Dostałem do testów tablet diagnostyczny Tinkcar 689 BT. Na polskim Amazonie kosztuje około 2100 złotych brutto, ale w opisie filmu jest kod rabatowy, więc można go dostać taniej. To propozycja dla początkujących mechaników i dla tych, którzy chcą diagnozować swoje auto w domowym garażu. Przyszedł w solidnym etui, cały i zdrowy.

Ważna rzecz: jeśli paczka ma zerwaną plombę, trzeba to zgłosić producentowi, bo mógł ktoś już grzebać w środku. W zestawie znalazłem kabel sieciowy, instrukcję, ładowarkę z przejściówkami do różnych gniazdek, przewód USB, przedłużkę do gniazda OBD i oczywiście sam tablet. Ekran ma 8 cali, baterię 4150 mAh, a głowica OBD jest magnetyczna, więc ciężko ją zgubić. Pierwsze uruchomienie przywitało mnie po angielsku, ale po chwili wybrałem polski język i całe menu było już po polsku.
Tablet od razu zaproponował samouczek, który prowadzi krok po kroku przez konfigurację. Po podłączeniu do Wi-Fi ściągnął wszystkie aktualizacje – to ważne, bo producent często je wypuszcza. Zacznijmy od prostego przypadku. Podpiąłem się do Renault Captur z 2013 roku, benzynowego.
Wykonałem autoskan, tablet sam rozpoznał VIN i model. Szybkie skanowanie pokazało kilka błędów. Najprostszy dotyczył czujnika ABS przy tylnym prawym kole. Wszedłem w szczegóły, a Tinkcar od razu pobrał z internetu opis usterki: nieprawidłowa częstotliwość sygnału, możliwe przerwany przewód albo problem z kostką.
Skasowałem błąd i zniknął. Zostało jeszcze kilka innych kodów, głównie od klimatyzacji i inteligentnego ładowania. W Capturze z tego rocznika, gdy akumulator jest słaby, potrafi sypać elektronicznymi błędami z powodu spadków napięcia. Wyczyściłem wszystkie kody, ale jeden został – rozrusznik, otwarty obwód lub zwarcie do masy.
Samochód odpalał bez problemu, więc to raczej zapisany błąd, a nie realna usterka. Tablet podpowiedział, co sprawdzić: przekaźnik, złącza, zaciski. Kolejny test to Volkswagen Passat B6, wóz operacyjny z przebiegiem 508 tysięcy kilometrów, choć to już drugi licznik, więc realnie pewnie ponad milion. Chciałem sprawdzić, czy Tinkcar poradzi sobie z cofaniem tłoczków przy elektrycznym hamulcu ręcznym.
Podłączyłem się, zrobiłem szybkie skanowanie – mnóstwo błędów, ale elektronika hamulców była czysta. Wszedłem w funkcje serwisowe. Tablet przypomniał, że napięcie akumulatora nie może być niższe niż 12 V, żeby nie uszkodzić sterownika zacisku w trakcie procedury. Wybrałem opcję otwarcia zacisków hamulcowych.
Po chwili usłyszałem, jak tłoczki się cofają – trwało to około 30 sekund. Komputer poinformował, że mogę wymienić okładziny, ale nie wolno wyłączać tabletu, żeby nie zgubić procedury. Po wymianie wybrałem opcję zamknięcia zacisków i wszystko wróciło do normy. Test zajął mi dwa dni, bo wczoraj zacząłem w połowie dnia, a dziś rano przyjechałem na chorobowym, żeby dokończyć nagranie.
Co ciekawe, tablet działał przez cały ten czas na baterii – zostało jeszcze 30 procent. Bateria 4510 mAh naprawdę robi robotę. Podsumowując: Tinkcar 689 BT to świetny wybór dla początkującego mechanika albo do domowego garażu. Za mniej niż 2000 złotych dostajecie wielozadaniowy komputer, który łączy się przez Bluetooth do 15 metrów, więc możecie swobodnie chodzić wokół auta.
Ma mnóstwo gotowych procedur serwisowych, opcje diagnostyczne, a producent zapewnia, że w grupie VAG można nim nawet podstawowo kodować, na przykład przygotować auto pod stage 1. Daję mu 8 na 10, bo nie obsługuje bez dodatkowych przejściówek grupy Stellantis, ale jak na budżetowy komputer to strzał w dziesiątkę.


