„Uważaj, bo spadniesz! ” – rzucił ktoś z komentarzy, gdy stałem na rusztowaniu, sięgając do lampy. Za mną ktoś inny dodał: „Byś chociaż prezerwatywę wziął”. Śmiech widzów na czacie nie złościł mnie.

To był mój live z warsztatu, a warsztat właśnie przechodził wielką zmianę. Nowa hala robiła wrażenie: 300 metrów, wysoki sufit, idealna wysokość pod podnośnik. Przez ostatnie dwanaście lat nikt tu niczego nie ruszał – pomieszczenie zamknięte na amen, kurz na podłodze, ściany bez śladu remontu. Wcześniej mieściła się tu stacja diagnostyczna, potem wszystko ucichło, a ja wreszcie dostałem klucz.
Wszyscy mówili, że szukam dziury w całym, ale to miejsce miało stać się moim studiem do nagrań, biurem, spokojnym kątem do pracy. Gdy zacząłem malować ściany, czat natychmiast to wychwycił: „Radek, ale ty masz przeprowadzki, człowieku”. Rzeczywiście, nie pierwszy raz pakowałem cały warsztat. „To już ostatnie miejsce” – rzuciłem do kamery.
Nikt mi nie wierzył. Ktoś napisał: „Jeszcze z was wyrzucą, jak wszystko zrobicie”. Zacisnąłem zęby i pociągnąłem wałkiem dalej. Remont wciągał.
Odkręcałem stare świetlówki, przerabiałem startery na LED-y, odcinałem niepotrzędne elementy. Publiczność dopingowała: „Kiedy następny filmik po pracy? ”. Obiecałem, że w weekend wpadnie.
Ktoś inny pytał o przyczepę, która miała przyjechać. Odpowiedziałem: „Trzeba się tam pomieszkać, zrobić z dziećmi”. Czułem, że zmęczenie daje o sobie znać, bo sam nie wiedziałem, jak to wszystko ułożyć, żeby miało ręce i nogi. Na czacie pojawili się znajomi: Luka, Krzyś, Kamilka, Szymon.
Ktoś rzucił: „Madolina na pewno obija się w pracy”. Odparłem tylko: „Pewnie”. Uwagi o tym, że Marcin zaraz spadnie z rusztowania, stawały się przebojem streamu. A ja dalej podnosiłem lampy wyżej, żeby nie zahaczyć o nie autem po wjechaniu na podnośnik.
Gdy skończyłem malować, wziąłem się za ściany. Farby ciągle brakowało, a kolejne puszki lądowały na mojej liście. Czat nie przestawał komentować: „Adasko, lepiej sprzedać to auto i nie robić”. Odpowiedziałem, że palnik zamiast świecy to kosmiczna cena, ale muszę spróbować.
Ludzie pisali o olejach, dwumasach, turbinach. Ktoś zapytał, czy lepsza jest 5W30 czy 5W40. Wyjaśniłem spokojnie: „Ważne, żeby wymieniać co 10 tysięcy albo raz w roku”. Na zewnątrz wciąż kłębiły się żarty: a to pan prezes wchodzi, a to najlepszy mechanik, a to pilot z Orbisu na wyżyny się wzniósł.
Ktoś spytał, ile waży Marcin, że boi się wejść na rusztowanie. „Ważę tyle, ile trzeba” – padło zza kadru. Śmiech tylko wzmagał energię, więc zaproponowałem: „Jak będzie tysiąc łapek, Marcin wykona salto w tył”. Czat oszalał.
Przerwałem na chwilę, żeby podłączyć sprzęt do prądu. W pewnym momencie internet padł. Na ekranie pojawiło się: „Brak połączenia z internetem”. Przez chwilę myślałem, że coś się zawiesiło.
Ludzie zniknęli, stream ucichł, a ja zostałem sam z pędzlem i niedokończoną robotą. Kręciłem głową: „No dobra, trudno, ucieczka, ucieczka”. Kiedy udało się wznowić transmisję, czat znów zaczął żyć. Wieczór przeszedł w noc.
Ktoś napisał: „Piątek, 21:30, a wy wciąż pracujecie”. Odpowiedziałem: „Dopóki nie skończymy”. Remont pochłaniał czas, ale czułem, że warto. Zaczynało być naprawdę widno, a to miejsce powoli stawało się moje.
Nie moje własnościowo, bo dalej wynajmowałem halę, ale moje sercem. Pod koniec streamu przyszedł Kamil. Popatrzył na uwalone ściany i powiedział: „Zobaczcie, ale żeście glebę zaliczyli”. Roześmiałem się.
Rzeczywiście, całe pomieszczenie było brudne od kurzu i farby, ale ja już widziałem efekt końcowy. „I tak będę musiał wyczyścić cały warsztat” – przyznałem, odkładając wałek. Za oknem zapadała ciemność. Obiecałem sobie, że jeszcze dzisiaj umyję kaloryfer, żeby był biały, a nie żółty.
Zaczynałem żegnać się z widzami, ale mój głos wciąż niósł się echem po pustych ścianach. Miałem już dosyć, ale zarazem po raz pierwszy od dawna czułem, że to miejsce ma przyszłość. Na koniec ktoś spytał: „Dlaczego zmieniliście miejsce? Tamto było większe”.
Spojrzałem w kamerę i odpowiedziałem: „Wejdź na kanał, to się dowiesz. Chyba że wolisz obejrzeć to na długim odcinku”. Uśmiechnąłem się, zebrałem sprzęt i obiecałem wrócić rano, żeby dokończyć to, co zaczęliśmy.


