Marek wrócił do mnie i objął mnie w pasie. Jagna weszła do naszej rodziny. W przedpokoju pachniało pastą do podłogi i starymi perfumami. Po obiedzie przeszliśmy do salonu.

Przygotowywałam dokumenty do projektów fundacji. Niedługo potem przyszła do mnie wiadomość. To słowo zaczęło wracać do mnie jak refren. Zostałyśmy same.
Marek wrócił z dyszany, pocałował mnie w skroń, a ja na chwilę poczułam, że może jednak da się zbudować most między tymi dwoma światami. Po kolacji przeszliśmy do herbaty. Marek wyjął notes, w którym zapisaliśmy wstępne pomysły. Ona zdążyła zadzwonić do wszystkich przed śniadaniem.
Powiedziała: “Nie do wszystkich, do właściwych”. Wstałam i podeszłam do okna. Przyniosła je do mojego domu, pokazała wszystkim. Więc zadzwonisz do niej?
Nie możemy teraz dolewać oliwy do ognia. Książki ułożyłam w kartonie grzbietami do góry. Potem włożyłam do pudełka. Wieczorem napisałam do Marka jedną wiadomość.
Potem zadzwoniłam do Kamili z fundacji. Jeszcze poprzedniego dnia pewnie zadzwoniłabym do Marka. Nie wpuściłam go do środka. Wystawiłam pudełka do przedpokoju i stanęłam w progu.
Po pracy wracałam do domu mamy albo do siebie. Chodziłam po dworcu między ludźmi spieszącymi się do pociągów z kopertą wciśniętą głęboko do torebki. Wróciłam do mieszkania wieczorem. Były zdjęcia, wiadomości, krótkie notatki Ireny i jeden stary list, którego Helena nigdy nie wysłała, albo którego kopie ktoś zachował.
Powtarzalność, ten sam mechanizm, te same zdania. Sama do ciebie zadzwoniła? Mama naciska, żebyśmy wrócili do przygotowań. Droga do czego?
Do ślubu czy do prawdy? Do prawdy. Powiedziałam cicho do odbicia. Powiedziała do Marka.
Uśmiechałam się do zdjęć. Przed toastem podeszła do mnie i Marka. Ten, do którego wszystko prowadziło. Syknęła do mnie.
Odwrócił się powoli do matki. Wtedy Irena podeszła do stołu. Podeszła niepewnie do Marka. Aneta przestała szeptać do męża.
Helena odwróciła się do pani Elżbiety. Miał może niewiele ponad 20 lat i wyglądał jakby najchętniej zapadł się pod ziemię. W tej sekundzie wróciła do roli. Stefan odwrócił się do niej.
Nie do mnie, od niej. Marek odwrócił się do mnie. I wtedy Irena podeszła do mnie. Stefan podszedł do nas powoli.
Miałam do tego prawo. Nie do Marka. Do mnie jako. Wyprowadziłem się do siostry.
Marek odprowadził ojca do drzwi. Jest do ciebie. List był dokładnie taki, jakiego można się było spodziewać pochylenie. Marek przeczytał list i odłożył go powoli.
Nie zaprosiłam jej do naszego mieszkania. Przez chwilę patrzyłam na przejrzysty płyn i wróciłam myślą do tamtej sali weselnej, do świateł, do białego obrusu, do kieliszka, który miał stać się narzędziem mojego upokorzenia. Irena podeszła do niej na chwilę.


