hiperwyprzedaż, żeby było szybciej.
Pomóżcie, jak możecie, będzie chociaż tyle lżej. Mój kolega naprawia samochody na chodniku. Rozumiem cię, tylko ile on ma lat? Bo ja mam prawie pięćdziesiąt.
Mnie już nie stać na takie cyrki. Patryk pyta, czy podczas przyspieszania, po dodaniu gazu, w Zafirze B 1. 7 CDTI klekocze. Nie, to nie jest normalne.
Trzeba to usuwać. Czasem się nie da, ale nie rezygnowałbym, dopóki jest lato. Zrób coś tymczasowo, zminimalizuj, a do jesieni ogarniesz coś lepszego. Trzymam kciuki.
A co do mnie, to zastanawiałem się, żeby u siebie pod wiatą wstawić kanał, taki zwykły, na czas. Póki co robiłbym na kanale, do zimy by się to zabudowało. Tylko jak ściągnę jakiekolwiek auto, to zaraz znajdzie się uprzejmy sąsiad, co doniesie, że gościu bez zgody naprawia samochody. Bo ja wrogów mam sporo.
Naliczyłbym z ośmiu, może sześciu. Jeden z nich na pewno ogląda. Chce, żebym przywrócił jakiś komentarz, bo jak nie, to nagra na mnie film i będzie szantażował. Powiem krótko: szantażu się brzydzę i nie boję.
Nie mam nic do ukrycia. Do tego stopnia, że sam do niego dzwoniłem. A on jak szczur się schował i nawet nie odebrał. Gdybym miał coś do ukrycia, nie dzwoniłbym.
Takich uprzejmie donoszę mam wielu. Szymon pyta, czy opłaca się iść w wymiany sprzęgieł DSG. Tak, to dość często robiona robota, sprzęgła siadają, przyrządy nie są już takie drogie. Kupujesz zestaw, kilka chwytaczków, i robota idzie.
Ja właśnie miałem zamiar się uzbroić w maszynę do nowego czynnika i w takie rzeczy jak DSG. Ale widzisz, Patryk, masz dwadzieścia dziewięć lat, możesz jeszcze skakać. Jak ja miałem tyle, to w zimie, minus dwadzieścia, w ciężarówce, wymieniałem sprzęgło na ulicy. Dziś już nie mam na to zdrowia.
Dobrze, mówisz, że dziś nie ma opcji, a za miesiąc może być. No to co? Zwijam wszystko i czekam? Może za miesiąc coś będzie.
Cyk, pyk, postawimy halę, wylejemy posadzkę pod jeden podnośnik i siedzimy. Tylko że ja nie mogę tak żyć. Muszę mieć coś stabilnego. Tak jak miało być tutaj.
Gość mnie zapewniał. Zresztą ten gość zapewniał wszystkich o wszystkim, co tylko możliwe. Nawet chłopaków z naprzeciwka zapewniał, że plac mogą sobie wykorzystać pod halę. Facet wpakował sto tysięcy, a dziś pokazali mu środkowy palec i powiedzieli do widzenia.
Ja mam dwadzieścia dziewięć lat i od trzech lat robię auta na parkingu. Jasne, łatwiejsze rzeczy. Ja cię rozumiem, ale nie będę z podnośnikami chodził po ulicy i naprawiał auta u klientów na podjeździe. We Wrocławiu, Grzesiu, nie szukam.
Szukam tutaj, okolice Czernicy. No chyba że coś sensownego z dojazdem, ale nie za daleko. Bo jakbym znalazł coś z drugiej strony Wrocławia, to dojazd przez miasto to spokojnie dwie godziny. A jak kończę o pierwszej w nocy, to będę w domu o drugiej-trzeciej.
To nie wchodzi w rachubę. Seba pyta o Volkswagena T4 2. 4 diesel, czy robić płukankę przed wymianą oleju. Jasne, że robić.
Niczym to nie przeszkadza, nic się nie stanie. A co do olejów, to ludzie są ciemni jak tabaka. Biorą z półki olej za trzysta pięćdziesiąt złotych, a tu na półce mają za sto dwadzieścia siedem. I to są te same oleje.
Tylko marketing większy. Ile osób od nas bierze olej i mówi: człowieku, auto ciszej pracuje, wszystko funkcjonuje. No bo to jest normalny, prawilny olej. Tam nie ma żadnych cudów.
Nawet Liqui Moly taki sprzedaje. Jak chcesz olej z super dodatkami, mogę ci zrobić. Wezmę puszkę ceramizatora, wrzucę do każdej bańki, dolożę swoją marżę i będzie kosztował dwieście osiemdziesiąt złotych. A ludzie i tak patrzą na te kółeczka, co się kręcą i się nie zacierają, i biorą droższy.
Nie kumam tego. Ja naprawdę tego nie pojmuję. Zresztą Jurek nam swoje oleje oferuje, te z grup czwartych i piątych, na mocne silniki. Tylko jego olej w detalu kosztuje pięćset złotych.
Pięćset! Bo to do samochodów sześćset koni. A ja mam olej po sto dwadzieścia siedem złotych i stoi. Może powinienem podnieść cenę, zrobić z niego bóg wie co, skoro ludzie tak myślą.
Nie mogę tego zrozumieć. Kamil, słucham cię. Co? Nie wiem.
Dopijmy kawę. Idźmy pogrzebać, póki możemy grzebać. A potem się pożegnamy. Nie wiem, ile będziemy mieć postoju.
Czy w ogóle wrócimy. Nissan Qashqai, dwa litry benzyna, bierze olej. Co robić? Zrób diagnostykę.
Dobrze byłoby mieć kamerę, czujnik do mierzenia kompresji. Chodzi o to, żeby zobaczyć, czy na cylindrach nie ma uszkodzeń. Jak nie ma, to najprawdopodobniej zakleiło pierścienie. A zaklejone pierścienie można odpiec, użyć chemii, która rozpuści nagar i pierścienie odskoczą.
A czy gaszenie silnika po ostrej jeździe jest szkodliwe? Powinieneś schłodzić silnik. Trzydzieści sekund na wolnych obrotach po ostrej jeździe to minimum. Mazda 2.
0 diesel, sto czterdzieści trzy konie, dwutysięczny siódmy, puszcza chmurkę po nocy na zimnym. Raz puszcza, raz nie. Jaki kolor? Czarny czy niebieski?
Jeżeli czarny, to coś z układem paliwowym albo nieszczelność na dolocie. Jeżeli niebieski, to najprawdopodobniej uszczelniacze zaworowe. Przepuszczają olej po trzonkach i po nocy, po postoju, właśnie dlatego piernie. Tak, bardziej niebieski.
No to uszczelniacze. A co do nowych samochodów, to polecam Toyotę. Japończyk. Ale powiem wam, ludzie bardzo chwalą te chińskie auta.
Wczoraj byłem u fryzjerki, rozmawialiśmy, mają OModę i mówi, że naprawdę się sprawdza. Nowa kosztuje koło stu tysięcy, w podstawie dają bardzo dużo. Tylko dopiero po pięciu latach ocenimy, czy Chińczyk miał rację bytu. Może być tak, że za pół roku zaczną się psuć.
Ale na razie ludzie chwalą. Tylko nie chcę, żebyście mnie później oczerniali, jak wam coś polecę, a potem będzie awaria. Badam rynek tak samo jak wy. Citroen DS4, silnik 1.
6 THP, wyskakuje check engine. Co może być? Rozrząd. Kolizja wału z wałkiem.
Albo wypadanie zapłonu, nierówna praca silnika. Tomek ci odpowie, jaki Opel z dwa tysiące dziesiątego roku jest najlepszy, on jest Oplarzem. Hyundai Santa Fe, benzyna, po nocy ubywa płyn w zbiorniczku. Wlałeś barwnik i nigdzie nie widać.
Mój drogi, skoro ubywa, to gdzieś musi być wyciek. Sprawdź w pierwszej kolejności, czy nie ma mokro pod autem. Jak nie ma, wejdź do środka i sprawdź dywaniki w okolicach pedałów i po drugiej stronie. Może nagrzewnica przepuszcza.
Wtedy nie będzie fajnie. Następnie wjechałbym kamerą do cylindrów, sprawdził, czy tam czegoś nie ma. Albo sprawdź, czy z rana nie piernie białym dymem. A co do mojej sytuacji, to nie wiem.
Ja naprawdę nie mam pojęcia, co robić. Zakupiona hala leży, warsztatu nie ma gdzie postawić, do wynajęcia nic nie ma. Zostały trzy tygodnie, bo tydzień musimy zarezerwować na samą wyprowadzkę. Pomyślę, pokombinuję, ale chyba nie ma z czego wybierać.
Ja już jestem bezsilny. Może pójdę na taksówkę, na Bolta, będę jeździł. Coś robić trzeba. No dobra, uciekam do pracy.
Marcin na mnie czeka. Kawa wypita. Trzymajcie się. Do usłyszenia.
Może coś wymyślimy, może nie. Ale póki co, idziemy pracować. Bo szkoda czasu.


