Wsiadam do auta i od razu włączam transmisję, bo jak zwykle rano mam kilka spraw do załatwienia. Niestety, połączenie z internetem domowym się zerwało, bo wychodząc z domu, zostawiłem wszystko podpięte. Po chwili jednak wszystko wraca do normy i witam się z ludźmi, którzy już czekają na poranną pogawędkę. Od razu przechodzę do rzeczy, bo mam do was pytanie.

Jako że mogę nawiązać współpracę z Weborem, który dostarcza różne narzędzia i sprzęt, chciałem zapytać, czy w ogóle interesują was takie recenzje. Bo jeśli nie, to szkoda mojego czasu i waszego. Wewor ma naprawdę sporo rzeczy, które są, delikatnie mówiąc, idiotoodporne. Przekonałem się o tym nie raz, bo już kilka produktów od nich wziąłem, na przykład podnośnik do silników, który do dzisiaj działa bez zarzutu.
Dlatego wolę najpierw zapytać, zanim cokolwiek zacznę testować. Wpadł mi w oko na przykład konkretny sprzęt – wiertarka stołowa. Myślę o niej dość poważnie. Załóżmy, że bierzemy taką wiertarkę, testujemy ją, sprawdzamy, czy się do czegoś nadaje, a ja wam potem mówię wprost, czy to jest dobre, czy to jest dziadostwo.
Bo wiecie, są rzeczy, których bym nie wziął do ręki, i nie boję się wam o tym powiedzieć bez ogródek. Taka wiertarka to koszt około dwóch tysięcy złotych. Do tego, jeśli chcemy zrobić z niej frezarkę, trzeba dokupić specjalne łoże, więc robi się z tego całkiem spora suma. Czy to zda egzamin?
Zobaczymy. Przy okazji wspominam o lodówkach od Wewora, bo to jest naprawdę petarda. Chłodzi i mrozi na 12 V. Wiecie, jak to jest z lodówkami gazowo-elektrycznymi w przyczepach kempingowych – na 12 V tylko podtrzymują, nie chłodzą.
A tutaj mamy normalne chłodzenie. Mówię to jako ktoś, kto testował niejedno. W pewnym momencie transmisja mi się zawiesza. Nagle zapada cisza.
Pytam więc, czy mnie słychać, bo nie wiem, czy ktoś jeszcze jest ze mną na łączach. Po chwili ludzie wracają i słyszę, że obraz trochę klatkuje, ale wszystko działa. Ktoś pisze, że Marcin jeszcze śpi, a ja mówię, że skoro ma możliwość, to niech odpoczywa, nie ma co go budzić. Dostaję też wiadomość od jednego z was, że w Oławie powinniście mieć klucze, które wcześniej dorobiłem.
Ktoś pyta, czy jest Krzysiu, bo mam dla niego robotę. Okazuje się, że Krzysztof z Oławy już jest na miejscu. Mówię mu, żeby podjechał do warsztatu i wymienił olej, bo wszystko tam jest przygotowane – filtr, olej, cały zestaw. Ma tylko wjechać do środka i załatwić sprawę.
Rozmowa schodzi też na ostatni film, który wam się spodobał. Mówicie, że taki styl jak kiedyś, bez sztucznej inteligencji i udziwnień, jest najlepszy. I wiecie co, sam tak uważam. Jak widzę na TikToku czy YouTubie coś, co jest generowane przez AI, to od razu przewijam.
Wolę naturalizm, zwykły warsztat, prawdziwe historie. Skoro wam się podoba, to będziemy robić właśnie takie rzeczy. Wspominam też o następnym Mercedesie, który czeka na diagnozę. Tam ewidentnie siedzi jakaś pierdoła, ale jak to zwykle bywa, najciemniej jest pod latarnią.
Mam nadzieję, że uda mi się go skończyć i wyjdzie z tego ciekawy odcinek. Jeśli tylko uda nam się dojść do konsensusu, co jest tak naprawdę uszkodzone, to będzie naprawdę dobry materiał. Ktoś pyta o sterownik, bo wcześniej mieliśmy podobny przypadek, gdzie wszystkie podzespoły były idealne, a okazało się, że sterownik był przeprogramowany i EGR wyprogramowany. Mówię, że może i tutaj coś takiego siedzi, trzeba zajrzeć w tę stronę.
W trakcie jazdy zauważam przed sobą Ukraińca, który jedzie tak samo jak my, do pracy. I w tym momencie rozmowa schodzi na trudny temat. Widzę, że zaczyna się robić gorąco, ale uważam, że trzeba o tym porozmawiać. Bo wiecie, zaczynamy się nawzajem szczuć.
Jedna strona na drugą, druga na pierwszą. I to do niczego dobrego nie doprowadzi. Widzę to po komentarzach w sieci, po tym, co się dzieje na forach, w warsztatach. Ludzie zaczynają sobie wyzywać, chcą się naparzać.
Ja mówię wprost – to są ludzie, my też jesteśmy ludźmi. Każdy ma prawo do bytowania, do oddychania. Ale to nie znaczy, że mamy się nawzajem nienawidzić. Ktoś z was pisze, że Ukraińcy wchodzą, jak tylko słyszą język ukraiński, że są roszczeniowi, że im się wszystko należy.
I wiecie co, rozumiem was, bo też widziałem takie sytuacje. Ale to nie jest powód, żebyśmy zaczęli się mordować. Bo jak tak dalej pójdzie, to dojdzie do wielkiej tragedii. Będzie drugie UPA albo coś w tym stylu.
Będziemy ginąć niepotrzebnie. Ktoś odpowiada, że rząd ukraiński nam pluje w twarz, że honor wymaga reakcji, że jak będziesz miękki, to cię zjedzą jak pączka. Ja to wszystko rozumiem. Ale mówię wam – jeśli zaczniemy się naparzać, to skończy się źle.
Zacznie się cicha wojna, potem otwarta, a na końcu będą zabójstwa. Pamiętajcie moje słowa. Jest też głos, że żołnierze podczas pierwszej wojny światowej potrafili w okopach w święta Bożego Narodzenia potraktować się jak ludzie. I to jest właśnie ta klasa, o której mówię.
Powinniśmy pokazać konkretną klasę, a nie nienawiść. Bo zobaczcie, co się dzieje. Jak dwóch rządzących zaczyna sobie skakać do gardeł, to ludzie idą za nimi. Jeden mówi, że tamten jest złodziejem, drugi mówi, że tamten jest cwaniakiem.
I tak to się kręci. A my zwykli ludzie, mamy za nich płacić? Nie chcę w to brnąć. Ja nie jestem politykiem i nie bawię się w politykę.
Ale żyłem w tych czasach i wiem, kto wpuścił tak znaczną ilość ich do naszego kraju. Widziałem to na własne oczy w telewizji. Przychodzili, a my układaliśmy sterty ciuchów, a oni po nich deptali. I wiem też, że nasi rządzący nie zamkną granicy, bo my jesteśmy dla nich ludźmi drugiej kategorii.
Ale to nie znaczy, że mamy się nawzajem pozabijać. Ktoś wspomina, że jego tatę kiedyś zaatakowali Ukraińcy. I że nie powinienem mówić o pojednaniu. Ja odpowiadam – rozumiem cię.
Ale jeśli zaczniemy się mścić, to nie będzie końca. Będzie oko za oko, ząb za ząb, a potem już tylko krew. I to nie jest droga, którą powinniśmy iść. Ktoś inny mówi, że zamknąć granicę i amen.
I że jak nagle granica będzie zamknięta, to oni szybko zmądrzeją. A ja odpowiadam, że to jest właśnie jedna z tych dróg, które nie wymagają przemocy. Nie musi nikt ginąć. Można zrobić to w prosty sposób – zamknąć granicę i niech sobie radzą sami.
Może wtedy dotrze do nich, że coś poszło nie tak. Widzę, że temat robi się ciężki, więc ktoś z was mówi, żeby zmienić temat. I wiecie co, macie rację. Bo ja nie chcę was zasypywać polityką.
Wolałbym porozmawiać o czymś przyjemniejszym. Wracam więc do pracy. Okazuje się, że Krzysiu nie ma klucza, a ja specjalnie dawałem wąskiemu, żeby dorobił dla niego zapasowe, bo to on jest najbliżej warsztatu. Mówię mu, żeby podjechał i załatwił sprawę, bo mam dla niego robotę.
Ktoś z was pyta, jak włączyć Speech Chat, żeby czytał wiadomości z grupy. Wyjaśniam – wpisujesz w Googleu „Speech Chat”, konfigurujesz go ze swoim kontem Google i wtedy będzie ci czytał wszystkie wiadomości. Najlepiej działa z YouTube. Potrzebujesz do tego drugiego telefonu, bo na jednym masz transmisję, na drugim aplikację.
To jest proste – naciskasz mikrofonik, czerwona kropka zmienia się na zieloną i gotowe. Ktoś pisze, że wąski ma urlop, ale robotę trzeba zrobić, więc klucze trzeba dorobić. Patrzę na zegarek i widzę, że jest już późno. Nie dość, że się spóźniłem, to jeszcze rozmowa się przeciągnęła.
Mówię więc, że uciekam do pracy i że trzymajcie się. Kończę transmisję i ruszam, żeby wreszcie zabrać się do roboty.


