– Zamknij w końcu tę klapkę, bo nam wyleci – mówię do Marty, patrząc w lusterko. Wracaliśmy z Chorwacji, jakieś sto kilometrów za nami, a przed nami 484 do domu. Prowadziłem mercedesa z przyczepą kempingową, takim „bubelem”, który od początku wyjazdu sprawiał same problemy. Dzieciaki siedziały z tyłu, Julka kaszlała, a ja odpalałem kolejny live, bo tak już mam – jak jadę, to gadam.

– Jarek, ile wam zostało? – pytam. – Ze 120 zrobiliśmy – odpowiada. – Dobra, to lecimy dalej.
Na drodze korki, remonty, więc mówiłem od razu: wolałem jechać nocą. Za dnia to masakra. Ale co zrobić, trzeba wracać. – Jarek, Julka dalej kaszle – mówię.
– Trochę mniej – odpowiada. No dobrze, chociaż tyle. Gdzieś przy czeskiej granicy znów zaczęło się coś dziać z przyczepą. Najpierw wysiadła szuflada, potem klapka od gazu nie chciała się domykać.
Jarek tylko prychnął:
– To największy bubel, jaki mógł istnieć na tej planecie. Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Zapaliła się rezerwa. Na liczniku 70 kilometrów, a stacji nigdzie nie widać.
Zaczęło się nerwowe rozglądanie, aż w końcu gdzieś się znalazł jakiś Orlen. Tankuję, a ludzie na czacie pytają o cenę paliwa. W Polsce ropa po 8,5 złotego, w Czechach taniej, w Niemczech jeszcze taniej. Tylko że my musieliśmy wracać do domu, więc tankuję i jadę dalej.
Przy okazji rozmowa zeszła na sklep internetowy. Ludzie pytali, dlaczego nie działa wyszukiwarka po numerze VIN, dlaczego nie dodajemy kodów rabatowych, czemu wysyłka taka droga. – Ludzie, nie mogę dać kodu rabatowego, bo marża na tym oleju jest minimalna – tłumaczę. – Wolę dać wam tanio niż bawić się w jakieś ukryte promocje.
Bo to była moja marka oleju. WH Oil. Włożyłem w nią oszczędności życia, swoją reputację, wszystko postawiłem na jedną kartę. I sprzedawało się tak sobie.
– Radek, ja mam do ciebie pytanie – pisze ktoś na czacie. – Używam Motula, czy twój będzie lepszy? – Ja ci nie będę mówił, że mój jest najlepszy, bo to wiadomo, że producent będzie chwalił swój towar. Pytaj ludzi, którzy go używali.
Oni ci powiedzą. I faktycznie, kilka osób się odezwało, że silnik pracuje ciszej, że są zadowoleni. Łukasz napisał, że już drugi raz leje mój olej. To było coś.
Ale z drugiej strony ktoś na czacie rzucił:
– Radek, a czemu ten olej kosztuje 400 złotych u konkurencji, a twój 115? – Bo ja nie chcę was doić – odpowiadam. – Chcę uczciwie zarabiać. A jak zrobię wielką reklamę, to będę musiał podnieść cenę.
Zresztą, nie o wszystkim chciałem gadać. Coraz bardziej czułem zmęczenie. Od dziesiątej rano siedziałem za kierownicą, tylko dwa razy wysiadłem na stacji. Oczy mi się kleiły, a do domu ciągle daleko.
– Marta, musimy coś zjeść – mówię. – Od rana nic nie jedliśmy, a mamy jeszcze trzy godziny jazdy. – No to szukaj jakiejś restauracji – odpowiada. Gdzieś na czacie ktoś podpowiedział jakiś zjazd, ale za chwilę nawigacja znowu zaczęła mnie prowadzić przez jakieś górskie drogi.
Kobieta z GPS-a uparła się, żebym zjechał z autostrady. Musieliśmy się zatrzymywać, kombinować, aż w końcu jakoś wróciliśmy na właściwą trasę. – Radek, ty masz najlepszą nawigację na świecie – śmiali się ludzie na czacie, a ja tylko mruknąłem:
– Jak nie wiem, to pytam żony. W końcu gdzieś za Wrocławiem poczułem, że dłużej nie dam rady.
Zjechałem na parking, żeby chwilę odpocząć. Odetchnąłem. Za nami było 1200 kilometrów, przed nami jeszcze jakieś 80 do domu. I w myślach wracało do mnie to wszystko: ta przyczepa, która sypała się na każdym kroku, te problemy z internetem, z roamingiem, z cenami paliwa, te dzieciaki chore z tyłu, ten olej, w który włożyłem wszystko.
Ale jakoś tak z tym wszystkim leciało się do przodu, bo trzeba było. Nie ma innej opcji. Marta zaproponowała, żebyśmy jeszcze gdzieś stanęli na jedzenie. Ale ja wiedziałem, że jak teraz przystanę na dłużej, to już nie wstanę.
Wolę już dojechać do domu, tam będzie odpoczynek. – Dobra, ludzie, kończymy – mówię do kamery. – Idę na drzemkę. Jeszcze tylko spojrzałem na bociany siedzące na latarniach przy drodze.
Kiedyś o tej porze siedziały na każdej. Teraz już tylko jeden. Znak, że lato się kończy. Ale to nic.
Wracaliśmy do domu, i to było najważniejsze.


