Kiedy rozprawa ruszyła, w sali sądowej zrobiło się cicho. Mecenas Teresa Krajewska położyła przed sędzią pierwszy plik dokumentów i powiedziała, że sprawa dotyczy czegoś, co wydarzyło się ponad dwadzieścia lat temu. Marek Wolski, mąż Hanny, siedział wyprostowany, ale jego twarz zdradzała napięcie. Krajewska zwróciła się do sądu i zaczęła czytać, że system WDS Core, który Marek publicznie nazywał swoim dziełem, został zbudowany na fundamentach stworzonych przez Hannę.

To ona pisała pierwszą dokumentację, to ona szukała błędów w kodzie, gdy system się zawieszał, to ona przez lata poprawiała to, co on prezentował jako swoje osiągnięcie. Marek pochylił się do mecenasa Rogalskiego i szepnął coś o tym, że to przecież jego firma. Rogalski odpowiedział cicho, że sąd odniesie się do wniosków po analizie dokumentów. Hanna siedziała obok swojej prawniczki, nie patrząc na męża.
Wspomniała, że przez lata mówił ludziom, że stworzył system, którego nie potrafił nawet uruchomić bez jej notatek. Dla niego dokumentacja była nudnym dodatkiem do sukcesu. Klara, ich córka, siedziała kilka rzędów dalej i nie odrywała wzroku od matki. W końcu to ona przyszła do prawników wcześniej, zanim sprawa trafiła do sądu.
Marek był przyzwyczajony, że ludzie słuchają jego historii. Mówił często: „Mój system, moja firma, moja wizja”. Ale tamtego dnia w sądzie jego słowa brzmiały pusto. Gdy rozprawę przerwano na krótką przerwę, Marek wstał gwałtownie i wyszedł na korytarz.
Hanna wyszła za nim. Powiedziała spokojnie, że pracownicy od lat kierowali pytania techniczne bezpośrednio do niej, bo wiedzieli, kto naprawdę rozumie system. Marek odwrócił się i zapytał, czy ona naprawdę zamierza to zrobić. Hanna nie odpowiedziała.
Klara podeszła do niej i powiedziała cicho, że media branżowe już dzwonią. Sędzia zarządziła, że sąd dopuszcza przedstawione dokumenty do dalszej analizy i zobowiązuje strony do uzupełnienia materiału dowodowego. Kiedy wróciła do gabinetu, Marek musiał przyłożyć kartę dwa razy, zanim drzwi się otworzyły. Dostęp do części systemów został czasowo ograniczony do czasu wyjaśnienia sprawy.
Marek zapytał, czy to dotyczy całej firmy, ale nie było jasne, czy mówi do Hanny, Klary, prawniczki, czy do samego siebie. Hanna poprosiła o zdjęcie ich ze ściany i przeniesienie do archiwum firmy. Nie do kosza, do archiwum, bo przeszłość, nawet niewygodna, też była dokumentem. Wieczorem wróciła do gabinetu.
Na biurku leżała granatowa teczka, ta sama, z którą przyszła do sądu. Otworzyła ją i wyjęła pierwszy opis systemu WDS Core napisany przez nią ponad dwadzieścia lat wcześniej. Kiedy następnego dnia weszła do sali konferencyjnej, rozmowy ucichły. Powiedziała, że ludzie, którzy tworzą system, mają mieć głos w jego rozwoju.
Powiedziała też, że firma jest zbudowana na pracy wielu ludzi i na prawdzie, że dobry system działa najlepiej wtedy, gdy nikt nie ukrywa błędów pod ładnym opakowaniem. Marek słuchał z daleka, ale już nikt nie pytał go o zdanie. Hanna dziękowała na koniec wszystkim, którzy wysłuchali tej historii do końca. Potem wstała i wyszła z sali.
Zostawiła za sobą gabinet, który przez lata należał do Marka, i zaczęła porządkować to, co on zostawił w chaosie.


