„Nie czekaj na mnie z kolacją. Wrócę późno” – powiedział Dariusz, zanim wyszedł do 21-latki. Teresa przez prawie 20 lat pracowała jako specjalistka do spraw kadr i płac w średniej firmie budowlanej we Wrocławiu. Dokumenty do ZUS-u miała zawsze przygotowane na czas.

Stał w sypialni przy otwartej szafie i spokojnie składał koszulę do dużej sportowej torby. „Po 20 latach małżeństwa to chyba nie jest przestępstwo” – rzucił, gdy próbowała coś powiedzieć. Po pracy wracała do mieszkania, zdejmowała buty i od razu włączała telewizor. No i Iwona weszła do środka, zanim Teresa zdążyła ją zaprosić.
„A jutro rano mamy wejść do gabinetu i wręczyć mu coś od zespołu” – powiedziała Iwona. „Iwona, ja naprawdę nie mam dziś głowy do takich rzeczy” – odpowiedziała Teresa. „Tereszko, jeśli jutro nie wejdziemy do Ryszarda z reklamówką z dyskontu, już będę szczęśliwa” – zaśmiała się Iwona. Teresa nie szła po proszek do prania ani mleko.
Wróciła do domu z dwiema ciężkimi torbami i rolką brązowego papieru pod pachą. Uśmiechnęła się sama do siebie. Wpadła do mieszkania w płaszczu, z torebką zsuwającą się z ramienia. Małe kompozycje kosztowały zwykle od 200 do 300 zł.
Większe, bogatsze dochodziły do 350, a czasem nawet 450 zł. Tydzień później umówiła się do fryzjerki. Innym razem kupiła nowe oprawki do okularów, trochę odważniejsze. „Teresa, ty dobrze wyglądasz!
” – powiedziała Iwona kiedyś w biurze. Teresa tylko się uśmiechnęła. Dwa dni później, późnym popołudniem, ktoś zadzwonił do drzwi. Dariusz wszedł do środka, ale nie usiadł.
Teresa odwróciła się, podeszła do szafki i wyciągnęła zeszyt. „Dariusz, przestań. To nie ma sensu” – powiedziała. Ale on nie przestawał.
„Zobacz, co zrobiłaś z tym mieszkaniem! Parszywe kwiaty, świeczki, te obrusy… Kto ci to kupił? ” – krzyczał.
Teresa zamknęła zeszyt. „To nie twoja sprawa” – odpowiedziała cicho. Dariusz roześmiał się, ale w jego śmiechu nie było wesołości. „Jeszcze raz sprawdzisz i doliczę ci do rachunku” – zagroził.
Teresa podeszła do okna. „Proszę, wyjdź” – powiedziała. Pożegnała się i weszła do środka. Dopiero za drzwiami uśmiechnęła się do siebie.
Wieczorem Dariusz pomagał jej pakować ostatnie zamówienia do samochodu. „Jeszcze raz sprawdzisz i doliczę ci do rachunku” – powtórzył, ale tym razem jego głos był mniej pewny.


