Zatrzymaliśmy się na światłach, a on nagle wybuchnął śmiechem. „No patrz, nic nie mówi” – powiedział, wskazując na telefon. „Co jest do choroby jasnej? ” – zapytałem, sam nie wiedząc, o co mu chodzi.

Okazało się, że próbował czegoś na ekranie, ale bez skutku. „No dalej nic” – mruknął i w końcu przyznał, że wyłączone. „No [śmiech] ale były wyłączone”, dodał z rozbrajającą szczerością. Ruszyliśmy dalej, a ja od razu poczułem ukłucie niepokoju, bo mapa pokazywała czerwoną linię.
„Niestety tutaj są korki bardzo duże pod Zagrzebiem, także myślę, że chyba wtrafimy się bezpośrednio w same korki” – powiedziałem, próbując zachować spokój. „O, no to rewelacja” – westchnął, a ja dodałem, że miałem Focusa nagrać. To go nie uspokoiło. „O, no to faktycznie niefajnie” – mruknął, a potem, patrząc w okno, dodał, że woli Paklenicę.
Do celu było 291 km, a my utknęliśmy w trasie. Nagle ktoś z naszej grupy na CB zapytał, czy dojechaliśmy. „No co mała? No co jest?
” – odpowiedziałem krótko. Okazało się, że ktoś jedzie z Czech i chce wskoczyć do Chorwacji. „A ja na probie do Francji i potem na rozładunek do Czech. MPerek to niedaleko, to wskakuj do tego do Chorwacji.
Z Czech to już masz, wiesz, niedaleko” – usłyszałem. To była dobra wiadomość, ale 6 km do korka i moja frustracja rosła. „Nieprawdały do Polski” – rzuciłem z przekąsem, a on na to, że coś się czepiam. „No coś ty sezurała” – odpowiedziałem, ale wiedziałem, że nie ma sensu się kłócić.
Próbowałem coś przestawić w aucie, ale on patrzył na mnie z tym swoim spojrzeniem. „No nie przerzuciłem” – przyznałem, a on tylko skomentował, że widzi. „No dopiero, dopiero patrz. Nie no, bez przesady.
No przecież bramki stąd” – tłumaczyłem, czując, że nerwy biorą górę. „Ej, no bez przesady” – odpowiedział, jakby to ja był problemem. 250 do celu, a ja wciąż myślałem o tym Focusie, który mi umknął. Ktoś na CB zapytał o dystans, a ja odpowiedziałem, że 250.
Potem padło pytanie o jakiś ładny Dodge i o to, czy w Chorwacji wprowadzą elektroniczny system poboru opłat. „Nie no żart” – roześmiałem się, ale w głowie miałem tylko jedno: 246 do celu. „No wstępnie tak, tak” – powiedziałem, kiedy zapytał o plany, ale potem on rzucił coś, co mnie zaniepokoiło. „Ale w przyszłym roku planują wprowadzić ustawę, że jak przekroczysz przychód 100 000, to zamiast 8,5 będziesz płacił 15% podatku” – powiedział, a ja tylko mruknąłem, że za dużo powiedziane.
Ruch był coraz gorszy, a ja patrzyłem na licznik. 230 do celu. Nagle zadzwonił klient, ale nie chciałem rozmawiać, bo wolałem skupić się na drodze. „Dobra, klient dzwonił” – powiedziałem, ale on nie zwracał uwagi.
Zaczęliśmy rozmawiać o kempingu i o tym, dokąd pojedziemy. „My do Zuliany pojedziemy” – rzuciłem, a on zapytał, czy chcę do niej jechać. „No żartujesz? No nie proszę cię” – odpowiedziałem, ale on nalegał.
„A to tam dalej pod most” – dodał, a ja westchnąłem, bo wiedziałem, że to piąty raz jedziemy do tej miejscowości. „No piąty raz jedziemy do tej miejscowości i powiem wam, że nagram wam mniej więcej, jak domy wyglądają, gdzie wyglądają i nawet chyba gdzieś będę miał kontakt telefoniczny do właścicieli tych domów” – powiedziałem, próbując znaleźć sens w tym wszystkim. Potem on zapytał, dlaczego dochodzi do zatarcia silnika, a ja tylko parsknąłem, bo to był absurd. „Ale co to za powrót do przyszłości?
” – zapytałem, a on dodał, że właśnie. „No i super” – powiedziałem, ale w moim głosie nie było ani grama entuzjazmu. Okazało się, że jego auto miało problem, a on twierdził, że była okej. „To musisz do mnie” – powiedziałem, ale on nie zrozumiał.
„No czytaj” – rzuciłem, a on w końcu powiedział, że musi do mnie przyjechać. „O, no to takie coś pokombinujemy” – odpowiedziałem, czując, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Zaczęliśmy rozmawiać o wymianie aut, o Arielce, o tym, że to do zaakceptowania. „No ja wiem” – mruknąłem, ale wtedy on opowiedział mi coś, co mnie wkurzyło.
„Tam sprzedawali auto za 200 000, a Chińczykowi za 90 000 i 100 razy lepszym wyposażeniem” – powiedział, a ja tylko wycedziłem: „No sprawiedliwy suweren”. To była ironia, bo nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. „No to dobra” – dodałem, ale w myślach planowałem, co powiem dalej. „Daleko do celu jeszcze, sprawiedliwy suweren” – powiedziałem, a on zapytał, czy zmieniałbym co 100 000 lub 5 lat.
„No właśnie robimy test” – odpowiedziałem, ale patrzyłem na drogę. Zbliżaliśmy się do tunelu, a ja wiedziałem, że będzie gorzej. „Do tunelu więcej będzie. Raczej więcej będzie do tunelu” – powiedziałem, a on zapytał, ile.
„No to ze 150 to tak lekko jeszcze będzie do tunelu” – odparłem, czując, jak rośnie ciśnienie w aucie i we mnie. Ktoś na CB mówił o Marcie, o pułkowniku, a ja tylko dodałem, że do Chorwacji pojadę na oleju WH oil. „No nie, nie wiem” – odpowiedziałem na coś, czego nawet nie słyszałem, bo w głowie miałem tylko te kilometry. „Zadzwoń do wąskiego, on ci etykietę wydrukuje” – rzuciłem, próbując zakończyć temat.
„Tam są takie same widoki” – powiedział, a ja tylko potwierdziłem: „No już w Chorwacji”. „No to super” – odpowiedział, ale ja wiedziałem, że to nie jest super. Poprosiłem coś do picia, a on podał mi drugie. „Mogę prosić coś do picia?
… do końca” – powiedziałem, ale czułem, że to nie koniec. „No drugie mam” – odpowiedział, a ja patrzyłem na licznik. 143 do celu, moi drodzy.
Potem on zapytał, jak mnie namierzyliście, a ja tylko westchnąłem. „No dobrze” – powiedziałem, ale wiedziałem, że to nie będzie dobrze. Ktoś na CB mówił o 212 km, a ja dodałem, że mam 140 do celu. „Jeszcze 130 do tego minimum.
Do Staligradu” – powiedziałem, ale on zapytał o miejscowość. „Ja, ja mam do celu 136” – odpowiedziałem. „Woldemarlewski, do jakiej miejscowości tym razem? ” – zapytał, a ja tylko mruknąłem, że zobaczymy.
Wtedy światła przed nami zamigotały, a ja uświadomiłem sobie, że zbliżamy się do najdłuższego tunelu. „No tak, 2 km 300 m, a tam widzę następne w oddali, teraz to kawałek będą tunele aż do tego ostatniego najdłuższego” – powiedziałem, czując, jak serce bije szybciej. „O, no to super” – odpowiedział, a ja dodałem, że włączymy kostkarkę do lodu. „Karka do lodu” – powtórzyłem, próbując się rozluźnić.
Nagle ktoś na CB powiedział, żebym jechał do parkuera. „No nie” – odpowiedziałem, ale potem on zapytał, po co w ogóle jedziemy do Chorwacji. „No przede wszystkim słuchajcie, w pierwszej kolejności, po co się jedzie do Chorwacji? ” – powiedziałem, ale nie doczekałem się odpowiedzi.
Ktoś mówił o kamperze, o tym, że mam 78 do celu. „No ale nieważne” – powiedziałem, bo 77 do celu to było dla mnie jedyne, co miało znaczenie. „No dobra, no spoko” – odpowiedział, ale ja wiedziałem, że to nie jest spoko. Ktoś wspomniał o winietach, o tym, że trzeba doliczyć 60.
„No to jest 60” – powiedziałem, ale on dodał, że właśnie teraz jedzie. „Do Mariangowa byłoby lepiej pojechać” – powiedziałem, ale on tylko skomentował, że w listopadzie. „No cóżowa w listopadzie” – odpowiedziałem, czując, że to wszystko nie ma sensu. „No ale dobra” – dodałem, ale w głowie miałem tylko jedno: zaraz wjedziemy w ten tunel, a ja nie wiem, co będzie dalej.
77 do celu. I wtedy zobaczyłem światła.


