Kiedy w końcu padło to zdanie, że musimy się wynosić, przez chwilę nikt nie chciał w to uwierzyć. Wszędzie pusto, wszędzie pusto. Hale opustoszały, meblarz już się wyprowadził, ci od wind też, streetzerzy zniknęli, nawet te zabytkowe samochody za budynkiem ktoś zabrał. Wszystkich nas stąd pogonili, jak to się mówi.

Wypowiedziano nam umowy na cały ten warsztat, na cały budynek, który mieliśmy przez dwa równiutkie lata. I oto zostaliśmy sami na placu. Dziś rano pakowaliśmy ostatnie manatki. Zawsze człowiek nie zdaje sobie sprawy, ile tego wszystkiego ma poukrywane po kątach.
Biurko już nie stoi, elementy do pakowania zniknęły, nikt tu już nie pracuje. Czekamy tylko na dużą lawetę, bo busa nie udało się zmieścić na moją przyczepę. Silnik siedzi, ale nie zdążyliśmy wszystkiego skończyć. Chłopaki już poszli, Marcin śpi na masce, a ja akurat rozmawiałem z kobietą.
No dobra, z kobietą, z kobietą. Cały czas mi dokuczają, że niby zmyślam. Ale mam, nawet z wąsem. A że z twoją też rozmawiałem?
No co, nie podoba ci się? Zaraz do Mateusza i taty zadzwonię. Co to za pożyczanie kobiet? Wąski oczywiście, że działa, będzie działał.
Na razie jednak mówić za dużo nie mogłem, bo umowy nie były podpisane. Ale teraz już wszystko jasne. Musztarda po obiedzie, można wszystko pokazywać. Ile kosztuje taki demontaż, przewóz i montaż podnośników?
Nie uwierzycie. Ponad dziesięć tysięcy netto za cztery sztuki. Ale Kamil powiedział, że sam to zrobi po tysiącu od sztuki na fakturę. Niech spróbuje.
Jeszcze tylko terakotę złożymy i ostatni samochód do roboty. Jutro ruszamy z podnośnikami. Spekulacje jakieś są, że na budowę brakuje kasy. Ale to nie o kasę chodzi, tylko o pozwolenia.
Ktoś życzliwy doniósł do wyższych władz, że na tej działce podobno coś jest w ziemi. I tak przyszedł nakaz, żeby wpuścić archeologów i ludzi od zabytków. Oni mają na to pół roku, może nawet rok. Nie stać mnie na to, żeby tyle czasu siedzieć w domu i patrzeć w sufit.
Nie ma takiej opcji. Będziemy się starać o pozwolenia na spokojnie. A tymczasem trzeba działać. Podpisałem dzisiaj bardzo długą umowę na nowy warsztat.
Naprawdę długą. I powiem wam, że tam zostaję. Będę miał dwa warsztaty. Na nowym miejscu kupiliśmy wszystko razem z wyposażeniem, nawet maszyny do wulkanizacji, więc zaczniemy robić i opony.
Tam będą dwa podnośniki bez produxy, jeden Lewcar, dwa Nortki. I jeszcze piąty podnośnik na nowym miejscu, bo kupiliśmy je razem z całym wyposażeniem. Wszyscy pytają, gdzie się przenosimy. Chcecie już mieć wrogów?
Będzie wrogów od groma i ciut ciut. Ale dobra, powiemy. Tylko nie mówcie nikomu, dobrze? Wracamy do Oławy.
Tak, do Oławy. Cała ta nasza historia zatoczyła koło. Wiecie, jak to jest, gdy ktoś cię walnie w łeb? Tak właśnie czułem się od czerwca, od drugiego czerwca, kiedy się dowiedziałem, że musimy się przeprowadzać.
Mina mi zrzedła na maksa. Nie ma hali, nie ma gdzie robić, nie ma co robić. Lipa. Mateusz i Marcin się cieszą, że wracamy do Oławy.
Ja jakoś tego nie czuję. Naprawdę nie czuję. Może dlatego, że wszystko wisiało do ostatniej chwili na włosku. Udało się dosłownie w ostatniej sekundzie.
Pojechaliśmy podpisywać umowę. Cały weekend przed wami siedziałem na live z uśmiechem na twarzy, a w środku zżerałem nerwy. Gość nie dzwoni i nie dzwoni. Myślałem, że wszystko się posypie.
Ale się udało. A wczoraj przyjeżdżamy na plac, a ci z boiska mówią: jakbyście potrzebowali, to możecie jeszcze zostać trzy, cztery, pięć miesięcy. Myślałem, że go powieszę. Nie wydawaj kasy, nie maluj.
A my już wszystko podpisane. Nowa miejscówka? Mówię wam, jakbyśmy byli w samym centrum Warszawy, pod Pałacem Kultury, tylko z tyłu, za podwórkiem. Samiutki środeczek, ale od tyłu.
Będę miał jakieś dwadzieścia dwa, dwadzieścia pięć kilometrów dalej. Do Oławy i tak jeździliśmy dwa lata, jakoś się dało. Zmieniamy też czas pracy. Zaczynamy od ósmej, kończymy o szesnastej.
Po co wchodzić wcześniej, skoro nie ma sensu. Mechanicy już gitarę znaleźli. Telewizorów nie mamy, wszystkie się wyprowadziły. Meczów nie obejrzycie.
Ja nawet nie wiem, czy są jakieś zamówienia i zlecenia, bo cały dzień przewozimy wszystko. Mniej filmów, mniej tego wszystkiego, bo od czerwca naprawdę nie było głowy do niczego. Jeden wielki chaos. Na nowym warsztacie będzie więcej podnośników niż tutaj.
Więcej mechaników. Docelowo na pewno. Wchodzimy z wulkanizacją. Sam pan prezes, naczelny wódz, powiedział, że nam pokaże, jak to się robi.
Cztery podnośniki, piąty dojdzie, kanał do dyspozycji, wielki magazyn. Może nawet myjnię odpalimy, bo są odpływy i miejsce na to. Będzie czysto, ładnie, nowocześnie? Na razie nie, Łukaszu, bo nie idziemy na tę halę, o której ci mówiłem.
Tam mamy wstrzymaną budowę. Idziemy na wynajem. Cena za wynajem to połowa tego, co tutaj. Pięć tysięcy miesięcznie.
Zdecydowanie niższe. Już mamy podpisaną umowę, mogę wam powiedzieć. Mycie budynku wycenili na pięć koła. Malowanie elewacji to dwadzieścia pięć, trzydzieści pięć złotych za metr.
Trzy razy więcej. Stara miejscówka? Bardzo blisko będziemy. Coś koło Lipowej.
Jacek na Lipowej. A skąd ty wiesz? Na Lipowej jest dużo warsztatów. Między innymi jedne z naszych.
No dobra, i tak już wiedzą. Pozdrawiam. Fajne jest to, że będziemy mieli bramę przejazdową. Wjeżdżasz jedną, wyjeżdżasz drugą, na wprost.
Pięć podnośników, kanał, wielki plac dookoła tylko dla nas. Pusty plac. Może wąski biegać z kamerą dookoła. Nawet dronem można ogrywać, nikt ci nic nie wjedzie, nie wleci.
To będzie wyglądać naprawdę ciekawie. Tylko beton musimy wylać pod jeden podnośnik, pod wszystkie inne są wylane, bo tam wcześniej był warsztat. Szpilki poobcinane, ale praktycznie od razu można startować. W zasadzie Kamil jutro mógłby już tam stanąć i kręcić śrubki na odczepnego.
Adres? Danuta. Lipowa Danuta 1. Na terenie Galerii Oławskiej.
Dokładnie tak. Jak wejdziesz sobie do galerii i wyjdziesz drugą stroną, to wejdziesz na nas. Samiutki środeczek Oławy. Tylko z tyłu, na podwórku, za śmietnikami.
Ale za to jakie zaplecze. Płot dookoła wysoki na pięć metrów. Od naszej strony siedemnaście kamer. Od galerii chyba dwieście.
Do tego napadówka i czujka ruchu. Jak ktoś wjeżdża, od razu wszystko się zapala. Zabezpieczone, zrobione ze smakiem. Klient zostawia auto na wymianę oleju i idzie do galerii na zakupy albo do restauracji.
Jest tam nawet fitness. Może i ja zacznę chodzić, odchudzić się trochę. Wąski będzie miał pokój. Tam już jest pokój.
Na razie na placu stoi około czterdziestu, pięćdziesięciu samochodów, bo poprzedni najemca handluje autami. Ale on z końcem miesiąca się przenosi. I wtedy cały plac zostaje dla nas. Wyobraźcie sobie, jaki parking będziemy mieli.
Jedna brama, biuro, druga brama, trzecia brama. I wjeżdżamy na tyły. Laweta już tam wjeżdża. Ciemno wszędzie, nie wzięliśmy latarek.
Jak my się tam poruszamy po ciemku? Może Wąski wziął tę lampę na paca, ale przedłużacza nie mamy. Jest przedłużacz, ale jest zakopany w busie. Po ciemku będziemy szukać.
W centrum miasta będzie jasno od latarni. Tylko my musimy wjechać od tyłu do magazynu. Wzięliśmy klucze do Volvo. Nie wiem, czy laweta tam wjedzie, czy nie wjedzie.
Będziemy pchać to Volvo, co? Wszyscy się śmieją, że skosiliśmy łąkę u siebie. I co z tego? Skosiliśmy, będziemy dalej kosić.
Za jakiś czas postawimy tam halę. Tak, na tej działce, gdzie mamy możliwość, budowa jest zawieszona na pół roku ze względu na przepisy prawne. Ale przepisy miną i będziemy stawiać. A z dzierżawy w Oławie i tak nie zrezygnujemy, bo to bardzo korzystna finansowo umowa.
Podpisaliśmy na długo. Będziemy zatrudniać dodatkowych mechaników. Mówicie o franczyzie? A skąd wy wiecie?
Macie rentgeny w oczach? Tak, od września najprawdopodobniej zaczynamy franczyzę na Bielanach Wrocławskich. Pierwszy warsztat, któremu damy nasze logo. Będą trzy warsztaty jako warsztatowe historie.
W Kielcach też chcą, ale tam tylko dwa stanowiska, boję się, że klientów nie będzie. Będą klienci, naprawdę będą. Franczyza będzie inna niż M4K, bo my powyżej czterech podnośników nie bierzemy takich warsztatów. Dlaczego?
Bo na trzech, czterech podnośnikach zawsze jest właściciel. Chodzi o to, żeby właściciel był na miejscu i pilnował wszystkiego. Zgłosił się do nas jeden warsztat, bardzo prosił. Muszą spełnić kilka podstawowych wymogów.
Jak najbardziej. Moja franczyza w garażu, blaszak bez prądu? Trzeba coś kombinować, moi drodzy. Trzeba się rozwijać.
Pomalutku do przodu i jakoś to pójdzie. Wiecie, jak to wszystko wyglądało od środka? Najpierw mieliśmy pewniaka, że mamy halę. Dostaliśmy w nos po miesiącu.
Miesiąc poszedł się rąbać. Potem działka u Stasia. Też poszło się rąbać miesiąc. Potem mieliśmy się budować.
Wszystko dopięte na ostatni guzik, segment, system, wszystko. I nie wypaliło w ostatniej chwili, bo się okazało, że działka ma dopisek U14, a ten dopisek mówi bardzo dużo. Z resztą jedna hala, którą mieliśmy, była jak z żurnala. Gdybyście ją zobaczyli, wszystkim by szczęki opadły.
Auto tańsze niż pół miliona nie mogłoby tam wjechać, bo głupio by wyglądało. Najwyższy standard. Ale zwodzili nas dwa tygodnie. A jednak nie do wynajęcia.
I tak za każdym razem. Każdy obiecywał gruszki na wierzbie. Miał być warsztat dosłownie pod moim domem. Na pieszo bym chodził.
Ale właściciel cały czas mówił, że ma pozwolenie, a nie miał. Cuda na kiju, mówię wam. Słuchajcie, kiedy szukałem miejscówki, każdy mówił: nie, to się panu nie przyda, to jest w czarnej dziurze zakopane. A my w Czernicy, w takiej dziurze zabitej dechami, że bałbym się tam zostawić samochód, mieliśmy tyle ruchu, że odmawialiśmy roboty.
Ukraińcy roztrzaskali samochody w drobny mak, a wy i tak przyjeżdżaliście do Oławy. Nie wiem, czy to Renoma, czy YouTube was przyciąga, ale bardzo się cieszę. A teraz jak zobaczycie, jak się auta będzie zostawiało na tym parkingu, to bez wahania zostawicie. No dobra, ruszamy.
Jedziemy przodem, laweta za nami. Dobra, Mirecki, śmigamy na nową miejscówkę. Ile jeszcze? Zaraz będziemy.
O, tu wyjazd na Strzelin, czyli jesteśmy na Lipowej. Galeria Oławska. Wjeżdżamy przy galerii. Ciemno już, ale zobaczcie.
Cały warsztat nasz. Jedna brama, biuro, druga brama, trzecia. A tam wjeżdżamy na tyły. To wszystko nasze.
Tylko ta czerwona część, do tego miejsca, tam właściciel urzęduje. A te wszystkie autka, które tu widzicie, one znikną. Zostanie cały pusty plac dla nas. Wreszcie uśmiech pojawił mi się na twarzy.
Naprawdę wreszcie coś dzieje się w dobrym kierunku. Do dzisiejszego rana nic nie było pewne. Od piątku próbowaliśmy zorganizować tę miejscówkę. Wąski się strasznie napalił.
Marcin uważa, że będzie fajnie. Kamil mówi, że może dlatego, że dużo aut tam stoi. Do mnie jeszcze ta miejscówka nie przemawia. Ale może po ciemku nie widać wszystkiego.
Zobaczymy jutro, jak wstanie słońce. Gdybyście szukali ładnej lawety, to jest manna. Jedziemy, jedziemy. I tak oto wracamy do Oławy.
Tam, gdzie wszystko się zaczęło.


