Zimny telefon, a w tle codzienny poranny rytuał – droga do pracy. Radek wita się z widzami, pokazuje, co słychać na trasie, i narzeka na remont drogi. Ale dziś ma głowę zajętą czymś innym niż zwykle. Jego Opel Corsa gdzieś gubi płyn chłodniczy i żadne poszukiwania nie przynoszą efektu.

– Kurczę, nie ma wycieku. Nigdzie zupełnie nic. Ale dwie puste bańki płynu w bagażniku mówią same za siebie – mówi do kamery, kręcąc głową. – Płyn nie wyparowuje tak po prostu.
Gdzieś musi być. Opowiada, że wczoraj nacisnął układ, nabił pięć barów ciśnienia, przeglądał wszystko od spodu, zaglądał do cylindrów. Sucho. Zero śladów.
Dlatego dziś jedzie do pracy z jednym postanowieniem: znaleźć winowajcę, choćby nie wiem co. Nagły temat zmienia bieg rozmowy. Znajoma Agaty, koleżanka z pracy, ma córkę, która dopiero co zrobiła prawo jazdy. Pół roku temu.
Jeździ do pracy codziennie tą samą trasą od trzech miesięcy. I właśnie tam doszło do poważnego wypadku. – Zagapiła się najprawdopodobniej. Cokolwiek ją musiało rozproszyć – mówi Radek, a jego głos robi się poważny.
Dziewczyna przejechała znak stopu. Nie ustąpiła pierwszeństwa. W jej Fiata Punto wjechało z dużą prędkością duże BMW. Z auta nic nie zostało.
Kierująca wyszła z tego z paroma rysami. Kolega z tyłu – bez szwanku. Ale koleżanka z przodu oberwała najmocniej. Najtragiczniej.
– Z przodu poduszka wybuchła, wystrzeliła. U pasażera – nie. Nie wystrzeliła, moi drodzy. Brak twarzy.
Twarzy dziewczyna nie ma – mówi, cedząc słowa. Wyjaśnia, że pasy miała zapięte – widać było odciśnięte żebra. A poduszka? Na dziewięćdziesiąt procent została odłączona albo zaślepiona diodą.
Jakiś mechanik wolał oszukać elektronikę, niż naprawić usterkę. Wstawił opornik albo diodę, zgasił lampkę, przegląd przeszedł. I teraz, w momencie, gdy ta poduszka miała uratować komuś twarz, okazało się, że jest tylko atrapą. – Strażacy sprawdzali.
Na zdjęciach widać, jak poduszka została wyjęta w całości, niewystrzelona, położona na siedzeniu. Technicy potwierdzili – była dioda. Radek nie kryje emocji. Mówi wprost, że nigdy nie stosował takich praktyk.
Jeśli klient nie ma pieniędzy na naprawę, to nie znaczy, że mechanik ma go okłamać. – Mówię klientowi: albo naprawiamy, albo jeździsz z lampką. Nigdy nie zaślepiam poduszki. Ta dioda kosztowała tę dziewczynę twarz.
To jest nauczka dla wszystkich mechaników. Nie idźcie na łatwiznę. Widzowie reagują. Jedni oburzeni, inni potwierdzają, że w latach dziewięćdziesiątych oporniki wstawiało się na potęgę.
Ktoś pisze, że wycinanie poduszek to zbrodnia. Radek przytakuje i dodaje od siebie, że powinno się sprawdzać poduszki, że to nasze zdrowie i życie, że państwo powinno dopłacać do takiej kontroli. Ale wie, że nikt tego nie wprowadzi. Tymczasem wątek Opla wraca.
Widzowie rzucają kolejne pomysły: korek wlewu, chłodnica, mikropęknięcie, wentylatory, uszczelka pod głowicą. Radek każde podejrzenie rozważa na spokojnie. – Zbiorniczek ma tłusty nalot. Taki jakby olejek.
I to mnie martwi najbardziej – przyznaje. Ale jednocześnie tłumaczy, że w cylindrach wszystko wygląda idealnie, na korku oleju nie ma mazi, na bagnecie olej jest czysty, a ciśnienie trzyma się idealnie. Głowica wydaje się sucha. Więc gdzie znika ten płyn?
– Krasnoludki go wylały – śmieje się jeden z widzów. Radek nie daje się zbić z tropu:
– No właśnie. Nie ma takiej opcji, żeby płyn wyparował bez śladu. Gdzieś musi być.
I znajdę go. Choćby nie wiem co. Ktoś podpowiada, że może to być nagrzewnica, ktoś inny – że skraplacz. Ale Radek ma swoje podejrzenia.
Sam mówi, że nie chce jeszcze stawiać na uszczelkę pod głowicą, bo brakuje mu dowodów. Za to jedno wie na pewno – do zbiorniczka ktoś dolewał płyn regularnie, bo przyjechał na totalnie pustym zbiorniku, a w bagażniku stały puste bańki po płynie chłodniczym. Dobrze, że chociaż lał płyn, a nie wodę. – Nie lejcie wody do silnika.
To jest morderstwo. Naprawdę, to zabójstwo dla silnika – mówi do kamery. Zbliża się do pracy. Rozmowa z widzami powoli gaśnie.
Widzowie życzą mu powodzenia z płynem i przyczepą, która też jest tematem – ktoś podpowiada, że jak uda przyczepę, to kupi kolejną. Radek przyznaje, że ta przyczepa mu się podobała, ale do firmy, która ją sprzedała, już nie wróci. Na koniec zostaje z zagadką, która nie daje mu spokoju. Opel, suchy jak pieprz, tłusty nalot w zbiorniczku i ubywający płyn bez żadnego śladu na zewnątrz.
Diagnoza wisi w powietrzu, ale on woli sprawdzić wszystko sam, zanim wyda wyrok. – Nie poddam się tak łatwo. Łatwo skóry nie oddam. Muszę się mocno pochylić nad tym tematem i znaleźć ten wyciek.
Z tematu poduszek – jedna historia, która kończy się tragicznie. Z tematu Opla – zagadka, którą musi rozwiązać. Oba zostają otwarte.
A Radek znika w swoim warsztacie, żeby walczyć dalej.


