Siniak na czole pulsował, a Tania od dawna wiedziała, w którym miejscu się pojawi – dokładnie pod czepkiem, który należał do jej uniformu sprzedawczyni. Tak było od lat, od kiedy ojciec bił matkę, a potem Michał zaczął bić ją. Przyzwyczaiła się. Tak wyglądała po prostu jej babski dola, jak mawiała matka, gdy na jej twarzy kwitły kolejne sińce.

Michał nie pił, to prawda. Za to od czasu do czasu podnosił rękę. Tania tłumaczyła to sobie tym, że sama bywała winna, tak jak wtedy, kiedy palnęła głupotę. Przyjaciółka Zosia ostrzegała ją przed ślubem, ale Tania myślała wtedy, że Zosia mówi tak z zazdrości.
Życie toczyło się znośnie: syn Wadek, praca w sklepie, mieszkanie w osadzie, która rozrosła się i stała miasteczkiem. Aż zmarła teściowa, Nadieżda Sadowska. Michał, zamiast cierpieć po matce, rzeczowo planował podział spadku – sprzedaż rodzinnego domu we wsi, która niemal wymarła. Kazał żonie pojechać i posprzątać ruderę, licząc, że uda się ją sprzedać.
W domu Tania znalazła za piecem ukryte pomieszczenie. W środku stał prawdziwy ołtarz ze zdjęciami małego Igora, młodszego brata Michała, który zmarł, zanim skończył dwa lata. Tania współczuła teściowej, rozumiała, że kobieta w ten sposób opłakiwała dziecko. Opowiedziała o wszystkim mężowi.
– Zapomniałem o tej jej kapliczce – rzucił Michał. – Wyrzucisz wszystko na śmietnik. I żeby nikomu ani słowa. Tania milczała, gdy groził jej pięścią.
Posłusznie wróciła na wieś, zdjęła zdjęcia z ołtarza i postanowiła zawieźć ikony do kościoła. Za ostatnim zdjęciem Igora znalazła zapomniany zeszyt – pamiętnik teściowej. Zaczęła czytać i już nie mogła przestać. Najpierw dowiedziała się, że teść bił żonę, zupełnie jak Michał bił ją.
Potem przeczytała o nocy, gdy mąż Nadieżdy wpadł w szał i uderzył ją tak mocno, że upadła, trzymając na rękach małego Igora. Dziecko uderzyło głową o ten sam piec, za którym stał ołtarz. Chłopiec zmarł następnej nocy. Ojciec Michała kazał żonie milczeć o wszystkim.
Pamiętnik krył jednak więcej. Nadieżda nie potrafiła pogodzić się ze śmiercią syna i poszła do starej Cyganki, która dała jej ciemną buteleczkę i kazała wlać truciznę do kwaśnego kapuśniaku. Kilka dni później mąż Nadieżdy zmarł w szpitalu na rzekomy wrzód żołądka. Tania czytała to wszystko z przerażeniem.
Zaczęła bać się o siebie i o Watka, bo zrozumiała, że historia może się powtórzyć. Michał wyczuł, że coś się z nią dzieje. Zapytał, czy nie jest zmęczona. A potem – jakby na złość – kazał ugotować kapuśniak ze śmietaną.
W końcu Michał znalazł pamiętnik. Rzucił się na żonę z pięściami, krzycząc, że jest głupia. Gdyby nie telefon od jakiegoś pana Mikołaja, który zadzwonił w samą porę, pewnie skończyłoby się gorzej. Tania wykorzystała chwilę, złapała syna i uciekła do Zosi.
– Nie wrócisz tam – powiedziała Zosia, oglądając jej twarz. – Za takie coś można trafić za kratki. Pojedziemy na komisariat. – Nigdy się na to nie zdecyduję – szepnęła Tania.
Michał przyszedł następnego dnia. Krzysztof, mąż Zosi, wyszedł do niego pierwszy. Potem kazał Tani z nim porozmawiać, zapewniając, że nikt jej nie tknie. Michał przepraszał – po raz pierwszy w życiu.
Obiecywał, że wszystko zrozumiał, że nie będzie już tak jak kiedyś. Bał się, że Tania komuś opowie o matce, ale ona zapewniła go, że nie splami pamięci teściowej. Tania wróciła do męża. Na krótko.
Michał znów udawał, aż w końcu przedsiębiorstwo, w którym pracował, przejęła warszawska firma i zwolniła go. Mężczyzna wpadł w depresję i wściekłość. Wyładowywał się na żonie i synu. Zarzucał jej, że na pewno znajdzie sobie kogoś innego, że nie docenia jego harówki.
Tania raz odważyła się zaproponować mu pracę w fabryce, ale mąż tylko wpadł w szał. Gdy kiedyś oskarżył ją, że maluje się dla magazyniera ze sklepu, Tania poczuła w sobie coś, czego nigdy wcześniej nie znała – gniew. Ale nie zdołała się obronić. Michał uderzył ją tak mocno, że trafiła do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu.
Mężczyzna przyjeżdżał do niej, błagał, mówił, że ją kocha, pierwszy raz w życiu. I choć przepraszał, Tania w szpitalu podjęła cichą decyzję. A kiedy Michał ogłosił, że sprzedał mieszkanie matki i kupił za te pieniądze nowe, trzypokojowe, w jej głowie pojawiła się myśl: będzie co dzielić przy rozwodzie. Została z mężem jeszcze przez chwilę.
Znosiła jego wybuchy, pozwalała się bić, gdyż sama złożyła już pozew o rozwód i czekała na odpowiedni moment. Gdy Michał zaproponował wyjazd nad rzekę na urodziny, zgodziła się – bała się, że jeśli odmówi, on odkryje prawdę. Tam, nad rzeką, Tania poczuła się dziwnie spokojna. Myślała o tym, że to jej pożegnanie ze złym życiem.
Aż z lasu wyjechały motocykle. Pięciu krzepkich chłopaków otoczyło ich ognisko. Żartowali z jej kostiumu kąpielowego, zagadywali, jeden zagrodził jej drogę do namiotu. Michał zaproponował, że się zbiorą i pójdą.
Ale przyjezdni nie chcieli miejsca – chcieli jego żony. Największy z nich, Sania, stanął z nim twarzą w twarz i zaproponował walkę o kobietę. Michał zbielał na twarzy. A potem zerwał się, pobiegł do samochodu, odpalił silnik i odjechał, zostawiając Tanię samą z obcymi mężczyznami.
Tania patrzyła za nim z przerażeniem. Chłopak, który przezywał się Sania, nagle się uśmiechnął. – Nie bój się, my tylko żartowaliśmy – powiedział. – Ale twój mąż to kompletny śmieć.
Żyć z takim nie warto. Motocykliści odjechali. Noc zapadała, zaczął padać deszcz. Tania siedziała przy wygasłym ognisku, rozmyślając o całym swoim życiu.
Zrozumiała wreszcie, co Zosia mówiła od lat: Michał to tchórz, który potrafi uderzyć tylko słabszych. Zostawił ją, żeby ratować własną skórę. Kiedy dotarła do domu, niebo już jaśniało. Michał siedział w kuchni i pił.
Tania spakowała torbę, przebrała się i stanęła w progu. – Złożyłam pozew o rozwód – powiedziała. – Kiedy? – wybełkotał mąż.
– Przecież to nic nie znaczy. Samochód Leszka się zepsuł, chciałem wrócić po pomoc! – Samochód stoi cały pod blokiem – odparła spokojnie. – A ja podjęłam tę decyzję dawno temu.
Chwycił ją za rękę, próbował zatrzymać, wykrzykiwał głupstwa. Tania spojrzała mu prosto w oczy. – Ci chłopcy powiedzieli, że jesteś śmieciem. I całkowicie się z nimi zgadzam.
Jeśli mnie teraz uderzysz, pójdę na komisariat i opiszę w najdrobniejszych barwach całe nasze życie. Zrobię wszystko, żeby twoja sprawa trafiła do prokuratorki, która uwielbia takie jak ty. Odepchnęła go i wyszła za drzwi. Kiedy schodziła po schodach, po raz pierwszy w życiu nie bała się, że ją dogoni.
Strach, który nosiła w sobie od dzieciństwa, zniknął tej nocy, razem z resztkami szacunku do człowieka, z którym przeżyła dziesięć lat. Rozwód był brzydki. Michał krzyczał na sali sądowej, nazywał ją materialistką, gdy z trzypokojowego mieszkania dostała tylko jedną trzecią wartości. Sąsiedzi powtarzali plotki, które rozpuszczał o nocy nad rzeką.
Tania płakała nieraz, ale trzymała głowę wysoko. Zosia powtarzała jej, że wszyscy wiedzą, kim ona jest, a kim był jej mąż. Minęły lata, zanim Tania poznała Borysa. Syn przyjął nowego partnera matki z początkową wrogością, ale Borys powiedział tylko: – Nie martw się, my z Wadkiem jesteśmy facetami i sami się dogadamy.
Dogadali się. Wadek nazywał go później najlepszym przyjacielem. Teraz ma własną rodzinę, dwie córki na wydaniu, a jego żonę podziwiają wszystkie koleżanki, uważając, że dostała najidealniejszego mężczyznę na świecie. Tania patrzy na szczęście syna i czasem myśli, że teściowa napisała ten pamiętnik specjalnie po to, by pomóc jej zmienić los.
I wzdycha z wdzięcznością.


