Siedziałem na podwórku, zmęczony po całym dniu, gdy ktoś wrzucił w czacie pytanie o halę. Westchnąłem ciężko. Pozwolenia wstrzymane, kontrola za kontrolą, a ja zamiast działać, muszę czekać pół roku na cokolwiek. Nie stać mnie na takie przestoje, więc będę musiał wynająć coś na ten czas.

Niektórzy radzili mi rzucić to wszystko i jechać odpocząć. Ale jak mam odpocząć, skoro muszę pozabierać stamtąd cały sprzęt? Gdyby to było takie proste, spakowałbym wszystko do reklamówki, powiesił na płocie i wyjechał. Nie mogę otworzyć zrzutki na warsztat, bo nie chcę być pierwszym przygłupem, który zbiera od ludzi na własną halę.
Mam ręce i nogi, sam dam radę. Przy okazji wyszło, że ktoś dawniej zgłosił moją działkę do urzędów. Mam takiego widza, który uprzykrza mi życie na każdym kroku – zamawia głupoty, robi donosy. Obiecałem, że gdy go namierzę, opublikuję jego zdjęcie publicznie, bez względu na konsekwencje.
Ale gość chodzi na zmiennych IP, ciężko go wyśledzić nawet dla policji. A policja ma to w nosie, choć zgłaszałem to wiele razy – nawet gdy zamawiał podejrzane rzeczy na Ministerstwo Cyfryzacji, sprawę umorzono. Na pocieszenie dostawałem od widzów drobne kwoty. Pierwsze pięćdziesiąt złotych – od razu stwierdziłem, że starczy na dwa piwa w Chorwacji.
Z resztą przemyśleń o wakacjach – wahaliśmy się między Chorwacją, Czarnogórą a Albanią. Mercedes ma ciągnąć przyczepę ważącą dwie tony, a wcześniej ciągał mniej. Zobaczymy, jak sobie poradzi w górach. Agata marzy o Bałtyku, ale ja szukałem czegoś dalszego.
Rozmawialiśmy o kamperach, o Grecji, o Słowenii. Znajomi polecali różne miejsca, ale każda opcja miała jakieś ale. W końcu chyba padnie na Chorwację, choć nie jestem pewien. Potem ktoś zapytał o Mercedesa.
Opowiedziałem historię, jak to się zaczęło. Szukaliśmy Passata B8 – Agata robi sto kilometrów dziennie do pracy i chciała bezpiecznego, komfortowego auta. Znaleźliśmy idealny egzemplarz, mniamuśny, z pełnym wyposażeniem. Ale gość, który dał zaliczkę, dostał leasing i Passat uciekł nam sprzed nosa.
Po dwóch tygodniach sprzedawca zadzwonił – ma dla nas Mercedesa prawie w cenie Passata, tylko o trzydzieści tysięcy droższego. Prawie w cenie. Zdjęcia wysłał, a ja początkowo nie byłem pod wrażeniem. Dopiero wnętrze i wyposażenie zrobiły robotę – cała masa gadżetów.
Pokazałem Agacie. Wybuchła wojna domowa. „Ty sam sobie jeździj tą trupiarką, ja nie będę” – powiedziała. „Masz Passata to go masz, jak nie masz, to mam cię w dupie”.
Zamknąłem komputer, myślałem, że temat umarł. Ale gdzie tam – rano wziąłem i kupiłem tego Mercedesa. Przywiozłem go, a moja żona przez tydzień nawet nie dotknęła klamek. Świetnie mi się nim jeździło.
Aż nagle Passat odmówił posłuszeństwa. Żona musiała wsiąść do Mercedesa. Pojechała raz, drugi, trzeci. Jak chciałem kluczyki z powrotem, to mówiła, że nie.
Nawet próbowałem ją przekupić – „załatwię ci Passata, oddaj kluczyki”. Na to: „Sam sobie jeździj Passatem, ja ci Mercedesa nie oddam”. Potem się okazało, że pokochała podgrzewane i chłodzone fotele oraz systemy bezpieczeństwa, które wcześniej wyśmiewała. Teraz to ona nim jeździ, ja mam Passata.
Zresztą z kobietami to zawsze tak. Opowiadałem, jak poznałem Agatę – miała trzynaście lat, a ja postanowiłem, że ją wychowam. Mówiłem, że sprawdzę ją przez dziesięć lat, zanim wezmę ślub. I co?
Wzięła mnie, a potem się okazało, że to ona mnie wychowała. Każdy przed ślubem jest aniołem, a po ślubie budzisz się w nocy i nie wiesz, czy obok leży demon, czy twoja żona. Przy okazji opowiedziałem o kosiarkach. Mówili, że nie powinienem afiszować się nowym sprzętem, bo ktoś pomyśli, że się chwalę.
Skasowałem nawet gotowy odcinek na drugi kanał, bo bałem się, że odbiorą mnie jak narcyza. Dopiero później wytłumaczyłem – od 2007 roku przerobiłem tyle tanich kosiarek, że czas na coś porządnego. Kupiłem markową, ale nie chcę się tym przechwalać. Potem przyszła pora na pytania o mechanikę – ktoś pytał o rozrząd, ktoś o łożyska.
Doradzałem, co wiedziałem – że łańcuchy dają o sobie znać dźwiękiem przy zimnym rozruchu, że pasek wymienia się co sto tysięcy albo pięć lat. Że turbinę trzeba schładzać po jeździe i nie gasić silnika od razu. Chwaliłem silniki HDI, że 2. 0 to pancerny silnik, który daje radę.
Mówiłem o olejach – że nie ma co się przywiązywać do marek, ważne, żeby olej był dobry i wymieniany regularnie. Opowiedziałem też historię klienta, który wpadł z pretensjami o klimatyzację. Facet wjechał do warsztatu, zaczął opieprzać mojego pracownika w kuchni. Musiałem go ustawić do pionu – powiedziałem mu, że nie ma prawa tak się zachowywać, że jak chce rozmawiać, to zapraszam do biura.
Okazało się, że jechał w czterdziestostopniowym upale bez klimatyzacji, bo zobaczył wodę spływającą spod auta i myślał, że coś się psuje. A to była zwykła kondensacja. Musiałem mu tłumaczyć, że tak ma być. Siedział speszony, wsiadł do auta i pojechał.
Pod koniec rozmawialiśmy o wakacjach – ktoś pytał o kempingi, ktoś polecał Turcję. Agata powiedziała, że może i pojechałaby do Turcji przyczepą. Ja tylko westchnąłem – siedem dni w jedną stronę. Ale kto wie, może kiedyś.
Zaczynało robić się zimno. Agata krzyczała z domu, żebym wracał. Mówiła, że jestem przeziębiony i mam iść spać, że zrobi mi herbatę z miodem. Ja chciałem kawę o tej porze, ale nie ma szans.
Nawet ciasteczko mi schowała. Roześmiałem się – mówiłem, że z nią to jak w obozie. Ale tak naprawdę, to wiem, że o mnie dba. Po trzydziestu latach wciąż mamy siebie nawzajem.
Pożegnałem się z widzami, życząc im zdrowia, kasy i miłości. Powiedziałem, że szkoda, że niektórzy uważają, że jestem mechanikiem z przymusu, a nie z pasji. Nie mam pojęcia, skąd ten pomysł. Uciekam, bo czeka na mnie herbata i łóżko.
Do zobaczenia.


