Kamil stał w drzwiach i patrzył, jak Natalia pakuje kanapki do płóciennej torby. Kiedyś wyśmiałby jej oszczędność, nazwał dziwactwem, ale od tamtego listopadowego popołudnia nie odezwał się ani słowem. Widział ją wtedy na placu, jak podchodziła do mężczyzny w szarym płaszczu, który wręczył jej kopertę. Kamil znał ten gest, sam kiedyś tak odbierał pieniądze od ojca.

Natalia schowała kopertę do kieszeni i poszła na tramwaj, a on stał za winklem z sercem w gardle. Wrócił do domu i już wiedział. To nie była jego córka, tylko dziewczyna, która udawała, że żyje z pensji projektantki. Zaczęło się od drobnych rzeczy.
Kamil przestał narzekać na kanapki, sam pakował termos, a kiedy Natalia wspomniała o awarii pralki, zaproponował, że załatwi mechanika. Nazajutrz pojechali do jej rodziców na obiad. W ogrodzie Roman, ojciec Natalii, wyciągnął kopertę i powiedział, że to prezent na start, dwieście tysięcy, może trzysta. Natalia odpowiedziała szybko, że chcą zapłacić sami.
Kamil poczuł, jak plecy mu się prostują, ale Roman tylko wzruszył ramionami. Wieczorem Natalia klęczała na podłodze łazienki, wycierała wodę po pękniętej rurze, a on stał w drzwiach i patrzył na jej ręce. Wieczorem zadzwoniła do Doroty, opowiadała o awarii i o tym, że chcą skromny ślub, bez setki gości. Kamil słuchał z sypialni i myślał o tym, że Roman jednak im pomoże, bo tak to zwykle działa.
W dniu ślubu Roman podszedł do nich i wręczył Kamilowi kopertę. Mamo, nie wierzę, powiedziała Natalia, kiedy otworzyli. W środku był voucher na pralkę, nową, za sześć tysięcy. Dwóch pracowników wniosło ogromne pudło do przedpokoju, a Natalia śmiała się i mówiła, że koniec z suszarką w salonie.
Kamil patrzył na pudło i widział nie sprzęt, tylko sześć tysięcy zamiast tego, czego się spodziewał. Zaczął wracać do domu rozdrażniony, szukał zaczepki, a kiedy Natalia wspomniała o nowych cenach mieszkań, wybuchnął. Przy tych cenach będziemy odkładać do czterdziestki. Odpowiedziała spokojnie, że nie zadzwoni do ojca, bo chce żyć sama.
Ta cisza doprowadzała go do szału bardziej niż krzyk. Pewnego wieczoru znalazł na stole list z banku. Natalia nie miała pojęcia, że on go otworzy. Kwota na wyciągu była dokładnie taka jak wtedy, kiedy widział ją na placu z mężczyzną w szarym płaszczu.
Kamil przeczytał, odłożył papier i wszedł do kuchni, gdzie Natalia stała przy pralce i wybierała program. Nawet nie odwróciła głowy. Spokojnie powiedziała, że to jej pieniądze, zarobione, odłożone, i że nie zamierza o nich rozmawiać. Kamil wyszedł do sypialni, a ona wrzuciła ubrania do bębna, wsypała proszek i nacisnęła start.
Maszyna zabuczała, a on stał po drugiej stronie ściany i wiedział, że ta cisza jest gorsza niż jakakolwiek kłótnia.


