Nie wiedzieli, że niezależne konsultacje, o których im mówiłam, to w rzeczywistości restrukturyzacje korporacyjne dla spółek z indeksu WIG 20 – powiedziała, wchodząc do pokoju. Nie każdy jest stworzony do korporacyjnego wyścigu szczurów. To nie jest oficjalne aż do poniedziałku, ale Łukasz awansuje na dyrektora regionalnego do spraw operacyjnych w firmie Wektor. Jest człowiekiem, który zatrzymał się w rozwoju dwadzieścia lat temu i resztę kariery spędził, zrzędząc na ten temat.

Dodała, mrugając do Krystyny. Odwrócił się z powrotem do mnie, a jego głos zniżył się do sztucznego szeptu ociekającego protekcjonalnością. Pieniądze Łukasza należą do niego. Odwrócił się do mnie plecami, by dolać sobie drinka.
Chodźmy do jadalni – zagrzmiał Włodzimierz, nalewając obficie kabernet do kieliszka. Nadal widnieje jako koordynator do spraw logistyki. Zaznaczyłem również do weryfikacji. To był wewnętrzny mail od Kaczmarka do Łukasza sprzed trzech dni.
Żołądek podszedł mi do gardła. Gdy wróciłam do stołu, atmosfera ze świątecznej zmieniła się w spiskową. Włodzimierz odchylił się do tyłu z irytacją, przerywając. Wierzę w jego przyszłość, w przeciwieństwie do pewnych osób.
Łukasz zamarł z widelcem w połowie drogi do ust. List, który ci dał, jest bezwartościowy. Próbuję nakłonić cię do przelania gotówki na kątosłup, zanim zniknie. Łukasz wstał, odrzucając krzesło do tyłu.
Ryknął Włodzimierz, wstając, by do niego dołączyć. To nie był list polecający. Potrzebuję tych dwustu kawałków do piątku, inaczej umowa przepadnie. Dzwoniłeś do kadr?
Nie muszę dzwonić do kadr – wrzasnął Łukasz. Dziękujemy za telefon do firmy Wektor Logistyka. Do widzenia. Do tego czasu pieniądze znikną.
Przerwałam, pozwalając, by cisza rozciągnęła się aż do bólu. Odwróciłam się do Łukasza. Jestem właścicielką budynku, do którego wchodzisz każdego dnia, Łukaszu. Należą do mnie serwery, z których wysyłasz maile.
Należy do mnie system kadrowy, który wypisuje ci czeki i od godziny osiemnastej dziś wieczorem to ja decyduję o tym, kto w niej zostaje, a kto odchodzi. On należy do ciebie. Przetwórz zwolnienie – powiedziałam do telefonu. Próbowałeś ukraść dwieście tysięcy, Łukaszu.
Gdybyś był kimkolwiek innym, posłałabym cię do prokuratury. Opadł na sofę, wyglądając na dwadzieścia lat starszego. Podeszłam do drzwi frontowych. Ale niech ochrona pójdzie z nim do samego gabinetu.
Wrzuć mnie do innego działu. Moglibyśmy wrócić do udawania. Odparłam, wstając i podchodząc do okna. Odwrócił się do wyjścia, ale zatrzymał się w drzwiach.
Wyszłam do samochodu. Miałam firmę do poprowadzenia, miałam przyszłość do zbudowania i po raz pierwszy w życiu jechałam w jej stronę, nie oglądając się za siebie.


