Deszcz nie przestawał padać, gdy Kamil i Darek zerkali na zegarki, poganiając swoją siostrę klęczącą w błocie przy świeżym grobie ojca. Nie uronili ani łzy, bo dla nich to była tylko przeszkoda przed przejęciem majątku. „Długo jeszcze będziesz tu robić ten cyrk? ” – warknął Kamil, poprawiając krawat.

„Mamy spotkanie u notariusza za godzinę. ”
W kancelarii notariusz odczytał testament. Willa i dwa luksusowe samochody przypadły synom. Ania dostała „zawartość dolnej szuflady w gabinecie” – stary klaser ze znaczkami i pamiętnik.
Bracia wybuchnęli śmiechem, nazywając to makulaturą. „Pasujesz do naszej rodziny jak kwiatek do kozucha” – drwił Darek, gdy zmusili ją do podpisania zrzeczenia się praw do reszty majątku, grożąc, że spalą pamiątki, jeśli nie podpisze. Tydzień później Ania znalazła w klaserze list od ojca. Napisał, że willa i auta były zastawione pod hipotekę – długi przekraczały wartość majątku o dwa miliony.
Ale w klaserze był też znaczek – Błękitny Mauritius, wart cztery miliony złotych. „Zagrał z braćmi w ich własną grę i wygrał zza grobu” – pomyślała, trzymając list w drżących dłoniach. Tymczasem w willi bracia świętowali, aż do drzwi zapukał komornik z dokumentami o zajęciu majątku. Wyprowadzono ich w deszczu, w samych koszulach, bez samochodów i pieniędzy.
Gdy podjechała taksówka, wybiegli do Ani, błagając o pomoc. Podsunęła im wycenę znaczka. „Ten śmieć jest wart cztery miliony? ” – wydukał Kamil.
„To nie śmieć” – odpowiedziała spokojnie. „To pamiątka po ojcu. Chcieliście złota, dostaliście błoto. Podpisaliście zrzeczenie.
” Odwróciła się i odjechała. Sprzedała znaczek, kupiła mały dom i założyła fundację pomagającą samotnym starszym ludziom. Jej bracia zostali na drodze, oskarżając się nawzajem o chciwość. Stracili wszystko, bo chcieli za dużo.
Karma wróciła – cicho, ukryta w starym, zniszczonym zeszycie.


