Do sali wszedł policjant, zamknął drzwi na klucz i zasłonił mi usta dłonią. Wniósł mnie przez główne wejście do siedziby Sokół Logistyka i windą wjechał na drugie piętro. Postawił pudło na środku stołu. Firma rozrosła się z jednej ciężarówki do dwudziestu, potem do stu, aż w końcu do dwustu trzydziestu pojazdów, które co tydzień wyjeżdżały z naszej bazy pod Piasecznem.

Weronika dołączyła do nas po studiach ekonomicznych. Woziliśmy towary po całej Polsce, a także do Niemiec, na Litwę i na Ukrainę. Lekarz prowadzący, doktor Henryk Malinowski, ostrożnie wyjaśnił, że złamane żebra zrosną się same, ale muszę unikać wysiłku. Niczego nie powiedziałem o tym, że zanim Weronika dotarła do mojego łóżka, ktoś inny już tam był.
Siwe włosy zaczesane do tyłu, w dłoni papierowy kubek kawy ze szpitalnej stołówki. Weronika Sokołowska przekierowuje kontrakty transportowe do zewnętrznych operatorów powiązanych z prywatną grupą inwestycyjną. Zapytałem, czy w sali jest coś, co należy do firmy. Córka powiedziała, że wczoraj przyniosła jakieś papiery, ale zabrała je do domu.
Zadzwoniłem do Marka. Następnego ranka Weronika przyniosła mi kawę z rogu, dokładnie taką, jaką piłem od dwudziestu lat. Przewożone substancje okazały się prekursorami chemicznymi wykorzystywanymi do produkcji narkotyków. Człowiek, który przez trzydzieści pięć lat prowadził firmę z dwustu trzydziestoma pojazdami, nie potrzebuje nagłej ochrony finansowej na podstawie sześciotygodniowej opinii lekarza, który – jak podejrzewamy – otrzymał osiemdziesiąt tysięcy złotych od głównego wspierającego finansowo.
Przelewy wykonano w dwóch ratach: pierwsza trzy tygodnie przed moim wypadkiem, druga cztery dni po przyjęciu do szpitala. Opinia lekarska została zaplanowana, zanim jeszcze doszło do wypadku. Następnego ranka pojechałem do siedziby Centralnego Biura Śledczego Policji w Warszawie i dobrowolnie zgłosiłem się do nadkomisarz Agnieszki Kowalczyk. Wszedłem do budynku.
Czwartym dowodem był zapis przelewu osiemdziesięciu tysięcy złotych na konto doktora Henryka Malinowskiego, autora opinii popierającej wniosek o ubezwłasnowolnienie. Wiktora Zalewskiego zatrzymano tego samego ranka na lotnisku Chopina, przy bramce do lotu do Zurychu. Skórzana teczka, ta sama, z którą sześć lat wcześniej wszedł do mojej sali konferencyjnej z ofertą kupna i uśmiechem, trafiła do worka dowodowego. Kiedy Weronika zrozumiała, do czego to prowadzi, była już w to wciągnięta zbyt głęboko.
Zofię Kwiatkowską awansowano na dyrektorkę do spraw zgodności. Tadeusz Wierzbicki dołączył do rady doradczej firmy, przyjeżdżając z Krakowa w każdy pierwszy wtorek miesiąca, kiedy razem topiliśmy kawę w milczeniu, patrząc, jak baza budzi się do życia. Położyłem list obok fotografii.
Dziękuję, że zostaliście do samego końca.


