Właśnie zamknąłem biuro i wsiadłem do auta, gdy zadzwonił telefon. Ktoś z widowni chciał porozmawiać o warsztacie, o diagnostyce, o samochodach. Dzień był długi, ale temat, który chodził mi po głowie, nie dawał mi spokoju. Postanowiłem opowiedzieć o aucie, które dziś do mnie trafiło.

O Peugeocie 407, który odpalał i gasł, odpalał i gasł. Auto bez wartości finansowej, poobijane z przodu i z tyłu, ale to nie miało znaczenia. Zdjąłem tablice rejestracyjne, żeby nikt nie oceniał człowieka po tym, czym jeździ. Bo każdy jeździ tym, na co go stać.
Ten Peugeot był wcześniej w sześciu warsztatach. Sześciu. Rozebrano go na czynniki pierwsze, wymieniano sterowniki, grzebano gdzie tylko się dało. I wszystkie warsztaty po kolei się poddawały.
Ja też miałem ochotę podnieść ręce i powiedzieć klientowi, że to się nie opłaca. Samochód wart może dwa tysiące złotych, a naprawa mogła kosztować więcej. Ale podniosłem go na podnośnik, sprawdziłem i postanowiłem brnąć dalej. Udało się.
Znalazłem usterkę, zdiagnozowałem ją i przekazałem klientowi, co się dzieje. Klient teraz zastanawia się, czy remont ma sens, bo naprawa jest kosztowna. I właśnie wtedy, w środku tego wszystkiego, przyjechał do mnie znajomy z propozycją. Mówi: „Weź to kup, nauczę cię diagnostyki”.
Chodziło o Pico, czyli oscyloskop. Ja nie mam bladego pojęcia, jak się tym posługiwać. Ale on – człowiek, który od lat zajmuje się diagnostyką – powiedział, że mnie nauczy. To duża firma, sprzedająca części, organizująca płatne szkolenia.
Zastanawiam się, czy nie zasponsorować takiego szkolenia klientom mojego sklepu, warsztatom, które kupują u mnie części. Sam przeszedłem dziś pół godziny takiego szkolenia i powiem wam – rewelacja. Można się nauczyć rzeczy, które w głowie się nie mieszczą. Sprzęt kosztuje około czterech tysięcy złotych za wersję dwukanałową z sondami.
Znajomy mówi, żeby na początek nie brać cztero- ani ośmiokanałowego, bo to niepotrzebny wydatek. Inni w czacie doradzali, że minimum to cztery kanały, a przy V6 nawet pięć. Ja rozważam opcję ośmiokanałową, bo chcę robić to porządnie. Mój pomysł jest taki, żeby wydzielić w warsztacie jedno stanowisko stricte do diagnostyki.
Tam będzie spokój, cisza, duży telewizor, wszystkie przyrządy. Ja będę się zajmował tylko diagnozowaniem usterek, a potem auto pojedzie kawałek dalej na kolejne stanowisko, gdzie chłopaki je naprawią. I chciałbym to nagrywać, pokazywać ludziom, jak się szuka usterek, jak je znaleźć. Ten oscyloskop potrafi naprawdę dużo.
Znajomy pokazał mi dziś taką głupią rzecz. Puścił nagranie pracy silnika. Silnik normalnie pracuje, tylko od czasu do czasu tak delikatnie prychnie na wolnych obrotach. Nic poważnego, wszystko wydaje się w porządku.
A na wykresie Pico widać trzy sygnały – wał, wałek ssący i wałek wydechowy. I okazuje się, że rozrząd jest przestawiony o trzy zęby. Trzy zęby. Niby nic, a jednak wszystko.
Sam bym tego nie usłyszał. Pamiętam jeszcze sytuację z autem Mirka. Coś rzęziło w środku, świst jakby jechała policja. Turbo na sto procent – mówiliśmy wszyscy.
Auto nie kopciło, miało moc, ale ten świst nie dawał spokoju. Zawieźliśmy je na diagnostykę. Znajomy położył sondy na półośkach i pyta: „Który przegub obstawiasz? ”.
Ja mówię: „No prawy, na pewno prawy”. A on mówi: „Lewy jest walnięty”. I miał rację. Sprzęt wskazał lewy przegub, a ja byłem święcie przekonany, że prawy.
Wymieniliśmy lewy i świst zniknął. Ja pierdzielę, pomyślałem wtedy. Niemożliwe. A jednak.
W czacie ktoś opisywał problem z saabem. Ciężko zapala na zimnym, jakby go benzyną zalewało. Jak zapali, to się przez chwilę dławi, potem pracuje dobrze. Świece czarne, okopcone.
Wymienione wtryski, pompa, a problem został. Ktoś inny doradzał sprawdzić sondę, jeszcze ktoś inny – czy mapa nie była robiona. A Romiren wrzucił coś, co mnie zatrzymało. Saab wydał w lutym 2011 roku biuletyn techniczny o sterowniku Trionic 8.
Chodziło o trudny rozruch przy temperaturach od minus pięciu do plus pięciu stopni i chwilowe wypadanie zapłonów po uruchomieniu. I o tym, że przez to ludzie wymieniali części za sto tysięcy niepotrzebnie. Ktoś inny wspominał o mercedesie, w którym czujnik różnicy ciśnień był walnięty, a poprzedni właściciel wydał szesnaście tysięcy na remont silnika. I o tym, jak w Audi wymieniono dwa wałki, każdy po trzy tysiące dwieście, a problem dalej został.
To jest właśnie sedno tej roboty. Ludzie wydają fortunę, bo nie mają odpowiedniego sprzętu i wiedzy, żeby znaleźć właściwą przyczynę. A ja chcę to zmienić. Porozmawiałem z Łukaszem o tym pico.
Powiedział, żebym wziął najlepiej ośmiokanałowy. Będzie bolało, będzie drogo, ale taki sprzęt się nie zwraca – nim się pracuje i zarabia. Ja już wiem, że to zrobię. Wezmę to szkolenie, kupię sprzęt i stanę się lepszy w tym, co robię.
Chcę zdiagnozować to, czego inni nie potrafią. Chcę pokazać, że da się znaleźć usterkę, zanim ludzie wydadzą majątek na niepotrzebne części. Zrobiło się późno. Północ, a ja ledwo żyję.
Ktoś w czacie napisał, żebym już szedł spać. I chyba ma rację. Ale zanim zamknąłem transmisję, powiedziałem sobie jedno: jutro dzwonię w sprawie tego pico. Ośmiokanałowego.
Będzie drogo, ale warto.


