“Nie potrzebuję u siebie takich fachowców. Nawet za darmo bym pani nie zatrudnił.” Nowy szef rzucił to przy wszystkich, dając mi do zrozumienia, że jestem tylko bezużytecznym ciężarem. Przetrwałam…

"Nie potrzebuję u siebie takich fachowców. Nawet za darmo bym pani nie zatrudnił." Nowy szef rzucił to przy wszystkich, dając mi do zrozumienia, że jestem tylko bezużytecznym ciężarem. Przetrwałam...

Nie potrzebuję u siebie takich fachowców. Nawet za darmo bym pani nie zatrudnił. Rzucił nowy szef, dając mi do zrozumienia, że jestem dla niego tylko bezużytecznym ciężarem i że nie zawaha się mnie zwolnić. Nie miałam wtedy pojęcia, że jedna wspólna kolacja wywróci wszystko do góry nogami.

Thumbnail

Wyciąga pani te dane z kosmosu, pani Aniu, czy może jakieś tajemnicze głosy podpowiadają pani te liczby? Spokojnie zdjęłam dłonie z klawiatury i schowałam je pod blat, opierając je na kolanach. Przetrwałam trzech różnych dyrektorów i żaden z nich nigdy nie odważył się odezwać do mnie w ten sposób. Różnica, o której pan mówi, wynika wyłącznie z opóźnień w dostawach do naszego trzeciego magazynu.

On po prostu potrzebował kogoś do bicia. I jeśli do końca dnia nie dostanę na biurko rzetelnego zestawienia, to się pożegnamy. Nikt nie chciał być następny na liście do odstrzału. Odruchowo przysunęłam się do biurka i chwyciłam za myszkę, chociaż kursor na ekranie wyraźnie drżał.

Wracam do roboty. Ponownie otworzyłam system i baza danych pojawiła się na ekranie. Do pory obiadowej atmosfera wcale nie zelżała. Potem przenieśli go do centrali w Warszawie na stanowisko wiceprezesa, aż w końcu zasiadł w głównym gabinecie.

Bardzo lubiłam swoją firmę, która należała do holdingu. Zaśmiał się cicho do słuchawki. Twój niezawodny rentgen do ludzi bardzo mi się dzisiaj przyda. Same najbardziej problematyczne oddziały.

Po prostu przyzwyczajenie się do nowego szefa chwilę zajmuje. Schowałam telefon do kieszeni swetra. Wróciłam do biurka. Do końca pracy zostało już tylko trochę ponad 4 godziny.

Dzień pracy kończy się za 20 minut. Czy wydaje się pani, że staż pracy daje pani prawo do stawiania mi warunków? No i co, Ania? Przysunęłam do siebie teczkę i otworzyłam ją na pierwszej stronie.

To nie był żaden raport do przygotowania. To była bezczelna, prosta zagrywka, żeby zmusić mnie do samodzielnego złożenia wypowiedzenia i uniknięcia wypłaty odprawy. Do restauracji miałam około godziny drogi, więc pojechałam najpierw do domu. Rozmowa przy stole szybko wróciła do tematów firmowych.

Rosnących kosztów i braku rąk do pracy. Słuchałam w skupieniu od czasu do czasu dorzucając krótką uwagę, gdy Michał pytał mnie o zdanie. Rzucił podchodząc sprężystym krokiem do stołu i wyciągając dłoń do Michała. Bartosz skinął głową pozostałym dyrektorom, obszedł stół i skierował się do wolnego krzesła naprzeciwko Michała.

Zanim jednak przejdę do tego, co wydarzyło się później, zerknijcie na dół, zostawcie łapkę w górze i zasubskrybujcie kanał, jeśli ta historia jakoś do was trafia. Do tego zmusza pan pracowników do darmowych nadgodzin pod groźbą bezprawnego zwolnienia. A jeśli zacznie pan machać paragrafami, tak jak dzisiaj proponował pan mojej żonie, to do południa na pańskim biurku wylądują wyniki pełnego audytu w trzecim magazynie i wtedy będziemy rozmawiać już w obecności prokuratora. Każdy z nich w duchu analizował własne grzeszki i przypominał sobie, jak na co dzień odnosi się do swoich podwładnych.

Powiedział opanowanym głosem, nalewając sobie wody do szklanki. Wracajmy do interesów. Rozmowa przy stole stopniowo wracała do normy. Następnego dnia przyszłam do biura punktualnie na 9:00.

O 9:30 do mojego biurka podeszła Gosia z kadr. Schowałam do szuflady tę grubą teczkę z brudnopisami protokołów. No co ty powiesz?