W warsztacie stanęło auto, które nagle przestało ciągnąć. Myślałem, że to zwykły problem z DPF-em, dopóki nie zobaczyłem kabli obranych do zera i skręconych ze sobą — ktoś celowo zniszczył…

W warsztacie stanęło auto, które nagle przestało ciągnąć. Myślałem, że to zwykły problem z DPF-em, dopóki nie zobaczyłem kabli obranych do zera i skręconych ze sobą — ktoś celowo zniszczył...

Zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć, w garażu stanęło kolejne auto. Miałem już przeczucie, że to nie będzie zwykła wymiana oleju, ale nie sądziłem, że aż tak się wkopiemy. Klient mówił, że silnik nagle zaczął pracować dziwnie, a auto nie chciało równo ciągnąć. No i oczywiście check engine — tryb awaryjny, jakby ktoś celowo blokował moc.

Thumbnail

Pierwszy rzut oka: ktoś grzebał przy instalacji. Na rurce od DPF-u widać było ślady, ale to nie była zwykła usterka — to była domowa robota. Żeby dostać się do czujnika różnicy ciśnień, trzeba było odkręcić filtr powietrza i wsunąć kamerę w głąb układu. Sprawdziliśmy wszystkie wtyczki.

Zapięte. Błędy? Zwarcie do masy. Kasujemy — wraca.

No to nie mogło być przypadkowe. No i wtedy Marcin powiedział coś, co mnie zatrzymało:
— No patrz, wszystkie trzy kable są podziurawione. Ktoś je obrał do zera i skręcił ze sobą. Zamiast zaizolować, zostawił gołe przewody.

Zrobiło mi się gorąco. To nie była awaria — to był sabotaż, amatorszczyzna, która mogła spalić pół instalacji. Wszystko wskazywało na to, że czujnik ciśnienia wstecznego spalin siedzi w tym bagnie po uszy. Zadzwoniłem do Mądrego, bo sam już nie wiedziałem, gdzie szukać.

Powiedział mi, żeby sprawdzić kolektor. I tam zobaczyłem coś, co mnie dobiło — przepływka, czujnik, a przewody wyglądały, jakby ktoś je celowo zniszczył. Wymiana czujnika to był strzał w ciemno. Ryzyko: 80 złotych w błoto, jeśli to nie on.

Klient mógł w każdej chwili wybuchnąć, że na wymianę całego auta się nie pisze. Ale trzeba było spróbować. Podłączyliśmy nowy czujnik, odpalamy. Silnik od razu zaczął pracować inaczej.

Marcin zrobił rundę testową i wrócił z uśmiechem:
— Teraz ciągnie do 3500 obrotów i rwie do przodu jak nowy. Udało się. Trafiliśmy od razu, a winowajcą był ten jeden czujnik. Ktoś kiedyś go podmienił lub tak zmasakrował instalację, że zwierał przy każdej próbie normalnej jazdy.

Ale to nie koniec. Bo jeśli ktoś celowo to zrobił, to pytanie brzmi: co jeszcze namieszał w tym aucie, zanim trafiło do nas?