„Proszę sobie to załatwiać z tą osobą, z którą pan załatwiał to łóżko, a nie truć mi dupy. Do widzenia.” – usłyszałem, gdy zadzwoniłem w sprawie rozkładanej kanapy w przyczepie, za którą…

„Proszę sobie to załatwiać z tą osobą, z którą pan załatwiał to łóżko, a nie truć mi dupy. Do widzenia.” – usłyszałem, gdy zadzwoniłem w sprawie rozkładanej kanapy w przyczepie, za którą...

„Dzień dobry, Krzysiu. Witam cię serdecznie, mój ty drogi. Gdzieś ty był, jak cię nie było? ” – rzuciłem do telefonu, gdy połączenie w końcu doszło do skutku.

Thumbnail

Siedziałem na kempingu w Chorwacji, a przed chwilą wróciliśmy z żoną z kolacji. Na stole lądowały kolejne tematy, ale ja miałem już w głowie tylko jedno pytanie: jak długo jeszcze wytrzymam w tej przeklętej przyczepie. Chwila relaksu po świetnym posiłku szybko zamieniła się w kolejną rundę narzekań. Pogoda dopisywała, termometry pokazywały nawet 45 stopni w cieniu, ale to nie upał był moim największym problemem.

Klimatyzacja w przyczepie, za którą zapłaciłem 12 tysięcy złotych, zamiast chłodzić, wibrowała jak młot udarowy. Nocami nie dało się spać. Budziłem się o trzeciej nad ranem, wyłączałem ją, odpalałem ponownie, a o piątej powtarzałem całą procedurę. To nie był urlop.

To była gehenna. A przecież miało być pięknie. Przez lata marzyłem o własnej przyczepie kempingowej. Złożyłem zamówienie, zapłaciłem 250 tysięcy złotych, wziąłem leasing.

Kiedy odebrałem ją od dealera, myślałem, że wszystko jest w porządku. Szybko okazało się, że to dopiero początek koszmaru. Pierwsza wpadka wyszła na jaw, gdy próbowaliśmy skorzystać z instalacji wodnej. Zbiornik opróżniał się w tempie błyskawicznym.

„Co jest? ” – zastanawiałem się, nalewając wodę. Okazało się, że złącze Colorado zostało zamontowane byle jak. Brakowało zaworu zwrotnego, więc woda uciekała, gdzie chciała.

Gdyby dealer przetestował instalację, odkryłby to od razu. Nie zrobił tego. Efekt? Przyczepa została zalana.

Ich wina w stu procentach. Ale to nie wszystko. Lustro w łazience spadło, rozwaliło umywalkę i drugie lustro. Drzwi wejściowe przestały domykać się jak należy.

Poduszki do kanapy, która miała się rozkładać, po prostu nie pasowały. W dowodzie rejestracyjnym miałem wpisane 1543 kilogramy, a pracownik dealera twierdził, że masa własna to ponad 1700. „Czy często się zdarza, że przyczepy mają inne DMC niż podaje producent? ” – zapytałem.

„Tak, często” – usłyszałem. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać. Przekręcone DMC to już nie jest drobna usterka. To podstawa do zwrotu towaru i potencjalnie nielegalna konstrukcja.

Inspekcja na drodze? Mandat i laweta. Kiedy zgłosiłem reklamację, zostałem potraktowany jak intruz. „Proszę sobie to załatwiać z tą osobą, z którą pan załatwiał to łóżko, a nie truć mi dupy.

Do widzenia” – usłyszałem, gdy zadzwoniłem w sprawie rozkładanej kanapy. Facet, który miał być moim partnerem w zakupie, był w trakcie obiadu, więc nie miał ochoty rozmawiać. Wysłałem mu nagranie rozmowy, na którym to on osobiście zajmował się całym tapczanem. Szybko zmienił ton, ale szkoda została wyrządzona.

Zresztą, wszystko nagrywałem od samego początku. Ktoś mi poradził: „Nagrywaj wszystko, co możliwe, bo potem w sądzie ci się to przyda”. Miał stuprocentową rację. Ale mimo to, firma zachowywała się, jakby klient był dla niej tylko portfelem.

Próbowali zbywać mnie mailami, nie odpisując na żadne pismo. W końcu zażądałem odstąpienia od umowy. Odpowiedź? Cisza.

Chowają głowę w piach. Siedziałem więc na tym kempingu, z bolącą głową od wibrującej klimatyzacji, i planowałem zemstę. Nie chodziło mi o pieniądze. Chodziło o zasadę.

„Dość już tego” – powiedziałem żonie. Ona próbowała mnie uspokoić, ale ja wiedziałem, że to się nie skończy na jednym gniewnym livie. Zrobię im to, na co zasłużyli. Opowiem całemu światu, jak potraktowali klienta, który zostawił u nich ćwierć miliona złotych.

Pan Tomasz Schmid, właściciel firmy Procamp z Wrocławia, jest według mnie totalnym cwaniakiem. Najpierw ładnie, póki płacisz. Potem olewają cię, nie odbierają telefonów i każą samemu naprawiać to, co zepsuli. „Mam sam sobie kupić lustro i je zamontować?

” – pytałem. „Mam sam naprawiać drzwiczki i Colorado? ” To szczyt bezczelności. Za te pieniądze powinienem mieć sprawną przyczepę, a nie półprodukt, który muszę składać w całość.

Ale ja nie dam się tak łatwo. Mam na nich haka. Współpracuję z firmą Knaus, producentem tych przyczepek. Wymieniliśmy już cztery maile.

Oni słuchają. Wiem, że są na bardzo dobrej drodze do odebrania dealerstwa Procampowi. To będzie najlepsza nauczka. Niech wiedzą, że z ludźmi trzeba postępować uczciwie.

Jutro wrócę do firmy. Zrobię im wszystko, co obiecałem. Nagrania, zdjęcia, świadkowie, rzeczoznawca. Pokażę każdą usterkę w krótkich filmach, z ich logo, żeby zabolało bardziej.

Niech się tłumaczą. Niech się szykują na wojnę, bo wojnę będą mieli. Jak sobie zażyczyli, tak mają. Ja tylko odpowiadam na ich chamstwo i brak szacunku.

I wiem jedno: nie odpuszczę, dopóki nie poczują tego, co ja czułem, siedząc w tej rozwalającej się przyczepie przez całe wakacje.