Magdalena Lis, 43-letnia doradczyni podatkowa z Poznania, w czwartek rano odebrała telefon, który zmienił wszystko. Godzinę wcześniej funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej weszli do hurtowni materiałów budowlanych przy ulicy Głogowskiej, blokując rachunki bankowe, samochody dostawcze i nieruchomość magazynową jej byłego męża. Radosław Górski, który zaledwie poprzedniego dnia śmiał się na korytarzu Sądu Okręgowego w Poznaniu, przekonany, że ukrył przed byłą żoną cały majątek, nagle stanął twarzą w twarz z postanowieniem o zabezpieczeniu majątkowym w sprawie karnej skarbowej.
Jeszcze w środę, po podpisaniu ugody rozwodowej, Radosław zwrócił się do pełnomocniczki Magdaleny z ironicznym komentarzem. Pani mecenas, szkoda pani czasu na szukanie majątku, którego nie ma. Wszystko co miałem do ukrycia jest już bezpieczne – powiedział głośno, tak by słyszeli wszyscy na korytarzu.
Poprawił krawat, roześmiał się i wyszedł z sali, przekonany, że właśnie wygrał rozwód życia. Nie wiedział, że trzy godziny wcześniej, tego samego ranka, zanim weszli na salę rozpraw, jego żona złożyła w Krajowej Administracji Skarbowej formalne zawiadomienie o przestępstwie.
Magdalena Lis, z wykształcenia absolwentka rachunkowości na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, od 15 lat prowadzi własną kancelarię doradztwa podatkowego w biurowcu Poznań Biznes Garden przy ulicy Bułgarskiej. Zajmuje się audytami podatkowymi dla średnich firm rodzinnych, analizując faktury jak inni czytają alibi. To właśnie ta umiejętność, wyćwiczona przez lata pracy zawodowej, pozwoliła jej rozpoznać mechanizm, który jej mąż przez lata stosował w swojej hurtowni.
Fikcyjny podwykonawca – firma transportowa prowadzona przez brata Radosława, Sebastiana – wystawił w ciągu pięciu lat faktury na łączną kwotę ponad 2 milionów złotych. Flota dwóch samochodów dostawczych nie była w stanie zrealizować deklarowanych usług. Na liście płac hurtowni figurowały trzy osoby, kuzynka Radosława i dwoje jego znajomych, formalnie zatrudnione na stanowiskach administracyjnych.
Żadna z nich nigdy nie pojawiła się w firmie choćby jeden dzień.
Wynagrodzenia tych fikcyjnych pracowników trafiały z powrotem gotówką do Radosława w ramach nieformalnego rozliczenia rodzinnego. Magdalena, wykorzystując legalny dostęp do dokumentacji finansowej przyznany jej w ramach postępowania rozwodowego, metodycznie odtworzyła cały schemat. Arkusze kalkulacyjne, zestawienia faktur, analiza zdolności przewozowej floty brata – wszystko uporządkowane chronologicznie trafiło do mecenas Ewy Kubiak.
Twoja pełnomocniczka od razu powiedziała, że to wykracza daleko poza zakres zwykłego podziału majątku. „Magda, to nie jest już kwestia rozwodowa. To jest zawiadomienie o przestępstwie skarbowym i musimy je złożyć niezależnie od tego, na jakim etapie jest wasza sprawa rozwodowa” – wspomina Magdalena w rozmowie z naszym reporterem.
Nie zaoferowała mi współczucia z powodu tego, co odkryłam o własnym mężu. Zaoferowała mi procedurę. Dokładnie tego potrzebowałam.
Razem przygotowały kompletną dokumentację: zestawienie faktur firmy Sebastiana skonfrontowane z rzeczywistą zdolnością przewozową jego floty, listę fikcyjnych pracowników wraz z ich zeznaniami podatkowymi oraz szczegółowe wyliczenie zaniżonego podatku dochodowego i VAT za ostatnie pięć lat działalności hurtowni. Zawiadomienie do Krajowej Administracji Skarbowej kwalifikowało czyn z artykułu 56 kodeksu karnego skarbowego dotyczącego uchylania się od opodatkowania oraz artykułu 62 dotyczącego wystawiania faktur niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych.
Do zawiadomienia dołączyły wniosek o zabezpieczenie majątkowe, by Radosław nie zdążył przenieść aktywów, zanim postępowanie nie ruszy formalnie. Postępowanie przygotowawcze w Krajowej Administracji Skarbowej trwało 14 tygodni. Dokładnie w czasie, gdy toczyła się sprawa rozwodowa, a Radosław, przekonany, że udało mu się ukryć przed podziałem majątku znaczną część gotówki i nieruchomość magazynową, planował już odbudowę firmy.
Sąd Okręgowy w Poznaniu wyznaczył termin finalizacji rozwodu na środę. Krajowa Administracja Skarbowa, niezależnie od kalendarza sądu rodzinnego, zaplanowała wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu majątkowym na czwartek, dzień po rozwodzie. W środę Radosław podpisał ugodę, roześmiał się w twarz pełnomocniczce Magdaleny i wyszedł z sądu pewny siebie.
W czwartek rano funkcjonariusze KAS zjawili się w hurtowni z nakazem.
W czwartek po południu Radosław zadzwonił do byłej żony 17 razy w ciągu dwóch godzin. Nie odebrała żadnego telefonu. Siedziała w swoim biurze przy Bułgarskiej, kończąc raport dla zupełnie innego klienta.
Wieczorem przyjechał pod biuro osobiście, wciąż w tym samym garniturze, w którym rano śmiał się na korytarzu sądu. Wysiadł z samochodu wyraźnie roztrzęsiony i zapytał wprost, czy to ona ma z tym coś wspólnego.
Odpowiedziała spokojnie, że tak, że to ona, wykorzystując wyłącznie legalnie uzyskaną dokumentację z postępowania rozwodowego, złożyła zawiadomienie dotyczące fikcyjnych faktur jego brata i fikcyjnych pracowników na liście płac hurtowni. „Przecież ty prowadziłaś te księgi na początku. Wiedziałaś o wszystkim od lat” – krzyknął Radosław, próbując znaleźć argument przeciwko niej.
Odpowiedziała, że rzeczywiście widziała pierwsze sygnały nieprawidłowości już dawno temu, ale milczała przez lata, bo była jego żoną, a nie urzędnikiem skarbowym.
To on sam, śmiejąc się z jej kwalifikacji przez 15 lat, nigdy nie zapytał, ile dokładnie rozumie z dokumentów, które podpisywał bez czytania. Zapytał błagalnie, czy pomoże mu teraz jako doradca podatkowy wyjść z tej sytuacji. Odpowiedziała, że jako licencjonowany doradca podatkowy nie może reprezentować obu stron w sprawie, w której sama złożyła zawiadomienie.
Tego, czego teraz potrzebuje, to nie żona, która mu wybaczy, tylko dobry adwokat od przestępstw skarbowych.
W kolejnych miesiącach postępowanie karne skarbowe wobec Radosława i Sebastiana toczyło się równolegle z egzekucją zabezpieczenia majątkowego, które objęło większość aktywów hurtowni. Firma pozbawiona dostępu do zamrożonych środków musiała renegocjować warunki z dostawcami. Część kontraktów, w tym ten z Międzynarodowymi Targami Poznańskimi na obsługę logistyczną kolejnych edycji targów, przepadła bezpowrotnie.
Radosław w ramach ugody z prokuraturą zgodził się na dobrowolne poddanie się karze grzywny oraz zwrot zaległego podatku wraz z odsetkami. Uniknął w ten sposób wyroku bezwzględnego więzienia, ale stracił niemal całą płynność finansową, którą tak starannie próbował ukryć przed byłą żoną podczas rozwodu. Dziś Magdalena Lis nadal prowadzi własną kancelarię doradztwa podatkowego w Poznaniu, teraz z zespołem pięciu doradców obsługującym firmy rodzinne z całej Wielkopolski.
W swoim gabinecie, obok dyplomu uprawnień zawodowych, trzyma wydrukowaną kopię pierwszego zawiadomienia złożonego do Krajowej Administracji Skarbowej. Nie jako pamiątkę zemsty, ale jako przypomnienie, że wiedza, którą ktoś przez lata nazywał zabawą w papierki, potrafi w jednej chwili zważyć więcej niż cały majątek, który próbował przed nią ukryć. Jeśli kiedykolwiek ktoś śmiał się z twoich kompetencji, przekonany, że nigdy nie odważysz się ich użyć przeciwko niemu, użyłam ich we właściwym momencie.
Najlepsza odpowiedź na cudzy śmiech nie przychodzi w formie kłótni na korytarzu sądu. Czasem przychodzi cicho, następnego dnia rano, w postaci urzędników z nakazem, których nikt się nie spodziewał. Magdalena Lis, kobieta, którą Radosław przez lata nazywał domową księgową, spędziła ostatnie miesiące, odtwarzając dokładnie ten sam schemat fałszywych faktur i fikcyjnych zatrudnień, który on uważał za swój najlepiej strzeżony sekret.
To, co on nazywał bezpiecznym miejscem, ona nazywała dowodem rzeczowym numer 1 w aktach sprawy.


