„Chcecie, żebym was pozwał i doprowadził do zamknięcia tego miejsca? ” – ryknął Tomasz, a jego głos odbił się echem od marmurowych ścian sali VIP w hotelu Grand Warszawa. Stałam naprzeciwko niego, czując na sobie wzrok jego matki, Barbary, która patrzyła na mnie z pogardą. Zapach importowanych róż mieszał się z ciężką atmosferą, a brzęk kieliszków ucichł, gdy wszyscy odwrócili się w naszą stronę.

„Zbieraj się do domu, spakuj swoje rzeczy i znikaj” – warknął, ale ja tylko uniosłam brew. Przez siedem lat byłam tą uległą żoną, która znosiła jego humory i upokorzenia. Byłam przyzwyczajona do jego wybuchów, ale dziś coś było inaczej. Dziś to ja miałam zaplanowany finał.
Do środka wbiegło czterech ochroniarzy w czarnych mundurach, ale zamiast chwycić mnie za ramiona, stanęli po mojej stronie. „Zapłaciłem ponad 100 000 zł za wynajęcie tego miejsca, a wy pozwalacie, żeby ta wariatka zrujnowała mi wieczór! ” – krzyczał Tomasz, ale ochroniarze nie drgnęli. „Pan Piotr nie powiedział do Tomasza ani słowa” – zauważyłam, po czym uśmiechnęłam się delikatnie.
Podeszłam do stołu, wyciągnęłam z kieszeni Tomasza diamentowy naszyjnik, który kupił dla swojej kochanki. „Pani prezes, system bezpieczeństwa zablokował wszystkie wejścia i wyjścia zgodnie z poleceniem” – zameldował ochroniarz, a ja skinęłam głową. Wieczór, który miał być jego triumfem, stał się moim.
Ale to nie był koniec – to był dopiero początek.


