Właśnie zamontowałem nowy uchwyt na telefon w samochodzie. Niby drobiazg, a cieszy jak jasna cholera! Nikt nawet nie dostał powiadomienia o transmisji, a tu proszę – na żywo jest już prawie dwadzieścia osób. Zaczynam.

Ktoś podrzucił mi ten uchwyt, pewnie zresztą z mojego sklepu. Kto to był? Nie wiem, ale muszę się dowiedzieć. Za cholerę nie mam internetu w aucie, więc jadę na zasięgu z telefonu.
Jakość obrazu? Mistrzostwo świata. Zobaczcie, jak ostro wszystko trzyma. Żadnych drgań, żadnego stukania.
Można by pomyśleć, że kamera sama prowadzi. Skończyłem właśnie ciężki tydzień w starym warsztacie. W końcu się stamtąd wyprowadzamy. Chciałem z całego serca podziękować Wąskiemu, Marcinowi, Kamilowi i Julce.
Chłopaki i dziewczyna harowali do północy, dosłownie padali z nóg. Ale udało się. Pierwsze auto wjechało już na podnośnik w nowym miejscu. Wynajęliśmy warsztat w Oławie, przy Lipowej 1D.
Nazwałem go „warsztat w galerii”. Od 3 sierpnia ruszamy tam pełną parą, na razie z dwoma podnośnikami, później dojdą kolejne. Przy okazji odpowiadam na pytania. Ktoś pytał o silnik 1.
5 Blue HDI. Świetna, zwinna jednostka, tylko trzeba dbać o antykrystalizator zimą i wymieniać olej co 10 tysięcy. W ogóle, ludzie, pamiętajcie: olej w skrzyni biegów, manualnej czy automatycznej, wymieniajcie co 60 tysięcy kilometrów. Norma?
Lejcie to, co zaleca producent. Nie kombinujcie z gęstościami. Pada pytanie o filtr paliwa w Superbie. Ja bym go wymieniał co drugą wymianę oleju, czyli gdzieś koło 20-25 tysięcy.
A jednostka? Nieprzekraczalne 100 tysięcy na olej. A, i jeszcze jedno. Ktoś pytał o przyczepę, którą kupiłem.
Też się na nią gapiłem, jak stała przed warsztatem. Ma niby DMC 2 tony, a samochód uciągnie 2100 na haku. Wszystko musi być legalnie, bo nie chcę mieć problemów na wakacjach. Mandaty za przeładowanie są srogie, sam się o tym przekonałem.
Zresztą, słuchajcie, wyprodukowali przyczepę i nie potrafią zrobić porządnego łóżka. No, ale to już temat na inną historię. Pytał ktoś o kampery. Mówię wam: przyczepa to jest wolność.
Kamper? Wynająłem kiedyś. Chcieliśmy pojechać po chleb do sklepu 12 kilometrów dalej i trzeba było pakować całego kampera, żeby ruszyć. Masakra.
Przyczepę zostawiasz na parceli, a samochód masz zawsze do dyspozycji. Jak trzeba do lekarza – odczepiasz i gnasz. Kamperem musisz ciągnąć cały dom za sobą. Polecam wam: jak chcecie zacząć przygodę z karawaningiem, najpierw wynajmijcie i sami sprawdźcie, co wam pasuje.
Winiety! O rany, całkiem zapomniałem o winietach! Dobrze, że przypomnieliście. Muszę kupić na zestaw powyżej 3,5 tony, bo z tą przyczepą pewnie przekroczę.
Jutro rano lecę do Krakowa podrzucić znajomego na lotnisko, a po drodze załatwię te wszystkie sprawy. I właśnie wtedy zadzwonił telefon. Marcin. Passat mu zdechł.
Milion dwieście tysięcy na liczniku, auto bez mocy. Gdzieś w terenie. No i co? Trzeba jechać ratować chłopa.
Właśnie od tego są koledzy. On mi kiedyś pomógł niejednokrotnie, to teraz ja jadę jemu pomóc. Wróciłem już, kurde, do domu po tym całym tygodniu, a tu taka akcja. No nic.
Zawróciłem i jadę w drogę. Podobno chwilowo odzyskał moc, ale tylko na chwilę. Coś tam z katalizatorem albo wtryskami. Wsiadam.
Julka, moja córka, też jedzie. Pomagała dzisiaj przy aucie, umyła okna. Dobra, ruszamy. Zobaczcie, jak po drodze jest pusto w starej lokalizacji.
Deweloper pewnie wkrótce to kupi. Nie wiecie, gdzie jest ta stacja benzynowa? Daniel mówił coś, no nieważne. Po drodze rozmawiamy o wszystkim.
Julka ma 17 lat, robi teraz prawo jazdy. Ja jej mówię: „Słuchaj, to, że zdasz, to nie znaczy, że jesteś kierowcą. Dzisiaj uczą jak zdać, a nie jak jeździć”. Ona na to coś o jakimś Jacku, co jej pisze.
Mówię: „Z tym całym Jacek to uważaj, bo jak ty kochasz, to kochasz na maksa”. Zatrzymujemy się w Żabce coś do picia. Julka mówi, że nie może kupić energetyka, bo nie ma 18 lat. Ja sobie coś kupiłem, ale jak wychodziłem z auta, coś mi chrupnęło w nodze.
A, nieważne. Jedziemy dalej, radio gra, ale muszę je wyciszyć, bo będzie problem z prawami autorskimi do transmisji. Jesteśmy pod domem Marcina, a właściwie nie. Kręcimy się, szukamy go.
Chwilę później widzimy go na stacji. „Marcin! Co się stało? ” – wołam.
„Nie wiem jeszcze” – odpowiada. „Palił, chmurę dymu puścił i stanął”. No to się bawimy w detektywów. Obejrzymy na warsztacie.
Trzeba mu było pomóc. Dzwonił, mówił coś o czujniku temperatury. Może DPF, może katalizator.
Cokolwiek to jest, trzeba to rozebrać i sprawdzić.


