Rano, zanim jeszcze na dobre zaczął się dzień, usiadłem do kawy i odpaliłem poranny live. W tle kawiarka powoli bulgotała, a ja witałem kolejnych widzów, którzy wpadali na pogadankę. Pogoda na Mazurach im nie dopisywała, u nas na Dolnym Śląsku świeciło słońce, więc znajomi właśnie pakowali się w drogę, żeby do nas dojechać. Tymczasem ja delektowałem się spokojem i rozmową.

Ktoś rzucił, że kawa i papieros to podstawa poranka. Przyznałem, że kiedyś papieros był dla mnie najważniejszy, ale rzuciłem palenie półtora roku temu. Przytyłem, brzuch mi urósł, ale nie żałuję. Wręcz przeciwnie – za pieniądze, które kiedyś szły na papierosy, kupiliśmy z żoną Mercedesa.
Dokładnie tak: przestaliśmy palić i stwierdziliśmy, że te pieniądze pójdą na auto. Minęły już trzy lata, leasing jeszcze dwa i będzie nasz. Ludzie się śmiali, ale dla mnie to był świetny interes. Rozmowa zeszła na tematy mechaniczne, bo ktoś pytał o kompresję w Kii.
Doradziłem, żeby sprawdził endoskopem, czy nie ma rys na cylindrach, a jeśli nie, to zalać chemię na weekend, żeby odkleić pierścienie. Jeśli nie pomoże, to niestety rozbiórka silnika. Ktoś inny pytał o Skodę Octavię z 2002 roku, 133 tysiące przebiegu, wszystko wymienione, za 4000. Powiedziałem, że jeśli stan jest dobry, to brać.
Sam nie widziałem auta, więc nie mogłem zagwarantować. Potem weszliśmy na temat pozwolenia na budowę. Kolega czekał na nie od dawna, a teraz, po zmianach, może to trwać nawet cztery miesiące. Zastanawiał się, co robić z ekipą, bo nie będzie ich stać na przestój.
Radziłem, żeby wynajął coś na te kilka miesięcy, może na sześć, do końca budowy. To chyba najlepsze wyjście. Ktoś wspomniał o Jawie Mustang 50, która na zimnym silniku nie trzyma niskich obrotów. Odpowiedziałem, że to pewnie kwestia regulacji gaźnika.
Inny widz chwalił się Oplem Astrą z 1992 roku, pierwszy właściciel, 145 tysięcy przebiegu, tylko 10 km w tygodniu do Biedronki. Przy takim przebiegu to raczej rdza go dogoni, niż cokolwiek się zepsuje. Pojawił się też temat Hondy, która nie bierze oleju. Zaśmiałem się, bo każdy szuka auta idealnego, które nic nie zużywa, nie psuje się i jeszcze daje pieniądze.
Ale takie nie istnieje. Nawet mój Mercedes już głośniej pracuje, słychać stuki w skrzyni. Za dwa lata pójdzie na sprzedaż, bo nie ma sensu trzymać go dłużej. Przejechał już prawie 150 tysięcy, a jak go brałem, miał 90.
Zrobię nim jeszcze z 40 tysięcy i będzie miał 190. I tyle. Opowiedziałem historię mojego dziadka, który jeździł Polonezem przerobionym na Karo. Ktoś mu wjechał w tył, więc odciął cały tył i wstawił z Karo, potem przerobił przód.
Ale dziadek jeździł zawsze 40 na godzinę. Myślałem, że tak dla bezpieczeństwa, a on po prostu nie mógł szybciej, bo silnik był tak zamulony, że nie dawał rady. Jak tata wsiadł i spróbował go przegonić, to wywaliło uszczelkę pod głowicą. Dopiero po remoncie w warsztacie Polaka Polonez śmigał jak należy.
Dlatego zawsze mówię: trzeba jeździć żwawo, bo zamulony silnik to śmierć. Potem przeszliśmy do tego, że nie ma auta idealnego. Każde ma wady – jedne rdzewieją, inne biorą olej, jeszcze inne mają problemy z elektroniką. Nawet legendarne W124 nie były bezawaryjne.
Ale Japończycy mają coś w sobie – kiedyś na giełdzie wystarczyło powiedzieć, że ma się Mitsubishi, i ludzie chętnie pomagali odpalić, bo wiedzieli, że odpali od ręki. Dziś taksówkarze jeżdżą Toyotami hybrydami, bo wiedzą, co jest dobre. To najlepszy wyznacznik. Wspomniałem też o tym, że ludzie często zazdroszczą innym aut, ale nie wiedzą, że tamten ma kredyt albo leasing.
Ten, kto nie ma żadnych zobowiązań, jest najbogatszy. Ja sam mam leasing na Mercedesa, więc nie ma czym się chwalić. W pewnym momencie zobaczyłem starszego pana, który stał na chodniku i patrzył w suche drzewo. Miał rower, uśmiech na twarzy, wyglądał, jakby nie miał żadnych zmartwień.
Zazdrościłem mu tej beztroski. My wszyscy gonimy za pieniędzmi, nie umiemy odpocząć. A on po prostu stał i patrzył. Piękne.
Potem wróciliśmy do pracy. Klient zamówił wózek do Suzuki Splash, bo stary zgnił. Miałem nadzieję, że nie będzie z tym przygód. Pakowaliśmy opony, porządkowaliśmy warsztat, bo przeprowadzka coraz bliżej.
Nowa hala powstanie, ale na razie nie zdradzam gdzie, bo mam tylu życzliwych, że zaraz zaczęłyby się dziwne rzeczy. Jak już będzie pod monitoringiem, to powiem. Przyszła też przesyłka dla Tomka – osłona, którą zamawiał. Zamówił tylko środkową, a przyszła kompletna.
W tej cenie to nawet dobrze. Wysyłaliśmy zamówienie od Kasi, które wpadło wieczorem. Ktoś pytał o przegrzewanie się silnika w Passacie B5 – doradziłem odpowietrzenie układu chłodzenia, bo to częsty problem po ingerencji w płyny. Na koniec życzyłem wszystkim miłego weekendu, zimnego piwka i odpoczynku.
Sam przyznałem, że ostatnio za mało czasu spędzam z rodziną, za dużo pracy. Czas to zmienić. I tak, z kawą w ręku, ruszyłem do roboty, bo dzień dopiero się zaczynał.


