„Znalazłam kartę, którą zablokowałam tydzień temu. Leżała na półce w przedpokoju, pod kluczami, których Sebastian nie używał od miesięcy. Powiedział tylko: »No przecież nie mogę tak po prostu…

„Znalazłam kartę, którą zablokowałam tydzień temu. Leżała na półce w przedpokoju, pod kluczami, których Sebastian nie używał od miesięcy. Powiedział tylko: »No przecież nie mogę tak po prostu...

Urodziny Sebastiana zbliżały się wielkimi krokami, ale Wiktoria nawet nie musiała zaglądać do salonu, żeby wiedzieć, co się tam dzieje. Usłyszała tylko: „Mamo, żadnego czekania w kolejce do przychodni, tylko prywatna klinika”. Wracając do domu, marzyła o ciszy i szklance kefiru. Gdy weszła do salonu, Tamara, teściowa, już czekała.

Thumbnail

„No tak, mamo, pogadamy później. Sebuś haruje jak wół, a jednak znajduje czas, żeby zadzwonić do matki, przelać pieniądze. Trzeci dzień nie mogę się do ciebie dodzwonić, żeby zapytać, jak w pralce włączyć program do delikatnych tkanin”. Wiktoria odwróciła się bez słowa i poszła do kuchni.

Deska do krojenia była pokryta tłustymi smugami. Nagle usłyszała: „Dach na działce to będzie co najmniej 100 000 zł. No ja myślałem, może z twojej premii, albo weźmiemy kredyt”. Wiktoria zamarła.

„No a kto zapłaci za dach? ” – zapytała cicho. „No Wikuś, coś wymyślimy. No już, przynieście go”.

Sebastian przykleił do twarzy pogodny uśmiech człowieka, któremu wszystko się układa, i pognał do salonu. Otworzyła szafkę, wyjęła karmę i wsypała do miski. Później Sebastian oznajmił, że nie dogadali się co do strategii, zamknął temat i wrócił do komputera. Rosły przy wejściu do metra – powiedział wtedy.

Sebuś był konsultantem do spraw ryzyka finansowego. Wika odprowadziła teściową do drzwi. „Do widzenia, pani Tamaro”. „No do zobaczenia i nie pracuj tyle”.

Potem wróciła do pokoju. Rano, jadąc do pracy, zablokowała dodatkową kartę do swojego konta, z której korzystał Sebastian. Telefon schowała do torby, kiedy światło zmieniło się na zielone. Tego samego wieczoru Sebastian wpadł do pokoju z szeroko otwartymi oczami.

Wiktoria przesunęła kursor do kolejnej komórki arkusza. „Chciałem tylko zatankować do pełna i kupić kawę”. „Właśnie bank się zdziwił, że bezrobotny tankuje benzynę 95 do pełna”. „No to będziemy czekać na transzę”.

Odwróciła się z powrotem do laptopa, zanim zauważył uśmiech. „Smaczne, ale ja się przyzwyczaiłam do wołowiny” – powiedziała przy kolacji. Widelec zatrzymał się Sebastianowi w połowie drogi do talerza. „No ja po prostu teraz…” – zaczął, ale urwał.

Po godzinie znowu wyjął telefon, przeczytał wiadomość jeszcze raz i odłożył go ekranem do dołu. Zdjął buty, doczłapał do kuchni i ciężko opadł na krzesło. „No ten jeszcze ze szkoły”. „No tak, Seba, to powiedz prawdę”.

Ale on tylko westchnął. Tamara przywiozła kilka słoików przetworów, ale wraz z nimi wniosła do przedpokoju atmosferę generalnej inspekcji. „No Wika”. Tamara Nowak przeszła do kolejnego punktu inspekcji.

„Do twojego gabinetu pasowałby idealnie. No co ci szkodzi? ” Wiktoria bała się nawet wziąć go do ręki. Przygotowywała się do tej chwili przez kilka ostatnich dni.

Podczas uroczystości, gdy wszyscy jedli łososia i zachwycali się sukcesami Sebastiana, niektórzy goście odruchowo pochylili się do przodu. Wika podeszła do ekranu. Ciocia Grażyna przestała żuć, a widelec zastygł jej w połowie drogi do ust. „Wik, no po co ty?

” – szepnęła. Tamarze Nowak nie było jednak do śmiechu. „Mamo, no tam jest skomplikowany schemat” – bronił się Sebastian. „No tak, mamo, teraz biznes tak działa”.

Tamara Nowak powoli podeszła do syna. „Tamara, no ty…” – zaczęła, ale teściowa odwróciła się do niej i nagle jakby uszło z niej całe powietrze. Ponownie odwróciła się do syna. „Jutro idziesz do pracy i mam gdzieś, gdzie”.

Jeszcze 20 minut wcześniej wszyscy jedli łososia, omawiali kontakty Sebastiana i zachwycali się jego interesami. W końcu ciocia podeszła do Wiki i wyszeptała: „Trzymaj się, dziewczyno”. Sebastian nie śmiał wejść do pokoju. Wika zgarnęła resztki sałatki do kosza.

Papierek podszedł do niej i otarł się o nogę. „No co, Kudłaczu? ” – mruknęła. Sebastian wszedł do środka, przynosząc ze sobą zapach chłodnego powietrza i tytoniu.

„No przecież nie mogę tak po prostu przyjść. Albo stacja benzynowa, albo mama przeprowadza się do nas”. Ze spuszczoną głową powlukł się do łazienki. Wika podeszła do okna.

„No co? ” – zapytała samą siebie. „No proszę”.